Miesiąc temu w Dużym Formacie zaczął się cykl reportaży o polskich żołnierzach w Afganistanie:
Inny żołnierz: - Niektóre hummery mają po 20 lat, w podłodze są dziury od rdzy. Raz wjechaliśmy na minę, siedziałem akurat koło kierowcy, raptem pierdolnęło i wszystko zaczęło się palić. Drzwi się zablokowały. Myślałem, że się spalę żywcem. Urwało wieżyczkę gunnera. Zobaczyłem dziurę w górze, zacząłem się tam cisnąć. Paliła mi się noga, złapali mnie od góry i dosłownie wyszarpali z wozu. Uratowały mnie kevlarowe maty. Ukradłem je Amerykanom i położyłem sobie pod nogami. Inaczej już by mnie tu nie było.
- Zaraz potem jak nasi wylecieli na minie, ANA zatrzymała dwóch Afgańczyków: ojca i syna. Boże, jak oni ich torturowali - opowiada nam po cichu kapitan z tej samej jednostki w Bagram. - Najpierw targali ich za brody i kopali. Systematycznie, po całym ciele. Tamci nic. Nawet nie krzyczeli, że są niewinni. Potem zaczęli podkładać im głowy pod koła rosomaka. Wóz podjeżdżał, jak był już tylko centymetry, to ich przesuwali. A tamci milczą. To oblali ich benzyną i zaczęli machać zapalniczką. Bez skutku. Nie wiem, co dalej się nimi stało.
- Pod koła rosomaka? - jesteśmy już w Afganistanie wystarczająco długo, by nie uwierzyć. - ANA nie jeździ rosomakami. Dlaczego pozwoliliście na tortury?
- Sam nie wiem, macie rację, ale to tak nie działa. Widzieliśmy naszych chłopaków, jak się mało żywcem nie spalili. Ja byłem autentycznie wściekły, gotowy na wszystko, byle się zemścić. Pewnie mogłem coś zrobić, interweniować, ale nie chciałem. Nie było mi ich żal.- To oni minę podłożyli?
- Na pewno oni.
Dowódca Polskiego Kontyngentu generał Marek Tomaszycki: - Polacy mają nie tylko prawo, ale i obowiązek reagować w takich sytuacjach. Nie słyszałem o takich zachowaniach ze strony ANA. Nie sądzę, żeby to było nagminne. W każdej armii zdarzają się pojedyncze przypadki przestępstw.
Pułkownik Adam Stręk, dowódca Polskiej Grupy Bojowej na Wschodzie, nie wierzy, że jego żołnierze mogli mieć coś wspólnego z torturami. Przypominamy mu, co w irackim więzieniu Abu Ghraib robili amerykańscy chłopcy
Opublikowano to przed miesiącem i nikt się nad tym nie schylił, nie złapały tego autorytety, które łupież swych myśli, roztrzepują gdy nawet w trywialnych sprawach o cokolwiek się ich zapyta. Pan z telewizji też o to nie zechciał zapytać, temat nie ssie, trzeba za nim trochę pobiegać, a tu tumult politycznego matołectwa za drzwiami. Wystarczy wpuścić na wizję i już mamy fetor.
Ale trudno się dziwić, bo niby czemu mieli się schylać...
W Iraku przecież nic się nie stało i nic się nie stanie, ta wojna to nie nasza wojna, nie nasze są na niej ofiary. To wojna jak jakaś pocztówka, oglądamy ją sobie pod światło, ładne kadry, wszystko takie eleganckie w kolorach pustynnych, możemy się tak nawet ubrać w pobliskiej Galerii Handlowej. Trochę jak z filmu Rambo, trochę jak gra komputerowa, klik i już nie ma wioski, klik i już przełączamy na Taniec z Gwiazdami. Gdyby nie sporadyczne wypadki z polskimi żołnierzami pewnie nikt by o tym całym Afganistanie nikt nic wiedział.
Nie ma wroga ideologicznego, to nie ma się pod kogo podczepić, nikt przecież nie miał dziadka Pasztuna, nawet jeśli to raczej powód do dumy i bonus na życie w multikulti, nawet tym naszym, pokracznym i na wszystkie sposoby obszczanym przez polską prawicę.
Ból uodparnia nie tylko fizycznie, a także, a może przede wszystkim wyzuwa z empatii. Nas jako społeczeństwo wielokrotnie tarmoszono za uszy, czasami nawet gorącym żelazkiem, więc jakieś najeżdżanie kołem na głowę bicie, raczej nas nie powinno dziwić. U nas nie za takie rzeczy kopano po jajach, a i my sami lubimy kogoś tak dla zasady chociaż werbalnie stłamsić, pogłębić.
Senator Mac Cain u nas raczej odpowiadałby jakie ma wykształcenie, do jakiej należy inteligencji, z kim go należy jeść towarzysko, co robił ojciec (to koniecznie) i czy popiera kierunki reform, u nas reformy trwają już ponad lat dwieście.
Funkcjonujemy chyba w kręgach osmalonych lekką barbarią, nieprzemakalnych, gdzie klimat nie całkiem jeszcze surowy, ale już potrafi ściąć chłodem. Dysputy o wolności i prawach człowieka na razie nie u nas, ale za to gdzie kupić smycz i w jakiego ma być koloru, o tym podebatujemy chętnie, nawet przez całe 15 minut.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)