Chyba Rafał Aleksander Ziemkiewicz ma, za przeproszeniem, jakieś finansowe kłopoty (wichury?), bo dane jest mu prowadzić kolejny talk show w telewizji żyjącej z abonamentu, którym nota bene Pan Rafał bardzo się brzydzi. Po tym jak popularny RAZ nie sprawdził się w „Ringu”, postanowił się sprawdzić w TVP Historia, ale widać było za mało i niezależny prezes Urbański dorzucił jeszcze coś w TVP Info. I tylko żal, że Pan Ziemkiewicz w młodości nie prowadził kiosku albo nie sprzedawał kineskopów, bo z powodzeniem mógłby zostać nawet prezesem telewizji publicznej.
Program nazywa się oryginalnie i mało przewidywalnie „Antysalon Ziemkiewicza” i jak sama nazwa wskazuje zaproszone są do niego osoby, które nie łatwo spotkać w salonowym mainstreamie. I tak tabloid Fakt (670 000 nakładu) reprezentował red. Warzecha, tym razem bez min. Sikorskiego, tygodnik Wprost (213 000) red. Janecki, a Dziennik (230 000 nakładu) red. Zuzanna Dąbrowska. Te sekowane, żeby nie powiedzieć, podziemne wydawnictwa trudno porównać do takich medialnych pupilów jak choćby Najwyższy Czas, Obywatel, Nasz Dziennik, Nie czy Krytyka Polityczna, gdyż zbyt salonową serwują nam papkę. Dlatego tak bardzo cieszy, że Pan prezes Urbański posłuchał red. Lichockiej (tylko dwa programy w TVP) i Krytyka Polityczna nie dostała czasu antenowego. Za lewicę, w zależności na kogo akurat padnie, może w jednym tygodniu robić red. Pospieszalski, a w drugim red. Kłopotowski, który nota bene jest nawet za aborcją, ale nie będzie chyba o tym holocauście mówił na publicznej antenie.
Nie powinno więc dziwić, że Prezes Urbański jest w znakomitym humorze, twierdząc, że pomaga rządowi puszczając serial „M jak Miłość”, choć słuchając min. Kamińskiego, być może będzie trzeba też puścić „R jak Radość”. I trudno nie być prezesowi wdzięcznym, bo przecież gdyby tylko zechciał, to z łatwością zarżnąłby tę kurę znoszącą złote jajka, gdyż TVP kieruje się tzw. misją publiczną, a ta niejako z definicji kojarzy się właśnie ze rżnięciem (najczęściej abonentów). Przed programem Ziemkiewicza widzom TVP dane było również obejrzeć parę reklam, w których telewizja chwaliła swoją redakcję sportową, która co prawda od ładnych dobrych paru lat nie kupiła praw do transmisji żadnej piłkarskiej imprezy sportowej, nie mówiąc o polskiej ekstraklasie, ale każdy kibić, gdy już nasyci wzrok meczem FC Porto – FC Basel, może odpocząć sobie przy M jak miłość albo w niedzielne przedpołudnie pooglądać redaktorów Axel Springera.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)