W życiu trzeba robić coś dobrze. Jak robisz coś dobrze, to mogą cię wrzucić na pierwszą stronę, zaprosić do radia, dodać do czerwonych. Tak jest przynajmniej tu, w salonie. I choć wszystko nadal mało demokratyczne, to kryterium jest jedno-jak piszesz bloga musisz to robić dobrze.
O tym czy robisz coś dobrze decydują inni, twoi czytelnicy. Owszem podziały istnieją, tu w salonie istnieją nawet nieformalne koalicje. Często bez czytania tekstu możesz wywnioskować jaka będzie jego wymowa. Wystarczy, że przeczytasz kogo autor dodał do polecanych. Ale to też taka wizytówka, znakowanie terytorium…mentalnego terytorium.
Ale salon, to weryfikacja, czasami weryfikacja brutalna. Nie ma przebacz, nie wszyscy wytrzymują. Kto nie wytrzyma odpada bo największą salonową zbrodnia jest kasowanie niewygodnych postów.
Salon to publicystyka inna, niż ta gazetowa. Śmiem twierdzić, że lepsza. W salonie fuszerka nie przejdzie. Ostatnio przekonał się o tym Tomasz Wróblewski, w przyszłości przekona się pewnie nie jeden. I niebieski i czerwony.
W życiu trzeba robić coś dobrze.
Osobliwy przykład roboty, daje recenzentka „Dziennika” Magda Miecznicka. Gdy sięgałem po produkt Springera byłem życzliwy. Może aż nadto. Trafiałem na teksty lepsze i gorsze, czasami na kuriozalne. Traf chciał ze Pani Magda zawsze była autorka tych ostatnich. Być może po prostu miałem pecha.
Pani Magda gust ma specyficzny, a że jej zajęciem jest pisanie o gustach, to pewną słynna premię łacińską trzeba odłożyć na półkę.
„Stać nas tylko na mówienie rzeczy już sto razy powiedzianych, na chwalenie wychwalonych i krzyczenie na dawno zakrzyczanych.”- piszepani Magda. Nie pierwsza to histeria, rzekłbym histeria klasyczna. Wołanie na puszczy o oryginalność, która nęci i użyźnia pragnienie poklasku. Czytam dalej „Krytycy (także z tytułami profesorskimi) tylko w kuluarach chętnie mówią, że tak naprawdę uważają Miłosza za poetę zdecydowanie nierównego.” Odważna pomyślałem, chce oryginalności, to ją sama tworzy. Szkoda, że akurat posługując się słowami innych, anonimowych, profesorów, korzy chętnie mówią. „i że ostatni tomik Szymborskiej jest wyjątkowo słaby, bo poetyka, która od lat się nie rozwija, prowadzi do maniery”. Daj Boże taką manierę każdemu, daj im te setki czytelników tego Nobla. Poeta, który się ni rozwija prowadzi do maniery? A co jak to poeta świetny i mistrzostwo swe już dawno posiadł, a teraz raczy swoim talentem. Mickiewicz po „Panu Tadeuszu”, Szekspir po „Hamlecie”- a to dziady zmanierowane, niech profesorowie, najlepiej z Panią Miecznicką ogłoszą jakąś listę zmanierowanych gwiazd poezji. Może w Fakcie?
Pani Magda nie lubi maniery, lubi za to dramat. Recenzując ekranizację Cząstek Elementarnych Houellebecqa stwierdziła, że zaleta filmu jest opis dramatu, bo dramat nigdy nie jest banalny. To samo zapewne mówili widzowie „Niewolnicy Izary”
Odkładam więc myśli Pani Magdy na półkę, wysoko na regał. Raczej nie będę tam już zaglądał, taka już moja maniera.
Niedawno sięgnąłem po przemyślenia innej recenzentki Dziennika, też Magdy M., Magdy Michalskiej. Pani Magda pisze recenzje w „7 dni” bezpłatnym dodatku do Dziennika. Rozdaje klapsy, takie filmowe rzecz jasna.
„Babel” dostał trzy klapsy, bo reżyserowi „ wyszła lekko drażniąca kieślowszczyzna” Nie wiem co mam napisać na takie dictum, może tylko to, że jak się nie wie co pisać , to się wkleja kalkę i posługuje schematem.
Ale jest film, który dostał cztery klapsy. To „300” Zacka Syndera. Recenzentka określa film „jako wizualne wydarzenie roku zekranizowane w niezwykle wystawny i pociągający sposób”
Powiedzieć, że to szmira to mało, powiedzieć, że tandeta za delikatnie. Właściwe to nie film tylko jakaś bajka, która skierowana jest do trzynastolatka, a o dziwo zachwycają się nią w naszym salonie.
Gwoli sprawiedliwości - sceny walk niebywałe. Coś jak pojedynek z Herkulesa z Hektorem z Troi przedłużony do kilkudziesięciu minut. Ale to wszystko.
A nie jest jeszcze jedno. Panowie biegają w samych majtkach. Gejom i kobieta zapewne to tez się może podobać.
Nie wiedzieć czemu parę osób w tym salonie, obrało sobie 300-u na sztandary i wala nimi po łbach. Dlaczego? Może podoba im się, że Ksekres pokazany jest jako transwestyta, a Spartanie jako prawi i szlachetni. Może lubują się w heroicznych czynach ludzi, którym w oczach widać obłęd. A może podoba im się spartańskie wychowanie, rozumiane bardziej jako „tzw. rycie bani” niż edukacja.
To nie jest film propagandowy, bo nawet najbardziej nachalna propaganda nie zniosłaby tyle patosu. Król Leonidas nie prowadzi dialogów, on przemawia. Kilka razy nie wytrzymałem i wybuchnąłem w kinie śmiechem. Tak już mam, gdy najtwardszy z najtwardszych twardzieli napina swe muskuły.
Nie dziwie się Irańczykom, w filmie nawet perskie niewolnice seksualne są obrzydliwe. Termopile to także wojna estetyczna. I tak się zastanawiam co by było gdyby jednego z naszych słynnych hetmanów, sfilmowano w trakcie jego śmierci. Hetman ten umarł na serce jak kochał się z małoletnią, bodajże swoja żoną. Czy ci którzy dziś śmieją się z protestów Irańczyków, tez by śmieli gdy hetmana pokazano jako pedofila. Niedługo wchodzi na ekran rosyjski film o wypędzeniu Polaków z Kremla w 1612 r. Będzie ciekawym testem na nasz historyczny dystans. Złego Polaka gra Michał Żebrowski. Ciekaw jestem czy Rosjanie pokażą, jak polska załoga tłukła głowy noworodków o bruk. Tak to opisał w swych wspomnieniach sam hetman Żółkiewski.
Ale dla apologetów filmu jest kilka scen znamiennych. To łapczywość i przekupność kleru, oraz religijne przesądy, które nie wiele mają wspólnego z racjonalnym myśleniem…


Komentarze
Pokaż komentarze (10)