To będą męskie rozmowy – powiedział o wizycie Ławrowa minister Sikorski i bardzo dobrze, bo gdyby to były rozmowy kobiece, to by musiał minister wymieniać zamki w drzwiach, albo zarżeć jak, nie przymierzając, Tomasz Lis w TOK FM-ie. Ale i tak minister nie ustrzegł się baby w chuście (nie chodzi o Marylę z blogmedia.pl), bo jakże inaczej traktować księżycowe targi rosyjskiego ministra. Oferta by Polska odstąpiła od Ukrainy i zostawiła w spokoju inne byłe radzieckie republiki, a w zmian dostała trochę diengów i przełknięcie tarczy przez Rosjan, brzmi co najwyżej komicznie.
Nie rozumieją rosyjskie przekupy, że nigdy nie odda Warszawa naszego Kijowa, Lwowa i rdzennie polskiego Doniecka Nie na próżno śpiewały wieszczki Batumi, hej Batumi, herbaciane pola Batumi, by teraz przehandlować Gruzję za parę „rubli transferowych”. Potrafimy dbać o interesy i nasze, i czyjeś, że nawet redaktorzy naczelni gazet polskojęzycznych pałają dumą, być może nawet i jaskiniową. A jakie cuda może zaoferować Ukraina, to wystarczy rzucić okiem na okładkę miesięcznika redaktora Mellera.
Z drugiej strony kompletnie być musi rozbity wyborny strateg polskiej prawicy – Pan Adam Wielomski, który na pożytek nasz i całego … , no powiedzmy, który dla dobra Polski ukuł polityczną doktrynę „złego dotyku” – że aideologiczna Rosja nie zaatakuje nas, bo atakuje tylko kraje doń przyległe. Nie wiadomo czy myśl tę wykuwał we wciąż polskim Królewcu, czy może propolskim Mińsku, ale fakt, faktem, że rację ma pan Adam pisząc, iż przyjmując sojusz z Rosją możemy odrzucić standardy „europejskie”, „demokratyczne” i „prawo-człowiecze”. O tym jakie to ma długotrwałe zalety opowiedziałaby mu Anna Politowska, gdyby tylko jakiś „zachodni demokrata” jej się nie ośmielił zastrzelić.
A standardy demokratyczne są co prawda ważne, ale interes Mateczki Polski jest jeszcze ważniejszy, toteż w głębokim poważaniu mają Polacy całą tę aferę z CIA. Bo Arabus ma wedle naszej opinii publicznej status podobny do tchórzofretki, bądź świni (it’s nothing personal, Mrs. Paul), a od 89 r. był tak dawno, że znów można, za starym dobrym towarzyszem Werblanem głosić historyczny realizm i dać się, za przeproszeniem, Heglowi ukąsić w dupę. I choć zdaniem niektórych, teraz jest (był) czas kąsania Żubra, to nie ma racji red. Michalski z Dziennika (tak, wciąż istnieje jeszcze taka gazeta), że przed komisją amerykańskiego Senatu Leszek Miller nie będzie tak hardo krzyczał kto jest zerem. Bo jeżeli ten prawdziwy mężczyzna, co tak świetnie skończył, ma jeszcze jakąś odrobinę honoru, to powie Amerykanom, żeby go razem z Michalskim pocałowali tam gdzie właśnie Hegel ukąsił towarzysza Werblana.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)