W najnowszej Krytyce Politycznej Sławomir Masłoń w recenzji „Żywotu zwierząt” Coetzee cytatem z Nietschego (gdy ktoś schowa jakąś rzecz za krzakiem, a później szuka jej właśnie tam i tam ją znajduje, to tym szukaniem i znajdowaniem się na ma co chwalić) ciekawie dowodzi, że pogląd jakoby zwierzęta nie miały rozumu (nie mogą przeto się przeciwko śmierci buntować) jest w istocie obroną interesów rozumu. Nie jest zaś próbą odpowiedzi na kartezjańskie pytanie czy zwierzęta mają duszę (Kartezjusz twierdzi, że nie mają.) Rozum jest całością, bo gdyby całością nie był i istniałaby pozycja, z której rozum można zaatakować, to rozum już dawno by to zrobił, a więc de facto sam się zdetronizował.
Ja sam, powiedzmy na swój użytek zewnętrzny (pewnie ktoś zrobił to wcześniej) właśnie tak sobie tłumaczyłem i nadal tłumaczę pozorność paradoksu omnipotencji, a więc, że Bóg może stworzyć kamień, którego nie może podnieść. Niemożliwość takiej boskiej interwencji, oznaczałoby, że Bóg podlega prawom naszego rozumu, że gdy doda dwa do dwóch to musi mu wyjść cztery, że nie może być w dwóch miejscach na raz, że nie może być wolnej woli i boskiej wszechwiedzy, bo istnieją jakieś potężniejsze (od Boga) prawa fizyki, logiki, wytwory ludzkich aksjomatów i myśli, które nakładają na jego wolę paradoks i filtrują przez nasze zdolności poznawcze. A przecież filtrowanie Boga naszym poznaniem, boleśnie strąca go w ludzkiej hierarchii.
Wróćmy jednak do zwierząt. Jeżeli pozwolimy homoseksualistą na śluby gejowski i parady zakochanych w miejscach publicznych, jeżeli oficjalnie i nieoficjalnie, całym serem i duszą dopuścimy ich do naszego życia w całym jego wymiarze, to kolejnym krokiem będzie dopuszczenie zoofilii – piszą tzw. normalni. Wszak zoofilie też nikomu nie szkodzą, jeżeli tylko zwierzęta poczują coś przyjemnego. Tak postawiona sprawa, gdzie zrównuje się kozę z homoseksualistą, oznacza jednak, iż konsekwencją musi być przyznanie zwierzętom praw człowieka, bo skoro koza jest jak człowiek, to powinna mieć też takie prawa. Prawa człowieka staną się więc nie tyle prawami człowieka sensu stricte a prawami istot żyjących, gdyż dopuszczenie do, nikomu nie szkodzącemu, seksu między istotami żyjącymi zrównuje je w tak intymnej sferze, że wszelkie inne porównania wręcz przy nim bledną.
Dychotomia tego podziału jest prosta. Albo nie zauważmy różnic między człowiekiem a małpą, nadające tej drugiej prawa podmiotowe, albo tych praw nie nadajemy, przyznając się, że seks z małpą i sir. Isaacem Newtonem to nie to samo. Do rozważenia pozostaje jeszcze kwestia różnic w ramach samego gatunku człowieka., a więc na ile i dlaczego należy potępiać seks między mężczyznami, a nie seks między rudymi czy mańkutami, ale to już dyskusja na inną okazję.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)