Wydaje się, że nie będzie zbytnią przesadą stwierdzenie, iż polski dyskurs publiczny skutecznie został zdominowany przez tzw. autorytety. I tak jedna strona sporu ukuła nawet pojęcie autorytetu moralnego który niczym Roma locuta, rozstrzygać ma o bolączkach łez tego padołu. Druga storna z kolei, z autorytetów moralnych szydzi, choć sama wsparta jest na filarze religii, której to przecież religia przetkana jest moralnymi autorytetami niczym świąteczna gęś farszem. Ale nawet jeżeli między św. Jerzym, a Andrzejem Szczypiorskim nie istnieje pełna symetria, to trudno nie zauważyć, że owa druga strona skuteczności autorytetów nie podważa i często narzeka, iż społeczeństwo niczym lemingi łyka „autorytetowi” gadkę.
Jeżeli dodamy do tego pogląd, iż rynek finansowy oparty jest na zaufaniu (wiara miarą wszechrzeczy?), to wydaje się, iż akurat dziś autorytety moją okazję by nie siedzieć cicho i minimalizować groźbę ewentualnej paniki konsumentów. Tym samym należy chyba uznać, że te wypowiedzi ekonomicznych autorytetów, które rynek chcą uspokoić, może nie z naukowego, ale z etycznego punktu widzenia są jak najbardziej wskazane. Skoro lud słucha autorytetów, to niech owe autorytety lud do wypłacania gotówki zniechęcą. Ale w takim razie jak należałoby traktować wypowiedzi tych polityków, co wbrew ekonomistom, kryzysem straszą? Choć z drugiej strony, kto powiedział, że tych polityków można nazwać autorytetami?


Komentarze
Pokaż komentarze