galopujący major galopujący major
40
BLOG

Przegląd prasy

galopujący major galopujący major Polityka Obserwuj notkę 24

Wyobraźcie sobie, że jestem rozdarty.

Nie, nie tyle pytaniem kogo bardziej kocham Jarka czy Lecha. Nie mnie odczuwać emocje jakie są udziałem prawicowych publicystów. Rozdarty jestem ideologicznie. Wyobraźcie sobie, że jestem mutacja polskiej opinii publicznej i teraz jako taki potworek dokonuje przeglądu prasy. Konkretniej przeglądu świątecznego wydania Rzepy i Wyborczej.

 I tak raz to spoglądam lewym, dawniej bliższym mi okiem, a raz prawym tym bardziej patriotycznym.

Najczęściej jednak zezuje. Przegląd rozpoczynam od pierwszej strony. W Rzepie rzuciła mi się w moje prawe oko notka o bankructwach 

W pierwszym kwartale tego roku upadłość ogłosiło 90 firm. To o 45% mniej niż w podobnym czasie 2006 r. Aż jedna trzecia bankructw dotknęła firmy zarejestrowane w województwie mazowieckim

 -Czyż nie jest to dowód na sukces naszego rządu? A na Mazowszu, przypominam kto rządzi Warszawie –Gronkowiec… Pewnie Monika Olejnik to pominie w wywiadach.

Lewe oko spoczywa na Gazecie Wyborczej:

 - Pierwsza strona jakieś polityczne życzenia nie ma jajek, nie ma krzyża (sic) a potem tekst „Ziemia Gore” o skutkach globalnego ocieplenia. Się chyba w Wyborczej raportów Galby przestraszyli, ale żeby dawać aż na pierwszą stronę.

 Ale w dodatku Gazeta Świąteczna ma też być Michnik, prawe oko nie wytrzymało i pędzi po stronnicach zobaczyć ten esej:

   Nigdy nie uznałem pojęcia winy kolektywnej-szanuje Niemców, Rosjan czy Polaków, którzy czują się odpowiedzialni za winy swych rodaków, ale odrzucam praktykę narzucenia im winy przez innych…” 

Zapieniło się prawe me oko, aż bielmem zaszło… 

 -Maleszka, dupa, Wyborcza lustracja, dupa mordercy, komunizm, nienawidzę, wyborcza, gówno, %$*&, jak śmiesz, -krzyczeć zaczęło. No po tym intelektualnym nokaucie już się nie podniesie-dodało.

Lewe oko spoczęło zaś na teksie naczelnego Rzepy-Piotra ”na stolcu obsadził mnie Jarek” Lisickiego. Naczelny pisze

 W zeszłym roku tuż przed Wielkanocą jedna z gazet (miłosiernie pominę jej nazwę) ogłosiła wszem i wobec, że odnaleziono ewangelię Judasza, która zrewolucjonizuje chrześcijaństwo”.  

-Taaa, miłosiernie nie wspomnę, jak w tym kawale…  ktoś tu k…a, oszukuje mówi niedźwiedź, nie powiem kto, ale jak złapie za ta rudą kitę. A Wyborcza to przedrukowała „National Geographic”  przecież Michnik z Pacewiczem po wykopaliskach nie biegali–zapowietrzyło się lewe oko.

 Zaglądają razem na druga stronę… 

 -W Rzepie Janek „ 40%skutecznosci prezerwatywy” wkleja prawie cały tekst z bloga. Musiało mu się bardzo spodobać to co sam napisał,  Joanna Lichocka pisze jakieś banały, a nie wiedzieć czemu jakiś prawnik z White& Case odpisuje Piotrowi Semce. W końcu znalazłem kogoś kto Pana Piotra traktuje poważnie-rzekło lewackie oko.

-Spójrz lepiej na to jak potraktowali Gottesmana…, swołocz

 -Może i tak, właściwe to co mają w Wyborczej do tego Gottesmana, jak nie Lis, to Ogórek czepia się jego ojca.

 -Niech swoich ojców i matek się poczepiają w tej koszernej, ubeckie bękarty.

-Ale za to na 2 stronie Wyborcza walczy z komunizmem na Kubie

 - Niech powalczą z komunizmem Maleszki, ha ha. -

Spokój mówię, bo zamknę oczy… czytajcie dalej. 

- W Wyborczej o lustracji profesoruchy Samsonowicz i Wyrozmuski- zagryza wargi prawe oko-oraz o Tokio Hotel, V kolumna pederastów chcą zaszczepić nastolatką kult transwestyty, zobaczysz.

 -taaa, a w Rzepie to chyba odnaleźli maszynę czasu, przenieśli się do 1989 r i komunizm obalają. Tym razem np. wywiad z Wojciechem Tomczykiem. Najlepsze jest jednak to, że autor w jednym z wywiadów stwierdził, iż w jego „Norymbergi” bohater mógł popełnić samobójstwo, co kłóci się z logiką całego przesłania. 

- Z jaka logiką lewaku, mów bo zrobię z ciebie Juranda.

 - Sztuka ta ma sens gdy intencje bohatera są szczere, bo po co maiłby udawac ta swoja Norymbergę, żeby się zabawić? Bez sensu. Udaremniają mu kumple strzelając do niego w czasie polowania. Po prostu za dużo chciał powiedzieć         

Obaj czytają w Wyborczej wywiadu z Barbara Bielecką, projektantką bazyliki w Licheniu: 

I dopiero dziś my tym kościołem pokazujemy: jesteśmy spójni, jesteśmy skuteczni. Znowu potrafimy. 

Na koniec Para oczu wbija wzrok w tekst Igora Janke w Rzepie...

Ale zaraz, zraz przecież to już było. W książce „On Kwaśniewski” Grzegorza Induskiego i Dariusza Wilczaka, reporterów Newsweeka i to o wiele ciekawiej i z jajem napisane. 

-Patrz- mówi lewe ko i wyciąga stary numer Newsweeka 

W każdym razie Olek wrócił z przekonaniem, że musi kandydować. Zdeterminowany wrócił. Zaczęliśmy się zastanawiać, o co chodzi. Przeanalizowaliśmy fakty. Czy chodziło im o to, że boją się zwycięstwa Kwaśniewskiego i uważają, że z Oleksym Wałęsie będzie łatwiej wygrać? Chyba nie. Oleksy był wtedy bardzo mocny. Miał szanse. Wcale nie mniejsze niż Olek. Więc co to za gra? O co im chodziło? Nic innego nam nie przyszło do głowy tylko to, że przeciwko Oleksemu jest coś szykowane, nietrudno się było domyślić co. To coś miało go skompromitować i umożliwić łatwe zwycięstwo Wałęsie. Czas pokazał, że mieliśmy rację. Olek się nie przestraszył. Myślałem: jesteś wielki, Olek, jesteś wielki, zrobimy z ciebie prezydenta, zobaczysz. 

-A patrz na to- śmieje się prawe…

 Ochrona Kwaśniewskiego miała jeszcze dodatkowe zadania. Po pierwsze, prezydencka para to zapaleni narciarze, szkolenie BOR-u musiało więc obejmować i narciarstwo. Po drugie, Kwaśniewski to urodzony tenisista. Ochrona, planując wybór hotelu podczas wyjazdu, zawsze musiała zadbać, by był tam dostęp do kortu tenisowego. Z tymi umiejętnościami borowików wiąże się zabawna historia. Jeden z nich, szef ochrony, rzeczywiście bardzo wysportowany, grający w tenisa, jeżdżący na nartach, był absolwentem AWF i jeszcze przed podjęciem pracy u Kwaśniewskich koledzy z BOR-u mówili do niego "Magister". No więc chłopaki w obecności Kwaśniewskiego gryźli się w język, żeby tego pseudonimu nie wymawiać, bo wiadomo, że Kwaśniewski na słowo "magister" jest szczególnie uczulony. Ale zdarzyło się ze dwa razy, że któryś się zapomniał, krzyknął do kolegi: ty, "Magister", i odwracał się skonsternowany Olek, więc go musieli przepraszać i tłumaczyć jakoś tak pokrętnie, że to nie o niego chodzi, ale tak, żeby go nawet tym tłumaczeniem nie urazić. Bardzo to zabawne było.

A teraz obaj czytają zezem…

Olek wyjechał na wakacje. Odpocząć. Do Hiszpanii. Wrócił dopiero tuż przed decyzją Sądu Najwyższego uznającą ważność wyborów. I kiedy już się wydawało, że spokojnie dotrwamy do zaprzysiężenia, wybuchła sprawa Oleksego i jego agenturalnej współpracy z oficerem rosyjskiego wywiadu Władimirem Ałganowem. 11 grudnia o północy przyjechali na Foksal minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski i minister spraw zagranicznych Władysław Bartoszewski.
Milczanowski znał Olka co najmniej od dwóch lat. Nawet się kilka razy spotykali na różnych imprezach. Na przykład na urodzinach generała Kuropieski.
Bartoszewski i Milczanowski zamknęli się z Olkiem w jego gabinecie. Dali mu do przeczytania dziewięciostronicową notatkę streszczającą zarzuty stawiane Oleksemu i poprosili o podpis potwierdzający, że się z nią zapoznał. Olkowi drżały ręce, kiedy ją czytał. Upuścił kartki na podłogę. Szybko podniósł. Nie chciał niczego podpisywać, więc Milczanowski z Bartoszewskim wyszli.
Jeszcze tego samego wieczoru Olek zadzwonił do premiera Oleksego. Oleksy przyjechał już właściwie w nocy. Weszli do gabinetu i zaraz z niego wyszli. Szukali jakiegoś dyskretnego miejsca, w którym można porozmawiać. Obawiali się, że gabinet jest na podsłuchu. Tak na siebie spojrzeli i weszli razem do kibla. Siedzieli tam dobrą godzinę. Przed kiblem stał Dziewulski i pilnował, żeby im nikt nie przeszkadzał. Jak wychodzili, było widać, że to nie mogła być miła rozmowa. - Wiesz, Józek, ja to ci może i wierzę, ale czy twój syn ci uwierzy? - powiedział cicho Olek. Oleksy nawet się nie pożegnał, wsiadł do samochodu i odjechał. Co tak Olka wytrąciło z równowagi, gdy czytał notatkę Milczanowskiego? Może w tym momencie uświadomił sobie, że i on znał dobrze Ałganowa. Zresztą w SLD wszyscy go znali. Czy przed oczami stanęła mu wizja ujawnienia jego kontaktów z Ałganowem? Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że za jakiś czas gazety będą próbowały udowodnić, że Olek z Ałganowem spędzili wakacje w Cetniewie. Nie wiedzieliśmy, że przy okazji afery Orlenu sejmowa komisja śledcza ujawni, że nawet otoczenie Kwaśniewskiego zna się doskonale z samym Ałganowem i jego wspólnikami w interesach - Aleksandrem Żaglem i Andrzejem Kuną - przedsiębiorcami, dla których przecież Ałganow pracował.

Itd., itp.  Panie Igorze naprawdę się Pan słabo postarał, „reaserch” macie tam w Rzepie mizerny, może przestańcie zatrudniać samych historyków.                                                                 **** 

Zupełnie na poważnie osobiście polecam artykuł o Sobocińskich ojcu i synu,  pływaku Phelpsie, o Izraelu oraz wywiad z Mrożkiem. To w Rzepie .W Wyborczej polecam wywiad z  prof. Samsonowiczem, reportaż Hugo-Badera o przeszczepach oraz artykuł o J.Randim-demaskatorem cudów

 Wesołych świąt  

        Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email: gamaj@onet.eu About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Polityka