Wrzesień w Międzyzdrojach (do których nie da się dojechać Intercity Panie Leski, choć to pewnie tylko koszt kilkuset metrów asfaltu), to w gruncie rzeczy miasteczko polsko-niemieckie, o czym świadczą wszędobylskie polsko-niemieckie napisy.
A Niemcy jak to Niemcy, wiadomo oprócz tego, że chcą zrzucić na nas i stonkę ziemniaczaną i odpowiedzialność za Hitlera, lubią też piwo. Zresztą Polacy też je lubią. I tak przykładowo w stosunkowo ekskluzywnej restauracji na molo można sobie kupić grzane piwo.
Piwo Piwo jak to piwo, bardzo smaczne choć akurat niemieccy goście mogą zachodzić w głowę co znaczy warmer Bier skoro w ich rodzinnym kraju wszyscy piszą warmes Bier.
Po piwie jak to się potocznie mówi, czas na siku. Po sikaniu należy jednak dokładnie pamiętać czego robić nie wolno.
Pytanie tylko co zrobić gdy komuś nakapie na nogi? Ci, którzy ekologicznym zwyczajem postanowili pomóc przyrodzie też napotykają pewne przeszkody:
Po toalecie czas na zakupy. Polscy i niemieccy rewolucjoniści mogą kupić sobie taką oto gustowną czapeczkę
Potem zaś w Muzeum Figur Woskowych raczyć się cokolwiek zagadkowym opisem towarzysza Stalina
Aby na koniec ruszyć do walki z imperializmem
Ci bardziej tradycyjni, co lewactwem się brzydzą mogą kupić piękne polskie rękodzieło ludowe.
Przepraszam za jakoś zdjęcia, już spieszę z wyjaśnieniem. Podpis pod obrazem takiej oto jest treści:
„Żydek w sieni, pieniądze w kieszeni”




Komentarze
Pokaż komentarze (16)