Lemiesz "Solidarności" tnie dalej polską ziemię: rozrywa skorupę egoizmu i etycznej atrofii, użyźnia grunt pod dobry siew: wiernego, odpowiedzialnego obywatelstwa, pokoju, sprawiedliwości, życia – grzmiał na obchodach sierpnia abp. Głódź, któremu, jak widać, natura nie poskąpiła, nie tylko mocnej głowy, ale i talentu, być może nawet na miarę mistrza Dobraczyńskiego.
Ale zanim lemiesz zaczął ciąć, rozrywać i użyźniać, schlastał Borusewicza, gdyż jak mawiał klasyk: nie będą różowe hieny z KOR włazić po plecach robotników. Czy to ten sam lemiesz, co gwiżdżące wymierzał plaskacze na grobach powstańców, trudno powiedzieć, ale fakt faktem, że reakcja lemiesza była usprawiedliwiona. Wystarczy wspomnieć jak kibole Tuska buczeli na premiera Kaczyńskiego, co być może przeszłoby w prostackiej Izbie Gmin, ale, na Jowisza, nie w gmachu telewizji polskiej. Choć z drugiej strony niejeden nazwał już TVP trupem, przez co gwizdy w studio, naturalnie porównać można choćby do gwizdów na cmentarzu.
Czy lemiesz został przywieziony autobusami, jak pamiętny Golędzinów, czy wpraszał się sam, niczym, bananami karmione, bojówki komandosów, też nie wiadomo, ale trzeba zrozumieć, że ciężko milczeć, gdy magister Bartoszewski, wciąż jest profesorem, a Bogdan Borusewicz nadal obstaje, że to on był organizatorem strajku. Na szczęście, ku uciesze rodaków, Bartoszewskiemu profesurę zabrali Niemcy, a Borusewicz dostał wyraźny sygnał, czym duma polskiego lemiesza jest. Bo przecież choć w Sierpniu lemiesz miał złoty róg, to dziś ostał mu się jeno Lech, który jak na doktora nauk prawnych przystało, lemiesza weźmie pod solidarne swe skrzydła. Tak jak pod swe skrzydła Pan doktor wziął Gruzję, za którą walczył do upadłego, czego efekty właśnie poznaliśmy na unijnym szczycie.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)