Pamiętacie ten słynny odcinek TokSzok gdy Michała Kamińskiego skonfrontowano z ofiarami junty Pinocheta.
Pinochet to zbrodniarz, choć mógł działać z patriotycznych pobudek.
Kamińskiemu, Wołkowi i Markowi Jurkowi należała się taka konfrontacja.
Ale robienie tej konfrontacji na oczach telewidzów, te zbliżenia, ta obrzydliwa chęć upodlenie przeciwnika, to wszystko w sumie takie odpychające.
Teraz tym śladem podążyli Mrozowski i Sekielski w „Teraz my”.
Kilkakrotnie pokazywali jak w stanie wojennym ciężarówka przejeżdża przechodnia. Potem zbliżenie na twarz ofiary (była w studiu), potem najazd na Olejniczaka, potem znów na przejechanego przechodnia. Mrozowski zadawał pytania. Pan Huk, bo tak nazywał się ów przejechany wypadł nad wyraz spokojnie. Mógł zbluzgać Jaruzelskiego i nikt nie mógłby mieć pretensji. Ale zachował się wyjątkowo. Może dlatego jego świadectwo zrobiło takie wrażenie.
Nie wiem czy akurat za tą zbrodnie odpowiada Jaruzelski, Olejniczak tego pewnie tez nie wie. Sekielski i Mrozowski chcieli zrobić ostry materiał, no i zrobili.
Tylko tak jak ten o Pinochecie wydał mi się odpychający.
Taki szantaż moralny, bez możliwości wyjaśnienia. Czy skoro Olejniczak uważa, że „Ruscy by weszli” to należało pokazać jak na Łubiance katuje się wrogów socjalizmu?
P.S. Jaruzelskiego trzeba osądzić… nie mścić się, tylko osądzić


Komentarze
Pokaż komentarze (4)