Wszyscy już chyba znają rewelacje jakie opisała kataryna po odłsuchaniu taśm. Tylko czy to sa rewelacje?
Przypomnijmy co można było znaleźć na portalu Dziennika z 2006.09.11
„W 2003 roku Leszek Miller mógł być zmuszony do rezygnacji ze stanowiska premiera. I nie za sprawą demokratycznych procedur, a prowokacji przygotowanej przez ludzi związanych z lewicą i służbami specjalnymi. DZIENNIK dotarł do potwierdzających to dokumentów.
Syn Leszka Millera miał brać łapówki od największych polskich biznesmenów: Kulczyka, Staraka, Krauzego i Gudzowatego. Miał o tym mówić jeden z zainteresowanych - Aleksander Gudzowaty. Wiadomość ta dotarła do ówczesnego premiera Millera od Zbigniewa Siemiątkowskiego. Gdyby taka informacja dostała się do mediów, mocny wtedy jeszcze Leszek Miller skończyłby natychmiast karierę.
Po sygnale od Siemiątkowskiego Miller wezwał do siebie Gudzowatego. Ten wszystkiemu zaprzeczył - nie opowiadał nic nikomu o żadnych łapówkach płaconych synowi premiera - pisze DZIENNIK. Premier przeprosił biznesmena i zapewnił, że służby specjalne wyjaśnią sprawę. Nic jednak nie wiadomo, żeby została rozwikłana.Skąd Siemiątkowski usłyszał o łapówkach dla syna premiera? DZIENNIKOWI powiedział, że od Janusza Luksa, szefa wywiadu UOP w połowie lat 90. Luks zaprzecza. Utrzymuje, że od 11 lat jest poza służbą. Czy teraz sprawa zostanie wyjaśniona? Nie wiadomo, choć wie o niej prokuratura. W kwietniu tego roku szef ochrony Gudzowatego, Marcin Kossek złożył w prokuraturze dokument, zaczynający się od słów: "Informacje posiadane przeze mnie do sprawy - próba zamachu stanu na urzędującego premiera RP Leszka Millera przy użyciu Aleksandra Gudzowatego". Tyle że śledztwo dotyczy nie próby obalenia premiera, a gróźb pod adresem biznesmena.”
I jeszcze jeden artykuł
„Prokurator zajmie się aferą, którą wczoraj ujawnił DZIENNIK. Chodzi o prowokację z 2003 r., która miała pogrążyć Leszka Millera i odsunąć go od władzy. Kilku znajomych i doradców, rzekomo w imieniu premiera, zażądało łapówki od biznesmena Aleksandra Gudzowatego dla syna szefa rządu.
Gudzowaty miał zapłacić od jednego do trzech milionów dolarów. Co w zamian? Koniec kłopotów z rządem Millera. Poza tym mógłby budować gazociąg Bernau - Szczecin. Kto mu to zaproponował? Zamieszane są w to trzy osoby. Znajomy Millera, biznesmen Leszek Jaworowicz. Były pułkownik wywiadu i doradca premiera Jan Bisztyga. Dziennikarz Tadeusz Jacewicz. Wszyscy spotkali się na obiedzie u Jaworowicza.
Podobno wtedy Gudzowaty usłyszał, że jak zapłaci łapówkę synowi premiera, to skończą się jego kłopoty. Gdy odmówił, jeden z nich nazwał go frajerem. Wymienieni w związku z aferą oczywiście zaprzeczają wszystkiemu. A wszystko rozegrało się w czasie gorącego konfliktu Miller - Kwaśniewski. Gdy intryga zaczęła się wymykać spod kontroli, została zatuszowana w Kancelarii Prezydenta.
Leszek Miller odrzuca jednak domysły, że zaplanowali to ludzie prezydenta. "Wykluczam hipotezę, że za całą prowokacją wobec mnie stał Aleksander Kwaśniewski" - mówi. Były premier wskazuje raczej na tajemnicze "olbrzymie interesy i międzynarodowe siły nacisku", którym nie podobało się to, że nie zgadza się na sprzedaż polskiego sektora paliwowego.
Aferę zbada prokuratura krajowa”.
Zatem to wszystko już było. Rewelacje Gudzowatego są znane, sprawę bada prokuratura od listopada…a od 8 marca ma taśmy.
A Pan Ziobro jak zwykle porażony wiedzą.
Niestety z powodu braku czasu komentarz będzie krótki- Albo Dziennik dał całkowicie plamę przeoczając potwierdzenie swoich artykułów z listopada albo sopecjalnie to pominął uznając, że to nie są rewelacje?
Mimo to składam katarynie gratulację za dociekliwość, podobnie jak ronsonowi za dyskusje pod poprzednim postem. Dawno nie trafiłem na tak dobrego polemistę, którzy dodatkowo do paru rzeczy mnie przekonał.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)