„Wielki mi uczyniłeś niepokój w sercu moimmały krętaczu tym powrotem swoim”
Tą parafrazą można określić stosunek całej masy politycznych komentatorów do głośnego powrotu Aleksandra Kwaśniewskiego. Przyznam się, że mierzą mnie te analizy. Oczywiście nie dlatego, że się z nimi nie zgadzam i tym bardziej nie dlatego , że z przekonania jestem raczej antyprawicowy. Mierzą mnie dlatego, że w żadnym wypadku analizami ich nazwać nie można. Ot wiązanka epitetów puszczona na skutek emocjonalnego uniesienia, podszytego strachem, „a nuż się komuchowi uda”. Emocje są potrzebna, czasami niezbędne, ale nie w przypadku analizowania sceny politycznej. Myślenie życzeniowe, przywoływanie argumentów tylko wygodnych dla swej tezy, czy też wreszcie wyzywanie ewentualnych wyborców Kwaśniewskiego tylko obnażają miałkość komentarzy.
Aby ocenić czy Kwaśniewski wraca na białym koniu chcą jego wielbiciele, ochwaconej kobyle jak twierdzi Joanna Lichocka, czy też powolnym mule jak pisze Azrael sięgam po tekst autora , który od lat jak nikt inny potrafi rozjaśniać mroki korytarzy na Rozbrat. Sięgam po tekst Janusza Rolickiego z piątkowego Dziennika.
Autor pisząc o Kwaśniewskim i Cimoszewiczu określa ich mianem „najwybitniejszych polityków postkomunistycznych”. Zgodzić się mogę tylko połowicznie. Owszem Kwaśniewski jest nie tylko najwybitniejszym politykiem postkomunistów, ale jednym z najwybitniejszych polskich polityków w ogóle. Jeżeli tylko odłoży się na bok antypatie to nie sposób odmówić uznania komuś, kto dwukrotnie z rzędu wygrał wybory prezydenckie, przy czym po raz pierwszy prezydentem został już w 6 lat po upadku komunizmu i to w katolickim kraju.
Zupełnie inaczej oceniam Cimoszewicza. Najsłynniejszy mieszkaniec puszczy białowieskiej jest politykiem miękkim, bez charyzmy, potrafiącym, a to zaprzepaścić wyjątkową szansę (słynne „trzeba było się ubezpieczyć”) albo rejterujący w najmniej odpowiednim momencie. Cimoszewicz jest polityczną niewiadomą i to w negatywnym tego słowa znaczeniu. Jego ewentualny powrót to raczej podbudowanie narcystycznego ego, niż jakiś szerszy polityczny plan.
Aleksander Kwaśniewski, Włodzimierz Cimoszewicz, być może Andrzej Olechowski, Paweł Piskorski, a nawet…Lech Wałęsa Czy formacji się uda? Wszystkie ręce na pokład – tak brzmi hasło rzucone przez Kwaśniewskiego, czy były prezydent kolejny raz odniesie sukces ?
Przemawia za tym wiele argumentów.
Po pierwsze struktura, chociaż SLD w dużej mierze jest skompromitowana to jednak istnieje, przetrwało zdaje się, że najgorsze czasy i może się zając logistyką powrotu Kwaśniewskiego. Bez odpowiedniej struktury, partyjnego aparatu nie da się w polityce odnieść sukcesu. Swego czasu przekonał się o tym Zbigniew Religa i Hanna Gronkiewicz –Waltz.
Po drugie pieniądze. Nie, nie te z lewej kieszeni, nawet jeżeli istnieją. Tylko szaleniec albo milioner sponsoruje kampanię z własnej kieszeni. Ani jednym, ani drugim Kwaśniewski przecież nie jest. SLD ma dość wysoką zdolność kredytową, to obok PSL jedna z najbogatszych partii. Jest więc skąd czerpać na marketing.
Po trzecie owy aparat tego powrotu z utęsknieniem oczekuje. Wojciech Olejniczak pokładanych nadziei nie spełnił. Albo może inaczej, spełnił tylko te minimalistyczne, o pozostaniu w sejmie. Nowej lewicy nie zbudował, nie wiadomo nawet czy zaczął próbować. Być może w innej partii młody lider próbował by sabotować swojego pryncypała, ale nie w SLD. Tu każdy zna swoje miejsce, a żale wylewa się przy wódce (np.u Gudzowatego), a nie przed elektoratem. Spróbował tego Borowski i do dziś wielu uważa go za zdrajcę. W zależności od politycznych sympatii, jedni dostrzegą w tym strukturę mafijną inni polityczną symbiozę, ale względny monolit środowiska postkomunistycznego jest chyba faktem.
Po czwarte na powrót Kwaśniewskiego usilnie pracuje Lech Kaczyński. Obecny Prezydent chciał zerwać z dworską tradycją i zastąpić ją umiarkowana powagą, a paradoksalnie swoim zachowaniem jak najbardziej pasuje właśnie do dworskiej, sztywnej etykiety. To już Kwaśniewski był bardziej swojski, częściej skracał dystans. Ktoś powie, że to szczegóły, ja stwierdzę, że wręcz przeciwnie. Urok „niebieskich koszul”, opalonych policzków, gestów robionych niby od niechcenia, to wszystko działa na ten najmniej wykształcony elektorat niczym reklamy podprogowe. Kaczyński wyraźnie sobie nie radzi miota się od jednej wpadki do drugiej. Być może jego zwycięstwo nad Tuskiem było w jeszcze większej mierze zasługą tandemu K-B-K (Kamiński –Bielan-Kurski), niż do tej pory się wydawało. Już pierwsza dama lepiej znalazła się w nowej roli. A dla czytelników „Faktu” i „SE” odpowiednia prezencja to sprawa bardzo istotna.
Kwaśniewski zawsze był pupilem mediów, pewnie dlatego można było mówić o nim „teflonowy”. Teraz media znów będą mu przyjazne, oczywiście te które są wiarygodne dla jego elektoratu . Odmowa Sakiewiczowi czy innej gwieździe prawicowego obozu przyszłych wyborcach Olka wrażenia nie zrobi. Nie ten „target” jak się to mówi.
Aleksander Kaniewski zawsze był też pupilkiem zachodu, w myśl zasady „chociaż sk…n, ale za to nasz sk..n.” Dlatego to jego głos będzie wysłuchiwany jako glos rozsądku, a nie głos tych którzy nadal twierdzą, że maja moralne prawo do czucia się lepszym. Odpowiednia ideologiczna wolta postkomunistycznego środowiska ożywiała uczucie, które jest przez zachód odwzajemniane. Bo miłość, także tą polityczną trzeba pielęgnować, a nie stale stroić fochy, myśląc że to dbanie o polską racje stanu.
Pozostaje jeszcze kwestia obecnej koalicji. Tu argumentów nie trzeba, kto jak kto ale ci co w ogóle nawet hipotetycznie dopuszczają myśl o poparciu Kwaśniewskiego, obecną koalicję oceniają jak najgorzej.
Wydawałoby się, że w takiej sytuacji nic tylko schylać się po elektorat. Nic bardziej błędnego. Janusz Rolicki w przytaczanym artykule napisał:
„Prywatnie gdybym miał wybierać, Cimoszewiczowi nie obawiałbym się zostawić swego portfela, natomiast konie wolałbym kraść z Kwaśniewskim”.
Warto zapamiętać to zdanie, bo to według mnie kwint esencja obecnego wizerunku prezydenta. Od afery Rywina powoli odchodziły w niebyt te czasy, gdy Kwaśniewskiemu setki wyborców zostawiłoby i portfel i poszłoby kraść przysłowiowe konie. Media zrobiły swoje, a raczej afery które te media odkryły. Obecnie jesteśmy w fazie odbrązawiania wizerunku sielankowej 10 letniej prezydentury, obecnie wahadło ostro przekrzywiło się w prawo, do poprzedniego stanu nie wróci, kiedy wróci do pionu –zapewne za lat kilkanaście. Dziś Olek to nie ten „brat łata” stojący ponad podziałami mąż stanu, tylko jeden z wielu który się nachapał. Tak zapewne większość wyborców ocenia byłego prezydenta.
Kwaśniewski jest już nie tak elokwnetny jak kiedyś. W mediach wypada blado, szybko się irytuje, mówi nie składnie, używa słów bynajmniej nie eleganckich. Jacek Kurski w słownym pojedynku rozniósłby go na strzępy.
Ocenę szans Kwaśniewskiego utrudnia pytanie czy Pis nie ma na niego nowych haków, jakiś „gorących” taśm, cudem odnalezionych świadków i dokumentów. Innymi słowy Pis nie ma nic ponadto, co prezentuje dzisiaj. Gdyby prokuratorzy PiS (taki ich chyba trzeba określać) coś mieli to ujawnią to tuż przed wyborami. Tylko, że to musi być naprawdę bomba, a nie pogadanki o bezie Jolanty…
Aleksander Kwaśniewski nadal jest popularny, ale Himalaje społecznego poparcia ma już dawno za sobą. Ile może zyskać, pewnie nie więcej niż 20 %
Gdy ma się 20 % to można być trzecią siłą w parlamencie, ale nie można rozdawać kart. Kto będzie rozdawał karty? Wszystko wskazuje na to, że Tusk. PO nadal ma spory potencjał, mimo iż opozycją jest rażąco nieudolną. Ale w dzisiejszej polityce aby korzystać z potknięć Kaczyńskich wystarczy po prostu być. PiS z kolei powoli zjadając Samoobronę i LPR dochodzi do kresu swojego poparcia. Wyborcy niezdecydowani muszą być dzisiaj całą polską polityka zdegustowani, a ci z wyborców PO co mieli zasilić szeregi PiS już to dawno zrobili. Chyba, że Tusk wpadnie w czułe objęcia lewicy już dziś, ale na to nie liczę. Kierownictwo PO chyba nie jest aż tak nierozsądne. Będziemy wiec mieli ostrą walkę Pis-PO i umiarkowany dystans tych drugich względem SLD…
Powoli w polskiej polityce dokonuje się przewrót. PO z jak to ktoś powiedział „wieloryba na piasku” staje się partią obrotową-partią o największym potencjale koalicyjnym. Po zjedzeniu przystawek przez Kaczyńskiego, wielorybem stanie się natomiast Pis. Nastąpi typowe w demokracjach odwrócenie ról. Karty rozdawał będzie Tusk i jeżeli koalicja PO-PSL nie zdobędzie bezwzględnej większości to on będzie decydował o tym kto będzie z nim współrządzić.
Otworzy przetarg i poczeka na najlepsze oferty...
A te przyjdą ze strony lewicy. Kwaśniewski nie będzie upierał się przy resortach siłowych i fotelu premiera, nie zagrozi w wyborach prezydenckich. Ponadto koalicja z Kwaśniewskim zapewni poparcie zagranicznej prasy i nie przyniesie ostrych sporów w roku wyborów prezydenckich No i wreszcie odejdzie Rokita.. Być może nie będzie to koalicja parlamentarna, tylko cicha koalicja budżetowa aby Tusk nie paskudził sobie wizerunku w czasie kampanii.
Sukces Kwaśniewskiego przyjść wiec może dopiero po następnych wyborach, dopiero w czasie przyszłej koalicji z PO. Teraz Kwaśniewski walczy o te 20 % , po to aby wejść do parlamentu jako trzecia siła i kusić PO. Czy to mu się uda?
Wszystko zależy od tego czy uda mu się wygrać z ziobrowską prokuraturą.
W przypadku ewentualnego wniosku o postawienie go przed Trybunałem Stanu jestem dziwnie spokojny co do głosowania w parlamencie. Wniosek nie przejdzie, tak jak nie przeszedł w sprawie immunitetu Ostrowskiej.
P.S. ten post dedykuje mojemu czytelnikowi Piotrkowi, który wyraził życzenie przeczytania takiej analizy.
Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email:
gamaj@onet.eu
About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best
His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka