Dawno, dawno temu, gdy nie nastały jeszcze ponure czasy tuskowszczyzny i schetynizacji, tu i ówdzie dało się słyszeć tajemniczy zwrot: spin doktorzy. Młodszym czytelnikom śpieszę z wyjaśnieniami, że bynajmniej nie chodziło o rączego posła Nowaka, ani o tego doktora, co to nikogo już nie zabije, ale o słynny duet Bielan- Kamiński, którego pr-owskie talenty pod niebiosa opiewała prawicowa publicystka. I tak dzięki naszym mentalnym bliźniakom dane nam było obejrzeć Pana Prezydenta zajadającego knedle, tudzież noszącego kask w podziemiach kopalni, gdyż to człowiek wprost z ludu, choć nie z podwórka. Nie dziwne więc, że jeden ze wspomnianych pr-owskich asów w końcu przeniósł się do Pałacu, bo choć w Brukseli, od wysiłku dla swej Ojczyzny niemal dłonie kaleczył, to jednak są sprawy od niej ważniejsze. Ot, choćby wizerunek Pana Prezydenta.
Wydawałoby się więc, że swoje pr-owskie sztuczki, którymi nota bene się tak bardzo brzydzimy, mogą stać się znakiem firmowym obecnej prezydentury, co w świetle powszechnej nienawiści do poprzednika (te żenujące spory na lewicy), byłoby wręcz katastrofą. Na szczęście nic się takiego jednak nie stało. Ba, w momencie gdy rosyjscy żołnierze przebrani za Gruzinów, zaatakowali Osetię, mógł Pan prezydent błyskotliwą mową podnieść swe notowania i przed kamerami odegrać rolę męża stanu. Wszak Polska to taki kraj, gdzie po jednym przemówieniu można zostać wielkim politykiem, jak choćby pułkownik Beck. Ale nie w głowie było Panu prezydentowi rozgrywać swoją kampanię kosztem gruzińskiej wojny. Nie biegał po tabloidach opowiadając jakie to przeżył chwile grozy, gdy tchórzliwy pilot nie chciał lądować i musieli się w trasę udać samochodem. Ani myślał by przy okazji tej krwawej jatki, odgryzać się polskim rywalom, czy też mieszać premierowi się do polityki. Gardził kamerami i pismakami, a po cichu (dyplomacja uwielbia milczenie) sprawdzonymi kanałami montował koalicję nacisku na imperialną Rosję rezygnując nawet z postulatu sankcji wobec Moskwy. W swej niechęci do pustych, retorycznych popisów doszedł, zaś już do takiego stanu, że wprost oświadczył, że będzie bronił Gruzji do upadłego. I bynajmniej nie są to czcze obietnice, wszak jeszcze niedawno, umierał nam za pierwiastek.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)