Gdy Kubica wygrał wiedziałem, że pakiet szczęścia mamy raczej na wyczerpaniu. No, ale jako kibic trzeba było szukać nadziei. A nadzieja wiadomo czyją jest matką.
Rozum podpowiadał przegraną. Serce, że remis. Rozum wygrał, zresztą jak zawsze.
Co robi dobry pomocnik widać było po Ballacku, a potem po Rogerze. Pan Bóg (piłkarski) jest brazylijczykiem, choć jak mawiał Lineker i tak zawsze na końcu wygrywają Niemcy. Pewnie dlatego taki był wynik.
Najgorsze jest to, że taka trochę frajerska przegrana. Niemcy byli do ugryzienia, zwłaszcza w drugiej połowie. Gdyby nie druga bramka, kto wie może Polacy by coś tam strzelili. Słaby Smolarek, średni Krzyżówek, katastrofalny błąd Golańskiego.
I bramka strzelona przez naszych prawidłowo.
A swoją drogą co to się porobiło, Polak strzela dla Niemców, a z Polaków najlepszy jest Brazylijczyk. Albo Gomez, jak kto woli.
Co do Podolskiego, to gdyby tam był dowolny niemiecki napastnik to i tak by te bramki strzelił. Dwa razy piłka wyłożona na tacy, wystarczyło tylko dobrze się złożyć.
Teraz mecz o wszystko, a potem pewnie o honor. Choć kto wie, nadzieja przecież umiera ostatnia.
PS Prawicową hołotę uprasza się o nie komentowanie. Resztę zaś, co nieco łzawiąc, muszę przeprosić, bo redaktor Świechowski właśnie co surowo zapowiedział, że wpisów sportowych nie dają już na stronę główną. Dają na boisko24.pl Cóż, będzie nam pewnie ciężko, ale musimy sobie jakoś poradzić z tą traumą.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)