Gdy Scholari zmienił najlepszego naszego zawodnika niejakiego Nuno Gomeza, nie powiem żebym się nie bał. W końcu niecodziennie trafia się taki partacz. Baletnica Christiano Ronaldo wszystkiego nie załatwi, czasami coś go tam tknie pod żelem i piłkę komuś poda, a nawet coś tam strzeli. Czułem, że jest już po meczu. Jak się ma czterech dobrych piłkarzy, a reszta to leszcze, to z Portugalią szans za wielkich się nie ma. Nie doceniłem jednak Ricardo, który nie przymierzając jak Kaczmarek u Kaczorów, przez lata szkolony puścił bramkę w najodpowiedniejszym momencie. Nie ma siły nasyciliśmy tych Iberyjczyków (copyright by D.Szpakowski) agenturą jak tłustą gęś farszem.
Teraz czas na Finalndię, będzie ciężko, ale kto wie może Antek ma tam jakiegoś śpiocha i znów nam się uda. Trzeba tylko Panu Żurawskiemu podziękować i wstawić Matusiaka. Póki co jednak, jak na razie to chyba Finowie mają szpicli, bo i właśnie w siatkę z nimi przegraliśmy i sprzęt piłkarski ktoś nam podpieprzył. Przyjdzie chłopakom grać na bosaka.
Wobec tego spodziewanego milowego kroku historycznego awansu Polski do finałów mistrzostw Europy mam takie małe pytanko? Czy ktoś zna jakiś dobry warszawski pub (poza Championem) gdzie można w miłej atmosferze obejrzeć meczyk i przy okazji nie dostać po mordzie? A może paru sportowych przedstawicieli salonu24 wybierze się wspólnie aby być świadkami kolejnego sukcesu?
Ja jako żywo się deklaruję, że osobiście przybędę.




Komentarze
Pokaż komentarze (10)