Adam Michnik był nieobecny podczas Marca, Lech Wałęsa nie podpisywał Porozumień Sierpniowych, a Bogdan Borusewicz nie chciał założyć wolnych związków zawodowych – jak tak dalej pójdzie, to okaże się, że i gen. Jaruzelski nie wprowadził stanu wojennego, tylko któryś z Kaczyńskich. Zresztą, wprowadził czy nie wprowadził Rosjanie i tak by do Polski nie weszli, bo jak powiedziała sama Anna Walentynowicz, Ojciec Św. zagroził, że w razie interwencji wróci i zostanie w kraju z rodakami. A przecież kariera księdza Wojtyły możliwa była, bo stawiała na niego Sbecja w konflikcie z prymasem Wyszyńskim – jak sprawę opisuję Kisiel w swoich Dziennikach, który robi u nas za autorytet moralny i to nie tylko dlatego, że słowo Żyd pada u niego prawie równie często jak słowo pederasta. Czyżby w podziękowaniu za swe zasługi, któryś z kapitanów Służby Bezpieczeństwa nie powinien być zaproszony na dzisiejszą uroczystość i czyż ta istotna wzmianka nie powinna być zapisana w nowych, prezydenckich podręcznikach historii?
A skoro jesteśmy przy Kisielu, któremu marzyła się kariera S jak Sołżenicyna, ale ziściła się S jak Stommy (zakaz druku i „nieznani sprawcy” byli i za niepokalanej sanacji), to ten sam Kisiel nazwał wariatem i facetem rozpitym okropnie naszego ukochanego Herberta, co go po pijaku wyzywał od kolaborantów. I pomyśleć, że nasza prawica Kisiela nie odsądziła od czci i wiary, tak jak choćby żonę Herberta, która przecież moralnego prawa do oceny męża mieć nie powinna. Gdy więc kolega tad9 pisze o zapitym Andrzejewskim domagając się prawdy, myślę że można też pisać i o pijaństwie innych literatów, bo w końcu jak prawda to prawda. Można też pisać o ich żonach z SB, o ich religijnej wierze (Lisicki) czy o ich akcesji do komunizmu (Trznadel), ale pewnie nie można już pisać o ich stosunku do kwestii płci (Szczuka und freundin) czy o homoseksualizmie (Tomasik), bo jak wiemy te pierwsze to nauka historii, a te drugie to propaganda.
Jedynie prawda jest ciekawa miał mówić klasyk, a ja myślę, że Zawsze prawda miała jakiś sens – jak w kultowym „Jesteś szalona” śpiewał nam zespół Boys. Inny ten sens był gdy Jarosław i Lecha Kaczyńskiego do Solidarności wprowadzał „prawicowy” Jan Józef Lipski, inna gdy Jarosław Kaczyński życie miał oddawać za dobry dowcip podczas dowcipkowania
z Michnikiem, inny gdy Lech Wałęsa za namową Kaczyńskich robił wojnę na górze torując władzę dla postkomunistów i inny gdy Borusewicz był senatorem z PiSu. Inny jest także dziś, więc Krzysztofowi Leskiemu nie powinno zbierać się na wymioty lecz powinien grzecznie usiąść i dać by ktoś za niego napisał mu historię jego życia. W zależności od czasów i okoliczności, będzie bowiem albo zdrajcą albo bohaterem, gdyż gdyby sam napisał o tym co przeżył, choćby w sierpniu, to popełniłby niewybaczalny grzech stronniczości.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)