Nie ma chyba racji Pan Terlikowski zazdroszcząc Arabom, że chrześcijanie, tak jak muzułmanie, nie palą sklepów sprzedających obrazoburcze pocztówki. Zazdrość to bowiem bardzo zła cecha i z pewnością to nie o niej pisał Herbert, że jest oblubienicą Bogów. A przecież nauki Pana Tomasza nie wynikają tylko z umiaru, powściągliwości i estetycznej ascezy, ale także z faktu, że został on, niejako przez Boga, namaszczony, by szerzyć nam wszystkim dobrą nowinę. Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię - powtarzał Chrystus, a za nim te słowa wygaszał papież, mówiąc, że jest to obowiązek każdego kto jest ochrzczony.
Ale czy można głosić Ewangelię gdy umysł przesączony jest zazdrością i zawiścią, że nasi arabscy bracia mają coś co nam niesłusznie zabrano? Wszak Ewangelia nie znosi obłudy, a dusza z której płyną nauki Jezusa musi być czysta.
Jak więc pozbyć się tej zazdrości, która od środka pali Pana Tomasza i która fałszuję melodię nauki tak bardzo przez niego umiłowanej? Jak przestać wzdychać z podziwem gdy widzi się zaszczutego autora „Szatańskich wersetów”, gdy na widok mułły z brodą kobietom trzęsą się ręce, i gdy zielone flagi proroka wprawiają widzów w taką ekstazę, że nic tylko góry przenosić. Co robić?
Wydaje się, że jeszcze nie wszystko jest stracone, jeszcze można się podnieść. Wystarczy tylko kupić zapałki. I choć są tacy, co w ocenie czynów nadal preferują „Wybacz im Panie bo nie wiedzą co czynią”, a głowę z pokorą kładą pod topór, bo zaiste to dla nich jest Królestwo Niebieskie, to jednak to zachowanie nie do końca uważane musi być za normalne. Bo jak twierdzi Pan Tomasz chrześcijaństwo jest religią normalnych ludzi. Także takich, którzy czasem daliby w mordę, ale tego nie robią, bo starają się żyć po Bożemu. Chrześcijaństwo nie jest religią ciepłych kluchów, ale normalnych ludzi.
A przecież Pan Tomasz nie należy chyba do ciepłych kluchów, zniewieściałych katolików, ludzi bez właściwości. Taki obraz Pana Tomasza wprawiałby mnie w zdumienie, a lektura jego tekstów przepełnionych miłością i franciszkańskim podejściem do życia stałaby się o wiele uboższa. Chrześcijanin też czasem chce komuś dać w mordę, ale tego nie robi.
I chyba tu tkwi największy fałsz podejścia do chrześcijańskiej religii, bo w imię czego Chrześcijanin miałby się powstrzymywać? Owszem wiara wymaga poświęceń, ale arabscy bracia też wierzą (nawet gorąco) i oni takich ograniczeń nie mają. A więc dlaczego mamy być gorsi? Tak, Jezus nadstawiał drugi policzek, ale to robił rzadko, niejako z musu, dla pustego poklasku gawiedzi. Ważne, że przepędzał ludzi ze świątyni, to było jego główne zajęcie i tym zaskarbił sobie wyznawców. W tamtych czasach religia mocno była uciskana, a ludzie żyli w postmodernistycznej ułudzie.
Wystarczy tylko się podnieść, znaleźć zapałkę i zacząć przepędzać z Domu Bożego, a wszystko się dobrze ułoży. I już nikt śmiał się nie będzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)