Podejrzewanie naszych słowiańskich braci zza Buga o to, że począwszy od roku 1981, zbrojnie najechaliby naszą Ojczyznę, jest doprawdy, istnym szaleństwem. Jak bowiem nasi bracia sami o sobie mówili, to właśnie oni, swymi spracowanymi dłońmi, dzierżyli pochodnię światowego pokoju, więc trudno ich bezpodstawnie oskarżać, o czyny aż tak powszechnie hańbiące. Wszak wówczas naraziliby się na śmieszność i słuszny gniew światowego proletariatu. A nikt z nich aż takim samobójcą być nie mógł.
Jak trafnie podkreślają badacze archiwów, Rosjanie czy dokładniej mówiąc, ludzie radzieccy, definitywnie odmówili pomocy gen. Jaruzelskiemu, który osobiście pojechał ich prosić o pomoc w szerzeniu komunistycznej miłości, dobra i piękna. Skoro więc odmówili trudno uważać, aby wkrótce zmienili zdanie, każdy ma przecież swój honor, a honor Partii Radzieckiej i jej przewodniczącego to już sprawa wagi państwowej. Znamy przecież wszyscy to popularne, także i u nas przysłowie: polegać jak na Breżniewie.
Ale właściwie to po co mieliby nasi przyjaciele radzieccy najeżdżać peryferyjną Polskę, skoro w samej Polsce tyle się działo rzeczy fascynujących, a intelektualny ferment aż kipiał, przez co socjalizm mógł kolejny raz giętkością swej ideologii, udowodnić wyższość nad niereformowalnym kapitalizmem? Jeszcze się tak nie zdarzyło, żeby pluralizm komuś zaszkodził, zwłaszcza w Związku Radzieckim. Zresztą skoro opozycyjne manifesty były nad wyraz przekonywujące, a ich najpilniejszymi czytelnikami byli oficerowie polskich i radzieckich służb bezpieczeństwa, to oczywistym jest, iż uwodzicielska ich siła musiała działać na tę ówczesną inteligencję państwową, a przekonanie reszty było tylko kwestią czasu i odpowiedniej redystrybucji.
Wreszcie nasi bracia w komunistycznej wierze, uwikłani byli w szerzenie pokoju i dobrobytu w Afganistanie, z którym pod względem strategicznego znaczenia Polska się raczej równać nie mogła. Afganistan był przecież sąsiadem Pakistanu, Pakistan Indii, a Indie Chin, które graniczyły przecież z Japonią. Pustynny piasek Afganistanu był więc świetną bazą wypadową na krótki rekonesans i pustoszenie Kraju Kwitnącej Wiśni. No i ten węgiel afgański, tonami wożony już od czasów Jedwabnego Szlaku, który to węgiel nie bez kozery zwany był złotem pustyni.
Wszystko to, a nawet więcej świadczy raczej dobitnie o tym, że spodziewanie się jakiejkolwiek interwencji byłoby grubą pomyłką i gdyby nie ofiarność gen. Jaruzelskiego, to sierpniowy karnawał by trwał i trwał, aż w końcu ktoś zrealizowałby wreszcie te słynne konserwatywno-liberalne postulaty sierpniowe.


Komentarze
Pokaż komentarze (59)