Przyznam się szczerze, że o ile rozumiem, dlaczego życia prywatnego lustrować nie chce lewica, to o tyle jestem dosyć zdziwiony postawą, naszej, polskiej prawicy. Ta pierwsza bowiem już dawno, w relatywistyczno-ateistycznym smrodku, porzuciła podział na dobro i zło, dopuściła pełną swobodę w życiu prywatnym , a publiczne propagowanie dewiacji wynikać ma z moralnie nieskrępowanej woli jednostki. Trudno się więc dziwić, że lewica nie chce lustrować sypialni, skoro, ku zgorszeniu najmłodszych, sama sypialnię na ulicę sprowadza, tak jak nagradza murzynów, by potem mogli zarażać HIV. Ale zupełnie czego innego się powinniśmy spodziewać po rozsądnej (jest inna?) polskiej prawicy. Wszak jedynie prawda jest ciekawa i tylko ona potrafi wyzwolić, a dodając do tego cały pakiet rozmaitych norm seksualnych wskazanych w Piśmie, jest dość oczywiste, co jest dobre, a co złe i niedopuszczalne.
Zresztą nie tylko teoria (choćby i uświęcona), ale i praktyka u kochanego, prawicowego Wuja Sama, wskazuje, iż życie prywatne w USA jest ważne, a czasami nawet decydujące. I tak jak w Sowietach dawali rozwód od ręki nie troszcząc się o rodzinne losy, tak w Stanach życie rodzinne dokładnie jest maglowane, bo od tego ma wiele zależeć. Jeżeli kandydat nie potrafi się obronić w toku kampanii, to może mieć problem podczas prezydentury – powtarzają bogobojni Amerykanie, no i ten swoisty stress test uniemożliwia późniejsze szantażowanie rozmaitymi kwitami. Tymczasem w Polsce szereg niekatolickich, więc niemoralnych zachowań, się zamiata pod dywan, przez co każdy niemoralnie się prowadzący polityk jest narażany, na to, iż może być poddany złowrogim szantażom. Rzecz nie jest wcale tak błaha, istnieje szereg dowodów, iż Edgar Hoover miał jakiś „obrzydliwy romans”, co wykorzystać miała amerykańska mafia. Jak zaś można bruździć koalicji odnowy moralnej pokazały „politycznie rozdmuchane” sprawy: gwałcenia prostytutek, molestowania asystentek, czy dotykania uczennic w miejsca intymne. Słowem, problem materiału na szantaż istnieje i jako bomba z opóźnionym zapłonem, zawczasu powinien być rozbrojony.
Tych zaś, którym jeszcze mało argumentów, warto przytoczyć inny, współczesny, postulat prolustracyjny, wedle którego donosicieli SB trzeba ujawnić, bo przecież mogą być szantażowani. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, fakt, że istnieją (jeszcze) środowiska, dla których współpraca z SB nie jest dowodem hańby, to oznacza to, iż w przypadku szantażu teczkami ostracyzm będzie mniejszy, niż dajmy na to przy biciu kobiet. A jeżeli nawet nie przy biciu kobiet, wszak bicie dzieci jest dozwolone, a kobieta często bezradna jak dziecko, to z pewnością przy współżyciu mężczyzny z mężczyzną, seksu zbiorowego, albo holocaustu tabletką RU - 486. Sprowadzenie lustracji kapusiów SB, do pragmatycznego argumentu o zapobieganiu późniejszym szantażom, niechybnie prowadzi więc do potrzeby lustracji życia prywatnego, bo przecież tu też może mieć miejsce szantaż.
Chyba, że lustracja kapusiów opiera się także na argumentach moralnych, to wówczas o lustracji rodzinnej nie może być mowy, bo dajmy na to, dziecko, które ojciec po spłodzeniu, w głębokim ma w poważaniu, nie jest argumentem w sporze moralnym. Wszak czas, kiedy dziecko miało siłę przebicia, bezpowrotnie minął w momencie porodu i żeby dziecko znów zwróciło publiczną uwagę, musiałoby po prostu zajść w ciąże i chcieć ową ciążę usunąć.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)