Prasując koszulę do pracy (małżeństwo partnerskie) luknałem w telewizor i obejrzałem TVN. Mówili o wałkach kościelnych. Myślę sobie, jak o wałkach to pewnie napisze coś wyrus. Ale potem skapnąłem się, że wyrus nie pisze o wałkach kościelnych, wałki kościelne, to powiedzmy, nie jest wyrusa działka.
No więc te wałki polegają na tym, że ograbiony przez komuchów Kosciół teraz dostaje zwrot mienia poprzez jakąś Komisję. I tylko Kościół dostaje przez Komisję, bo reszta musi się procesować. Te mienie Kościół dostaje „na czaikę" Tzn. czai się na daną działkę gminy i ją dostaję wbrew woli miasta. Dostaje po niższej cenie niż cena rynkowa, a miasto się od decyzji nie może odwołać. Są jeszcze jacyś ludzie, którzy mają co do tych działek jakieś roszczenia i oni też się nie mogą odwołać. Teraz coś krzyczą.
Ja myślę, że ci ludzie są bezdennie głupi, bo gdyby zamiast się handryczyć, obejrzeli „Białego" Kieślowskiego to by wiedzieli, że jak się w razie czego przepisze na Kościół to nawet i warszawskim cwaniakom można działkę podpieprzyć.
PS Po tym, jak wraz z prawicowymi kolegami nabiliśmy salonową popularność pewnego blogera, pora chyba skończyć z tym ketmanowaniem.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)