Pisowscy publicyści chcieliby, aby z ich miłością do PiS-u było jak z Yeti – niby wszyscy wiedzą, ale nikt nie zauważa. Dziś do tabunu dziennikarzy, których absolutnie nie wolno kojarzyć z PiSem, dołączył Krzysztof Kłopotowski, a przecież, jak zapytał kiedyś red. Passent: Panowie popieranie PiSu to chyba nie jest wstyd?
Zdaje się, że w latach 80 - tych mało kto już wierzył w PRL i socjalizm. Ba, ci dziennikarze, których, tak jak Pana Krzysztofa, reżim puścił na Zachód, swą ewentualną wiarę stracili jeszcze wcześniej, choćby na skutek szoku poznawczego (I co Zachód umiera? Ale jaka piękna śmierć). A jednak mimo to po powrocie do swojego Żołnierza Wolności, Trybuny Ludu czy Życia Warszawy wciąż wszem i wobec wychwalali socjalizm. Pytanie jakie się więc nasuwa brzmi: czy owych opozycjonistów spod stołu, można rzeczywiście nazywać propagandystami komuny? Wszak w głębi duszy wszyscy oni byli przeciw.
Pytanie jest nie od parady, bo tak się, oczywiście przypadkowo składa, że w czasach IV RP na 10 dowolnych tekstów Semków, Ziemkiewiczów, Wildsteinów, Karnowskich czy Sakiewiczów, gdy odessie się jad antymichnikowy (czyli jakieś 40%), pozostała cześć dziwnie zbieżna jest akurat z tym co na dany temat sądzili bracia Kaczyńscy. Owszem, gdzieś tam pomiędzy wierszami, raz na 1746 znaków jest jakiś delikatny passus, że może jednak trochę więcej liberalizmu, ale zazwyczaj autor sam się kontruje, że w tym układzie jest to niestety (?) niemożliwe. I tak jak hurtowo drukowany za komuny Łysiak na podorędziu daje dwa pyszne cytaty, dowodzące jego antykomunizmu, tak i każdy z tych niepisowskich publicystów, też gdzież ma pod ręką taki jeden tekścik, gdy Panu premierowi ostrożnie szeptał, że centralne planowanie to może nie jest najlepszy pomysł. Na co dzień zaś red. Mazurek nie był jednak opozycjonistą by patrzeć rządowi na ręce, a red. Lisicki bynajmniej nie po to jest naczelnym, by nieustannej krytyce poddawać rząd. Dziś się to oczywiście troszeczkę pozmieniało. Kto wie, być może więc za parę lat okaże się w ogóle w mediach nie było nikogo kto popierał Kaczyńskich, a dziennikarze owego czasu dzielą się na uczciwych i na lewicowych, rzecz jasna.
Wracając zaś do wyznania wiary red Kłopotowskiego wart odnotować, że ktoś kto opowiada się za holocaustem dzieci nienarodzonych, promocją zboczeńców i ateistyczną głupotą nie jest nazwany ani dupkiem, ani kretynem, ani nie postuluje się jego likwidacji. Zwłaszcza, że Pan Krzysztof jest za aborcją, uzasadniając to m.in. tym, że ludzie jedzą zwierzęta, co jest jednak dosyć kontrowersyjne, bo choć świnia jest do człowieka podobna, to przecież nie każdy człowiek pracuje w mediach.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)