galopujący major galopujący major
64
BLOG

Wyznawcy i ich religia

galopujący major galopujący major Polityka Obserwuj notkę 10
Trudno dziś wskazać na autora stwierdzenie, że część sympatyków braci Kaczyńskich to nie tyle ich wyborcy co wyznawcy. Jednak oczywiście nie tyle nie sam autor jest tu najważniejszy co jego myśl trafnie oddająca nastroje wcale nie małej części elektoratu Prawa i Sprawiedliwości.

Idąc tym tropem należy owy powszechnie ogłaszany „kaczyzm" określić nie mianem reżimu z bantustanu, jak chcą jego zacietrzewieni przeciwnicy, ale pewnego rodzaju quasi religii, która opanowała serca i umysły wyborców braci Kaczyńskich, impregnując ich na wszelakie argumenty. Oczywiście wyznawcami są nie wszyscy popierający Prawo i Sprawiedliwość, ale jest to grupa najliczniejsza i co najważniejsze nie zmniejszająca się. Stanowi więc rezerwę, która pozwoli trwać Pis-owi na scenie politycznej przez następne kilkanaście lat tak jak żelazny elektorat zapewniał to SLD.

Czymże jest więc ta religia, która oprócz swojego boga ma swoje obrzędy, nawiedzonych proroków, gorliwych kapłanów i jak już podkreślono oddanych wyznawców.

Na pewno jest to religia monoteistyczna, choć bóstwo występuje w dwóch osobach. Każdy z braci Kaczyńskich chciałby być postrzegany jako oddzielna osoba. Jednakże zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy traktują ich jako jeden podmiot polityczny, zwłaszcza, że nie dostarczyli im do tej pory zbyt wielu dowodów na dzielących ich różnice. Sam temperament to zdecydowanie za mało. Jaki to ma wpływ na wyznawców? Z politycznego punktu widzenia braci Kaczyńskich wyśmienity. Każdy z owych wyznawców wybiera sobie z tego duetu te cechy charakteru, które mu najbardziej imponują, mając pewność, że któregokolwiek wybierze to i tak trafi w te same poglądy polityczne. I tak jedni wolą poważnego profesora, drudzy walecznego szeryfa, trzeci nieustannego fightera, a jeszcze inni makiawelicznego polityka. Autorytet działa ze zdwojona siłą, choć politycznie obaj bracia są identyczni. Skoro poglądy polityczne maja te same to rozszerzają się inne pola wyboru. W ten sposób wybierając to co najlepsze urzeczywistniany jest jeden wyimaginowany Kaczyński, który jest pewnym kolażem wyobraźni i marzeń dużej części Polaków.

Religia „kaczyzmu" jak każda religia odwołuje się nie do rozumu, merytorycznych argumentów „szkiełka i oka" lecz do wierzeń, które tak jak wyzute są z rozsądku, tak podatne są na emocje. A emocje najlepiej rozniecić dychotomicznym podziałem na czarnobiały świat dobra i zła, gdzie każda szarość może być czernią lub bielą w zależności od woli prezeso-prezydenta. Jeżeli zostaniesz uznany za rycerza dobra w jednej chwili wszelkie twe wypowiedzi, posunięcia i zaniechania zostaną automatycznie uznane za słuszne. Przecież dobro nie może czynić źle, bo nie byłoby dobrem. Wszelkie postępowania tłumaczone będą zgodnie z odgórnie przyjętym domniemaniem racji a zadawane pytanie będzie brzmiało nie czy tylko dlaczego rycerz ma rację. Tak jest w przypadku obecności jednego z braci przy obradach okrągłego stołu i tak jest przy ich sprzeciwie wobec rządu Jana Olszewskiego. Gdy „Rzeczpospolita" zacytował prezydenta głoszącego, że komunizm skończył się 12-ego maja 2005 r. horda internetowych wyznawców rzuciła się udowadniać, że ma racje. Tymczasem okazało się, że dziennikarz się pomylił a prezydentowi chodziło o 12-ego, ale września 1989 r. (powstanie rządu Mazowieckiego). Samo przebywanie z dobrem leczy niczym wzrok Kaszpirowskiego. Kto obcuje z dobrem, jest przez nie namaszczony, ten służy słusznej sprawie, a jego przewinienia zostają tymczasowo zapomniane (do czasu gdy przestanie dobro popierać). Dlatego dla wyznawców nie ma sprzeczności w tym, że Andrzej Lepper raz jest warchołem, a raz ucywilizowanym wicepremierem, że Jan Rokita raz jest morderca politycznym, a drugim razem oczekiwanym partnerem w koalicji. Wszystko zależy czy jesteś razem z dobrem czy przeciwko niemu, a dobrem jest przecież duet premier-prezydent. Jarosław Kaczyński zupełnie przypadkiem mówiąc o sobie ironicznie „samo dobro" idealnie wstrzelił się w panującą o nim i jego bracie opinię. Uprawianie polityki w ten sposób czy raczej prowadzenie misji likwiduje potrzebę istnienia opozycji. O ile w systemie parlamentarnym partie opozycyjne mają patrzeć władzy na ręce, o tyle trudno sobie wyobrazić, aby w czarnobiałym świecie zło kontrolowało dobro. Niech zło milczy, niech nie przeszkadza. Wyznawcy nie lubią agnostyków, ateistów ale najbardziej nie lubią innych wyznawców. Dyżurnych dogmatyków niewłaściwej religii bez trudu wskazuje premier, a podejrzane jest właściwe każde środowisko.

Każda religia musi mieć swoja legendę, opierać się na pewnych opowieściach, które otoczone są aurą tajemniczości i wyjątkowości. Religii nie wykuwa się na tokarce przy maszynie tylko w gawędach, mitycznych świadectwach, przemycanych wbrew oficjalnemu stanowisku, które tylko z racji tego, że jest oficjalne musi być zakłamane. Taką legendą jest rząd Olszewskiego prześladowany niczym pierwsi chrześcijanie, który niosąc lustracyjne światło, został powstrzymany przez siły ciemności. Taką legendą jest też szafa Lesiaka, która choć zawiera dokumenty na inwigilowanie prawie wszystkich partii politycznych, jest dowodem na sprzysiężenie państwowych demonów tylko przeciwko braciom Kaczyńskim. To co dotychczas znane również musi być napisane od nowa albo wersji hard (a la Łysiak) albo w wersji soft (a la Ziemkiewicz). Legenda potrzebuje własnej historii, ale nie gardzi też śmiałym retuszem tej dotychczasowej.

Każda religia ma też swoich wzniosłych proroków i mniej lotnych kapłanów. Bez jednych i drugich euforyczny zapał szybko by wyparował a opiekunowie kultu zostaliby (zapewne chwilowo) bez chlubnego zajęcia. I tak prorocze słowa można usłyszeć z eteru pewnego toruńskiego radia, wyczytać z łam pewnych gazet, w których Waldemar Łysiak i Stanisław Michalkiewicz otoczeni nimbem zmilczanych i politycznie niepoprawnych, głoszą swe kazania. Kapłani zaś, niemal codziennie w mediach dorzucają chrust do ogniska, aby czasem nie zgasł płomień w sercach wiernych z całej Polski, a nawet z amerykańskiej Polonii. Niektórzy działają w zaciszu hotelowych pokoi (Adam Lipiński) a inni jak Jacek Kurski niczym krzyżacy ruszają zbrojnie szerzyć nowa wiarę. Są też stratedzy ( Bielan Lipiński) kapłani od wszystkiego (Gosiewski) i jak wszędzie młodzi zdolni ( Ziobro). Gdy zaś ktoś zostanie uznany za odszczepieńca czeka go zaś niemiła hibernacja (Marcinkiewicz) Żadna para rąk nie może się jednak zmarnować, a odmrożony były premier po karnej (aczkolwiek dobrze płatnej) odstawce powinien być posłuszny jak nigdy dotąd. Ale wyznawcy nie orientują się w takich niuansach, myślą że wszyscy grają w jednej drużynie. Stąd tak wysokie poparcie dla Kazimierza Marcinkiewicza. Przez wyznawców traktowany jest jako kapłan „posoborowy" na tle „ortodoksów", podczas gdy dla braci Kaczyńskich to niebezpieczny schizmatyk. Nadeszła więc pora stłumić jego poparcie podsuwając mu synekurę, która stygmatyzuje go na zawsze jako łasego na stanowiska nauczyciela z Gorzowa.

Religia nie może obyć się bez obrzędów czasami seansów uwielbienia bądź nienawiści (wiece w stoczni gdańskiej i Warszawie). Obrzędowość „kaczyzmu" polega na wybitnie uroczystym obchodzeniu rocznic powstania warszawskiego, tak jakby byłoby to najważniejsze wydarzenie w XXwiecznej historii Polski. Krytyk filmowy Zdzisław Pietrasik z przekąsem zauważył, że jeden z kandydatów stylizował się nawet na kandydata reprezentującego powstanie, a prorok Stanisław Michalkiewicz całkiem serio pisał, że powstanie warszawskie trwa nadal. Nie trudno zgadnąć o jakiego kandydata chodziło i po której stronie prorok umieścił swego bohatera. Powstanie warszawskie traktowane jest bezrefleksyjnie, obchodzone pompatycznie, mające być wizytówką stolicy. W księgarni w dziale dziecięcym (to już oczywiście nie jest wina braci Kaczyńskich) jest nawet do kupienia książka przygodowa dla małego powstańca o tym jak w piwnicach robiło się granaty ! Tymczasem kolejny krytyk literacki i historyk Tomasz Bocheński ubolewa nad tym, że w świetnie zorganizowanym muzeum powstania nie ma miejsca upamiętniającego spory o zasadność jego wybuchu. Tylko, że jak są spory to można zasiać ziarno niepewności, a wówczas trudno będzie wytłumaczyć dlaczego akurat powstanie warszawskie ma być wzorem wychowawczym dla młodych pokoleń. Skoro dla jednych była to hekatomba daremnie przelanej krwi młodych patriotów to jak wytłumaczyć ,że daremne przelewanie krwi jest pożądane.

Religia „kaczyzmu" nie wzięła się znikąd. Polska prawica od zawsze podatna była na uleganie autorytetowi jednostki. Od zawsze go szukała, przy czym oczywiście musiał być to ktoś wybrany oddolnie symbolizujący wiarę w Boga, Honor i Ojczyznę. Dlaczego udało się braciom Kaczyńskim. Okazali się najbardziej odporni na przeciwności losu, mistrzowsko wykorzystali pragnienie bezpieczeństwa Polaków, na którym zaczęli budować zręby swojej tożsamości, postawili na właściwych ludzi a nade wszystko wyjątkowo sprzyjały im okoliczności. Ale to już temat na oddzielny artykuł.

        Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email: gamaj@onet.eu About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka