galopujący major galopujący major
138
BLOG

Dorota Masłowska

galopujący major galopujący major Polityka Obserwuj notkę 11

Tego posta zaczynałem pisać kilka razy. Nie widziałem jak zacząć. Wszytko wydawało mi  się miałkie. Miałem pisać o Masłowskiej, co już samo w sobie jest pewną trudnością. Do tego dochodzi forma, która nie narzuca się sama, choć do tej pory przy każdym wpisie była tak oczywista. Ale trzeba się zebrać i pisać, odpocząć od polityki. 

  

Doszedłem do wniosku, że nie napisze żadnej recenzji. Na przykładach Wojny polsko-ruskiej pod flaga biało-czerwoną” pokaże jedynie jak ja rozumiem fragmenty tej prozy.

 

 

„I kiedy teraz budzę się, pamiętam to dobrze, bo mógłbym powiedzieć każde słowo, co pomyślałem, ale kiedy budzę się, Magdy już nie ma, choć może nie ma jej jeszcze albo nie ma jej wcale. Wstaję z ziemi, która jest o tej porze nocy zimna i strzepuję się z dżinsów, strzepuję się z katany. Magdy nie ma i to zauważam od razu, od razu się podkurwiam, choć po ocenieniu okazuje się, że mam zarówno portfel, co jest kluczowe dla sprawy, jak również dokumenty. Nie bardzo też wiem, co było, kiedy już moja wizja natury gospodarczej znikła na ten czas, kiedy robiłem coś, zanim się tu obudziłem. Jest to gorzej bardziej niż, przepraszam za słowo, ale urwany film. Widzę mnóstwo piasku, co uważam, że jest prawdziwie aekonomicznym marnotrastwem, co, muszę stwierdzić z przykrością, mnie prowadzi do kurwicy. Po prostu groźna choroba kurwica. Kiedy więc idąc znajduję woreczek foliowy, bez cienia zwłoki sypię do niego piach. Po czym zakręcam i chowam, gdyż na przypadek braku gotówki, na przypadek załamania rynku, może się to okazać cennym faktem, wręcz plusem. Potem znajduję jeszcze dwie reklamówki z hit-u, co również boli mnie w serce, ten brak jakiejkolwiek ekonomii w kraju, gdzie dobre jeszcze całkiem reklamówki są położone na ziemi i zostawione na marnację. A przede wszystkim pastwę lumpenproletariatu. Tak więc po obietnicy solennej, że zaraz Magda na pewno przyjdzie, gdyż przykładowo poszła się chociażby odlać, idę sypać piasek. Uważam, że trzeba go w całości zebrać jak najprędzej. Gdyż jeśli on nie trafi w nasze ręce, to koniec. Zostanie on do cna rozdrapywany przez zdrajców”.

 

 

W czasach ekonomia stał się bożkiem, kapitalizm paradygmatem, a może nawet dogmatem, gdzie merkantylne myślenie jest objawem normalności, Dorota Masłowska kpi z tego w żywe oczy. Winduje sprawę na wyżyny absurdu, aby wyśmiać je szyderczym szerzeniem zębów.

 

Aekonomiczne marnotrawstwo jakim jest piasek na plaży, który się może przydać na wypadek załamania na rynku, jest niczym innym jak parodią  ciągłej próby zarabiania się bogacenia. Silny-bohater „Wojny…” uległ, jak my wszyscy mitowi ostrożności, przezorności, a także naśladownictwa. Jeżeli będziesz miał pomysł, jeżeli wpadniesz na cos na co nikt inny nie wpadł będziesz bogaty. Silny wpadł, co prawda na amfie, ale wpadł…chce zbierać piasek.

 

„Gdyż jeśli on nie trafi w nasze ręce, to koniec. Zostanie on do cna rozdrapywany przez zdrajców”- czyż jak na dłoni nie widać tu retoryka pewnego obślizgłego kapłana. Czy pewien tzw. ojciec nie zawahałby się walczyć i o piasek. Czy miraże, które za realne pieniądze sprzedaje  nie są czasem na piasku pisane.

 

Marnotrawstwo reklamówek to nie tylko zaś wyśmiewanie ekologów, zbyt łatwy to zabieg.  To wskazanie na szajbę wielu ludzi,  jaka jest nieumiejętność radzenia sobie z nadmiarem i przepychem. Czy nikt z nas nie miał kiedyś żalu, że ciągle wyrzuca całe zwoje nowych gazet. Ba, a CD- dodatki do gazet na płytach? Czy nie walają się czasem na ziemi. Szkoda wyrzucić. Marnotrawstwo  jest  lustrzanym odbiciem dobrobytu, do którego homo sovieticus jeszcze  nie przywykł. Stąd wyrzuty sumienia. 

  

Masłowska pisze dalej:

  

„Wtedy tak w podobny sposób rozmyślam. Zaczynam nawet, co jest rzadkie, próbować zapisać te różne myśli, obliczenia na ziemi. Niestety piszę szybko. Co rzutuje na to, że są to litery, są to cyfry z gruntu niewyraźne. Ale chuj z tym, gdyż gdzieś w pobliżu, ponieważ jest zupełnie ciemno, słyszę Magdę, która najwyraźniej się śmieje z czegoś. Zastanawiam się, co jest w tym śmiesznego. Nie w tym, ale wręcz w ogóle, co jest śmiesznego. No więc widzę ją, chociaż ona wyraźnie nie jest sama, tylko jest z kimś. Wręcz z mężczyznami, w dodatku dwoma. Co mnie skłania do interakcji. Do reakcji. Gdyż co by nie było między nami złego, jej miłość jest z tego, co pamiętam, moja, a jej ciało również moje. Tak więc czegoś tu nie rozumiem, kiedy ona tak idzie swawolnie. Macha dupką. Sama słodycz. Noga niekulawa. Modelka, aktorka i równocześnie piosenkarka w jednym. Przeleciana na wylot. Dziurawe rajstopy reklamuje, kupujcie dziurawe rajstopy, takie są teraz w ostatnich trendach najbardziej modne. I koniecznie kule pod pachą, koniecznie zajebane ze szpitala.
Co kurwa? mówię do niej, gdyż ta zaistniała nagle sytuacja wytrąciła mnie zupełnie z rozważań.

 

A ona mówi do tych facetów tak: to jest właśnie ten mój upośledzony psychofizjologicznie brat. Jak sobie radzisz, co? - to mówi do mnie. Piszesz sobie na piasku, to dobrze z twojej strony. bo ja jeszcze z tymi panami mam tu kilka spraw, twoje kule ci tu zostawiam, jakbyś chciał wracać do domu albo w ogóle może gdzieś iść, to przyduś tą kulą do ziemi, to będzie ci łatwiej.


Stoję tak chwilę z patykiem, a jeden z tych facetów, straszny z wyglądu zboczeniec i utajony perwers, czarna skóra, sweterek z paskiem, mówi: wiesz co, Magda, w ogóle nie jesteś podobna, mimo że jesteś jego rodzeństwem. Ona na to mówi: No. Tak jak w życiu. Za to mamy te same nazwisko. Po czym mówi do mnie: Silny, słuchaj, jak ty masz na nazwisko?
Robakoski Andrzej - odpowiadam zgodnie ze swoimi zapatrywaniami. A ta szmata na to przebiegle mówi: no właśnie! Ja też się tak nazywam właśnie. Robakoska na nazwisko.
Wtedy ja jeszcze milczę, gdyż jestem bezradny wobec takiego prostactwa, takiego badylarstwa. Drugi facet podchodzi bliżej, jest takiego bardziej sportowego typu w dresie, bo tamten to taki uprzedzający pedałek, proszę bardzo, witam bardzo, amfa, kwasik, traweczka, muchozol, i ten w dresie, ten bardziej sportowy mówi: patrzcie, on tu coś napisał. Wtedy stoją tam wszyscy nad moim planem strategicznym niczym bez mała ministerstwo edukacji i sportu, i starają się usilnie odczytać. Jak już nadmieniałem trochę wcześniej, są to litery niewyraźne, takie znaki trochę bardziej abstrakcyjne, żeby nie powiedzieć nieistniejące.
Gdyż on jest niezupełnie normalny, mówi Magda. Dlatego właśnie używa takiego pisma. Jest to pismo używane przez psychicznych z dałnem.

 

Oni już chcą iść. Magda jest już prawie bliska zrobienia fiku-miku i odejścia w otchłań, odejścia w pizdu z tymi dwoma bumelantami. Trójosobowa komisja do spraw edukacji i sportu, ten spedalony pedał od edukacji i od spraw liter, a Magda z tym w dresie robią w sporcie, świetnie robią, bardzo to widzę”.

 

 

To moja ulubiona scena. Dlaczego ? Moim zdaniem komiczna, ale tego wytłumaczyć nie umiem. Tłumaczenie dowcipu jest jeszcze większą zbrodnią na humorze niż jego niezrozumienie. 

 

Ale jest coś jeszcze. Autentyzm, ten język nie jest „literacki”. Ten język jest żywy, giętki realny. Myśli formułowane są błyskawicznie, bo tak myślimy. Nie ma tu powolnej narracji. Czytasz to co w tym momencie pomyślał bohater.  Nie ma czasu na zastanawianie się. Siedzisz w głowie bohatera, a skoro siedzisz to szaleńczej jazdy po amfie jesteś pasażerem. Nie kierowcą  co prawda, ale zawsze pasażerem.

 

Postać Magdy to dzisiejsze nastolatki, te cichodajki opisywane z oburzeniem w mediach, te niewinne dzieci, nad którymi użala się pan minister, że takie niewinne i homoseksualni mogą ich zdeprawować. To koleżanki waszych córek , drodzy salonowicze. Pokolenia gadu gadu, komórek techno i ścieżki do nosa. Niewinne czasy już się skończyły pora się obudzić. Rewolucja czy raczej postmodernizm seksualny jest faktem, wy szukacie tego u gejów, a to heteroseksualni poczuli zew, już w wieku gimnazjalnym.      

  

Wojna polsko ruska nie jest powieścią drenarską, jak trąbią  mądre głowy Aby to zauważyć trzeba zrozumieć kim jest owy „dres”.  Dres to nie tylko strój, sposób zachowania, hierarchia wartości, dres to przede wszystkim stan umysłu. Typowy dresiarz, to ktoś kto widzi świat fragmentarycznie, bez odcieni, brutalnie. Dres to ktoś kto bierze, nie daje. Przede wszystkim jednak dres to idiota…

 

Silny, bohater Wojny nie jest dresiarzem. Jego dres to kostium, w którym  inteligentny narrator opisuje to co widzi. Stałe porcje narkotyku tylko wyostrzają ten wzrok. On nie czyta, umysłu nie odświeża, on wciąga i dlatego jest k…a jak brzytwa.

   

Na koniec kwestia wulgaryzmów. Chyba gdzie jak gdzie ale w Polsce  nikogo nie trzeba przekonywać, że wulgaryzmy to nie tylko przerywnik , ale podmiot orzeczenie i dopełnienie w polskich dialogach.

 

Dobra literatura to taka która potrafi znaleźć klucz do naszej wyobraźni. Oczywiście owy klucz, a raczej wytrych nie pasuje do każdego zamka. w moim przypadku jednak pasuje jak ulał.  

        Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email: gamaj@onet.eu About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka