Oto co napisałaznana blogerka:
„Kwaśniewski sugeruje, że taśmy są reakcją na jego wywiad zapowiadający powrót do polityki. Jest to o tyle ciekawe, że w wywiadzie, który rzekomo sprowokował atak taśmami, jest o tych taśmach mowa. Wersja Kwaśniewskiego, jakoby taśmy uruchomił PiS, żeby storpedować zapowiedziany właśnie powrót Kwaśniewskiego do czynnej polityki trochę nie trzyma się zatem kupy skoro taśmy pojawiły się przed wywiadem, czego dowodem jest fakt, że ich temat jest w wywiadzie poruszany”.
Tu punkt dla kataryny, trudno się nie zgodzić.
„Że wywiad mógł powstawać w dwóch rzutach i pytania o taśmę zostały do niego dodane już po wybuchu afery taśmowej? Też mi to przyszło do głowy”.
Tu już drugi punkt dla kataryny, tak być rzeczywiście być mogło. „Ale czy gdyby tak było, gdyby ten fragment wywiadu miał miejsce już po opublikowaniu taśm to takie gwiazdy dociekliwego dziennikarstwa jak Olejnik i Kublik ograniczyłyby się do dwóch pytań: "A to co Oleksy naopowiadał o Panu i Pańskich kolegach Gudzowatemu?", "Kto tę akcję zorganizował?" i nawet nie próbowały zahaczyć o żaden z pojawiających się na taśmach wątków stawiających Kwaśniewskiego w złym świetle? Nie obrażajmy pań dziennikarek takimi podejrzeniami, wszak to tuzy bezstronnego, niezależnego i drapieżnego dziennikarstwa!"
Teraz pytanie za trzy punkty: czy kataryna kiedykolwiek uważała, że Monika Olejnik jest obiektywną dziennikarką, czy uważała, że taka jest Agnieszka Kublik? Oczywiści, że nie.
„Jeśli nie zapytały o nic, o żaden z niewygodnych dla Kwaśniewskiego wątków przewijających się na taśmach, to wyłącznie dlatego, że o szczegółowej zawartości taśm nic jeszcze nie wiedziały przeprowadzając ten wywiad”.
I tu pojawia się clou całej sprawy. Otóż, jeżeli zgodnie z prawicowym poglądem Monika Olejnik nie jest obiektywna, to bez względu czy ta część wywiadu dotycząca powrotu Kwaśniewskiego do polityki ukazałby się przed taśmami czy po to i tak pytania o te taśmy byłyby mało dociekliwe. Innymi słowy czy był jeden cały wywiad ( o powrocie do polityki + pytania o taśmy) czy podzielony na 2 części ( o powrocie do polityki prze taśmami, a pytania o taśmy po ich ujawnieniu) nic to zmienia w kwestii tego, że zgodnie z negatywną opinią o pani Monice wywiad i tak byłby przeprowadzony na kolanach. Skoro rzekome poddaństwo wystąpiło by i tak w obu wersji wywiadu , to w ogóle nie jest ono wymierne. Chyba ,żeby uznać,że Monika Olejnik i Agnieszka Kublik są obiektywne…
kataryna pisze dalej: „W przeciwnym razie musielibyśmy uznać, że to co zaprezentowały w tym wywiadzie z dziennikarstwem niewiele ma wspólnego a panie po prostu wsparły Kwaśniewskiego w jego akcji PR-owej. Niech każdy sam oceni ten wywiad, jego funkcję i pracę dziennikarek. Znały taśmy, miały przed sobą ich bohatera i stać je było jedynie na pytanie kto za tym stał. Dziękuję za takie "dziennikarstwo".
Ale przecież ten osąd został wydany już dawno. Owszem można uznać, że to robota PR-owska, tylko wtedy trzeba uznać, że wywiad mógł się ukazać w dwóch częściach. Cała konstrukcja wali się więc jak domek z kart. Albo więc Olejnik&Kublik są obiektywne i jest to argumentem, za ściemą Kwaśniewskiego albo jest odwrotnie, obiektywne nie są, a wersja z wywiadem przed taśmami może być prawdą. Powtarzam może, bo w przeciwieństwie do wielu ja prawdy nie znam. Tym zaś, którzy zarzucają pani Olejnik brak dociekliwości polecam ten dialog:
Monika Olejnik: Też jesteś dziennikarzem i nie wiesz, że zawsze trudne pytania zadaje się rządzącym, a nie tym, którzy są w opozycji?
Robert Mazurek: Nie wiem. Wiem, że trudne pytania zadaje się każdemu.
Monika Olejnik: Może spójrz krytycznie na swoje wywiady.
Robert Mazurek: Chętnie pobiorę lekcję. Jakieś konkretne uwagi?
Monika Olejnik: Jak SLD rządził, to zadawałam im trudne pytania, a teraz mam je zadawać Wojciechowi Olejniczakowi? Przypominam mu, co robił jego rząd, ale jaki sens ma teraz rozliczanie go? Rozliczasz tych, którzy rządzą, prawda? Zawsze jesteś w kontrze do nich!
Robert Mazurek: Moim zawodem nie jest bycie opozycjonistą tylko dziennikarzem.
Cóż można powiedzieć o ripoście red.Mazurka, którą swego czasu zachwycała prawicowe towarzystwo. Można np. powiedzieć, że Monika Olejnik posłuchała Mazurka i w stosunku do Kwaśniewskiego nie jest opozycjonistką, tak jak Mazurek nie jest opozycjonistą dla Popisu. Dobre rady zawsze w cenie.
To tyle w sprawie polemiki. Na blogu kataryny w komentarzu do poprzedniego jej wpisu znalazłem ciekawe wyliczenie s.flores Zatrzymajmy się na chwile na punkcie szóstym internuty…Premier spotkał się z Mathiasem Doepfnerem, prezesa Axela Springera.
Cytuje z gazeta.pl: To było kurtuazyjne spotkanie. Premier chciał pokazać, że Polska jest otwarta na inwestycje zagraniczne. Zresztą pan Doepfner jest nie tylko prezesem Axela Springera, ale również członkiem rady nadzorczej amerykańskiego koncernu Time Warner - zauważył rzecznik”. Poczytajmy dalej: W grudniu zeszłego roku Zygmunt Solorz zgodził się sprzedać koncernowi 25,1 proc. akcji stacji za 250 mln euro. Suma może wzrosnąć do 300 mln euro, jeśli wycena Polsatu się poprawi. Na razie jednak spółki czekają, aż zgodę na transakcję wyrazi Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK).
Akurat tak sie składa Zygmunt Solorz prowadzi interesy (Elektrim), których powodzenie zależy od decyzji państwa. Wekslami in blanco szantażował go też Piotr Bykowski , były szef Invest Banku. Sprawa legalności weksli i całej działalności Bykowskiego jest teraz w prokuraturze. Można więc rzec, że komu jak komu ale Zygmuntowi Solorzowi opłaca się sprzeciwiać władzy.
No i jeszcze jeden fragment z gazeta.pl „Na odpowiedź trzeba będzie jednak trochę poczekać, bo w zeszłym tygodniu premier Kaczyński odwołał prezesa urzędu Cezarego Banasińskiego, a nazwisko jego następcy wciąż nie jest znane”.
Teraz plotka z korytarzy UOKiK: Czy wiecie państwo kto jest ponoć szykowany na szefa Urzędu – pewien pan o rycerskim nazwisku…Artur Zawisza. Pożyjemy, zobaczymy.
Ciąg zdarzeń układa się w pewien logiczny ciąg: wyjście propisowskiego Dziennika, sprzedaż Polsatu przez Solorza, którego interesy zależą od władzy, odwołanie szefa UOKiKu, taśmy w Dzienniku, prywatna rozmowa szefa wydawcy Dziennika z premierem…
W przeciwieństwie do wielu innych blogerów oświadczam, że nie wiem czy to wszystko ma jakiś związek. To tylko hipoteza, ale logiki jej chyba odmówić nie można.
Cofnijmy się nieco w czasie. Jakby nie oceniać afery Rywina, jedno jest pewne-praprzyczyną afery był brak zgody na kupno przez Agorę Polsatu. Reszta to konsekwencje, które przeorały polska scenę polityczną.
Nie wiadomo o co walczył Miller, ale wiadomo że ubocznym skutkiem wygrania tej walki byłoby wprowadzenie pewnych rozwiązań antymonopolowych. Lex Agora przypadkowo hamowała by niebezpieczeństwo powstawania monopolów duopolów, oligopolów…
Zabawne, że dziś po Millerowskich bojach o ustawę, Jarosław Kaczyński podaje Axelowi telewizję na złotej tacy.
Zabawne, że lada moment do Polski poprzez furtkę uchyloną przez Franciszkanów furtkę wkroczy Rupert Murdoch
Z jednej strony premier nie chce prawie niczego prywatyzować, bo chroni strategiczne interesy, a z drugiej nie sprzeciwia się wejściu rekinów, przy których Agora jest tylko płotką. A może premier wiedząc, że i tak niedługo telewizje zdominuje przekaz cyfrowy (tym zajmuje się Walendziak u Krauzego) chce dziś zaskarbić sobie sympatie wielkich?
Prędzej jednak chce poprzez Murdocha zneutralizować Radio Matyja, które już się na Murdocha oburza, a poprzez Springera walczyć z Agorą. Tylko kto tu kogo ogrywa? Kaczyński nie będzie trwał wiecznie, a magnatów medialnych się nie wywłaszczy…
Jedno jest pewne w tej chwili tort jest dzielony między stare medialne wygi, a wszystko to dla dobra Polski, oczywiście.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)