Bronisław Wildstein zapałał gniewem, że Dyrektorem Muzeum Westerplatte będzie Pan Krupa – człowiek, który nie interesuje się historią, a z zawodu ponoć jest menadżerem. Napisał nawet o tym felieton:
Brak zainteresowania historią to moja zaleta. Dzięki temu będę mógł chłodnym okiem patrzeć na konflikty naukowców – oświadcza 28-letni Maciej Krupa, szykowany przez PO na dyrektora Muzeum Westerplatte.
Wypowiedź ta stanowi jedną z większych rewelacji ostatnich dni i wręcz olśniewa prostotą. Dotąd spieraliśmy się o wykształcenie kandydatów na stanowiska państwowe. W tej sprawie zresztą nie można niczego Krupie zarzucić. Jako absolwent zarządzania jest fachowo przygotowany do zarządzania wszystkim. Wcześniej jednak wydawało się nam, że ludzie powinni interesować się sprawami, którymi będą się zajmować. Byliśmy w błędzie.
Jeśli człowiek jest jakąś sprawą zaciekawiony, to, siłą rzeczy, ma na nią jakiś pogląd, który przecież uniemożliwia mu jej bezstronne postrzeganie. Jeśli się czymś interesuje, to nie ma do tego czegoś chłodnego stosunku. Tak więc najlepiej kwalifikowany do kierowniczych stanowisk w jakiejś dziedzinie jest człowiek, który nic o niej nie wie i ma ją gdzieś.
Krupa zresztą jest kandydatem idealnym, gdyż – jak sam mówi – nie ma też doświadczenia. Doświadczenie, rozumiemy już, wykrzywiać musi percepcję.
Teraz należy tylko zgeneralizować model Krupy, co do pewnego stopnia już się dzieje, ale niekonsekwentnie – ciągle miewamy do czynienia z ludźmi, którzy interesują się swoimi zadaniami, a nawet mają o nich jakieś pojęcie.Trudność polega także na tym, że kompetencje Krupy są stosunkowo rozpowszechnione.
Jak dokonać wyboru między posiadającymi je licznymi obywatelami, pokazuje znowu sprawa Krupy. Dotąd był on dyrektorem biura poselskiego ministra Sławomira Nowaka, który oświadczył, że na stanowisku dyrektora muzeum musi mieć kogoś zaufanego. Czy jednak tylko Krupa jest zaufanym Nowaka?
Szeroka paleta zainteresowań Krupy to: “piłka nożna, żeglarstwo, narciarstwo, windsurfing, mtb” (to angielski skrót kolarstwa górskiego). W kontekście tej listy, a zwłaszcza jej kolejności, wybór Krupy na szefa Muzeum Westerplatte nie może budzić najmniejszych wątpliwości.
Ja też postanowiłem coś skrobnąć, ale że zawsze zazdrościłem Panu Wildsteinowi talentu (i literackiej frazy), toteż nieco podparłem się tekstem Mistrza.
- Żałuje Pan tej przygody z telewizją?
- Nie, bo to było dla mnie nowe doświadczenie. Na rzecz tej pracy musiałem prawie wszystko przerwać. Zapomniałem nawet o czym piszę w powieści, którą zacząłem wcześniej. Funkcja prezesa TVP wyłączyła mnie ze wszystkiego innego. Nic nie czytałem poza tym, co musiałem w związku z pracą. Wyszło z tego trochę straconego czasu, ale też trochę doświadczenia. Nie pierwszy i nie ostatni zostałem wywalony
Wypowiedź ta stanowiła jedną z większych filozoficznych prawd Bronisława Wildsteina i wręcz olśniewała prostotą. Dotąd spieraliśmy się o wykształcenie kandydatów na stanowiska państwowe. W tej sprawie zresztą nie można niczego Wildsteinowi zarzucić. Jako absolwent polonistyki był fachowo przygotowany do zarządzania wszystkim. Wcześniej jednak wydawało się nam, że ludzie powinni mieć doświadczenie w sprawach, którymi będą się zajmować. Byliśmy w błędzie.
Jeśli człowiek jest w jakieś sprawie doświadczony, to, siłą rzeczy, ma na nią jakąś wiedzę i kompetencję, która przecież uniemożliwia mu trwonienie czasu na jej nabywanie. Jeśli się czymś zajmuje, to nie traci czasu na naukę spraw podstawowych. Tak więc najlepiej kwalifikowany do kierowniczych stanowisk w jakiejś dziedzinie był człowiek, który danej wiedzy nie posiadał i miał ją gdzieś.
Wildstein zresztą był kandydatem idealnym, gdyż – jak sam mówił - telewizja była dla niego nowym doświadczeniem. Doświadczenie, rozumiemy już, przed nominacją wykrzywiać musiało percepcję.
Teraz należy tylko zgeneralizować model Wildsteina, co do pewnego stopnia już się dzieje, ale niekonsekwentnie – ciągle miewamy do czynienia z ludźmi, którzy mają doświadczenie, a nawet o swej pracy jakieś pojęcie. Trudność polega także na tym, że kompetencje Wildsteina są stosunkowo rozpowszechnione.
Jak dokonać wyboru między posiadającymi je licznymi obywatelami, pokazała sprawa Wildsteina. Dotąd był propisowskim publicystą, a prezes PiS sugerował, że na stanowisku szefa TVP musi mieć kogoś zaufanego. Czy jednak tylko Wildstein był zaufanym prezesa?
Szeroka paleta zainteresowań Wildsteina to: “Adam Michnik, Gazeta Wyborcza, Służba Bezpieczeństwa, publicystyka, gta” (to angielski skrót grand theft archives). W kontekście tej listy, a zwłaszcza jej kolejności, wybór Wildsteina na szefa TVP nie mógł budzić najmniejszych wątpliwości.


Komentarze
Pokaż komentarze (48)