Wielki tryumf unijnego rozsądku i liberalizmu, stocznia Gdynia najpewniej nie dostanie ni centa i będzie sobie sama musiały radzić – tak chyba powinien zakrzyknąć dziś każdy rozsądnie myślący Polak, a może i nawet rozsądnie rodząca Polka. Wszak skoro wczoraj wszyscy pieli z zachwytu nad odrzuceniem planu Paulsona, to chyba dziś piać muszą nad środkowym palcem pokazanym stoczniom przez Unię. Nie będzie socjalizmem kosmata łapka (łapa, łapsko?) drenować naszych kieszeni, bo niby dlaczego unijni obywatele mają dopłacać do interesu, który się po prostu nie sprawdził. Mamy więc kolejny liberalny sukces, stocznie pójdą w cholerę…
Tymczasem hydra lewacka zachodzić nas próbuje nie tylko do strony morza, ale także od strony Pałacu i to prezydenckiego. Oto Pan prezydent nawołuje, by NBP w porozumieniu z Unią Europejską podjął interwencję, by zminimalizować skutki amerykańskiego kryzysu. A więc znowu ktoś chce interwencji więcej i więcej, nierozumiejąc, że tylko więcej i więcej wolności potrafi nas uratować. Co prawda niektórzy wyborcy przebąkują o potrzebie brania za twarz zarządów spółek, a nawet inwestorów, co krach sprowadziły, ale nikt chyba na poważnie nie traktuje tego iście diablolewackiego pomysłu. Czyżby okazało się, że zarządy spółek działający w ramach prawie wolnego rynku, nie dbają o dobro spółek tylko o własne kieszenie? Czyżby zarząd, tak ten zarząd, co mianowany jest przez właściciela, właściciela tego olewał? O Matko Boska Wallstreetowa czyżby i w sferze prywatnej działali oszuści i czyżby, a fuj, Państwo, miało w prywatę nam ingerować? Nadzór i łapanie za pysk, zamiast nieskrępowanej wolności? Nie, nie, nie – trzy razy „nie” trzeba powiedzieć, tylko wolność, wolność i swoboda, jeszcze więcej swobody dla zarządów spółek, jeszcze mniej zakazów może nam w przyszłości dopomóc. Bo tylko nieskrępowana wolność dla kadry menadżerskiej, która owczym pędem topi kasę w efektywnych inaczej pomysłach, da upragniony zysk swoim akcjonariuszom. Niech państwo się do spółek nie wtrąca, niech drobni akcjonariusze zmuszą fundusze inwestycyjne do ustępstw, niech zatrudnią Roberta Gwiazdowskiego, a będzie i zyskownie, i liberalnie, i w ogóle.
Znana ekonomistka Natalii- Świat głośno proponuje nawet okrągły stół w sprawie kryzysu, gdyż, jak wiemy, nie ma to jak dobrze podgrzać nastroje, gdy akurat tuzy, tuziki, a nawet tuziczki nastroje te na siłę nam studzą. Pytanie tylko dlaczego PiS wciąż chce organizować jakieś okrągłe stoły (poprzednio była służba zdrowia), skoro mebel ten jest jawnym symbolem ukrytej zdrady, a może nawet i kompromisu. Na propozycję Pani Natalii odpowiada inny znany ekonomista - poseł Chlebowski, który nie rozumie potrzeby spotkania, bo w Polsce Anno Domini 2008, rozmawianie w ogóle jest uwiązane za aberracje. Może gdyby się poseł Kurski spotkał z posłem Niesiołowskim to z wspólnego szczekania coś by wynikło. W każdym razie pomysł by nad polskimi finansami debatował prawnik Kaczyński, historyk Tusk, inżynier Skrzypek i inżynier Śniadek wydaje mi się przedni, choć uważam, że mógłby się pojawić jeszcze jakiś fachowiec spoza mianstreamu. Ot choćby premier Kaczyński, w końcu kryzys przewidział i konta sobie nie założył.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)