Wiktor Jarzyński zaczął wczoraj gadułę (gadułkę?) na temat kary śmierci i Kościoła Katolickiego. Zacytował katechizm:
Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem. Jeżeli jednak środki bezkrwawe wystarczą do obrony i zachowania bezpieczeństwa osób przed napastnikiem, władza powinna ograniczyć się do tych środków, ponieważ są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej. Istotnie dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy "są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale".
Wydawało mi się, że gaduła (gadusia?) pójdzie w kierunku obrony koniecznej, albo stanu wyższej konieczności, bo ten przepis może być obrony modelowym przykładem. Gaduła (gadusieńka?) zeszła jednak na temat prawdopodobieństwa. Znaczy zeszła to za dużo powiedziane, gaduła (gaduleńkę?) mogłaby zejść, ale niektórzy twierdzą, że nie ma sensu. Nikt nie zagwarantuje, że izolowany morderca, nie będzie zabijał w czasie izolacji, bo się zawsze może uwolnić. Dlatego skuteczna jest tylko kara śmierci i dlatego ją Kościół dopuszcza. Tak zdają się myśleć, ci (np. wyrus) co o prawdopodobieństwie nie chcą rozmawiać.
Jest jednak jeden problem. Kościół dopuszcza zmartwychwstanie czyli życie po życiu. Wedle doktryny kościelnej śmierć rozumiana jako śmierć biologiczna jest odwracalna. Oczywiście nie mocą unijnej dyrektywy, tylko wolą Boga, nie mniej jednak taka możliwość istnieje. Możesz kogoś zabić, ale wedle doktryny kościelnej nie możesz mieć pewności, że Pan Bóg go nie wskrzesi ze zmarłych. Owszem można domniemywać, że Bóg nie będzie wskrzeszał morderców, ale jak raz już powiedział do ladacznicy - Idź i nie grzesz więcej. Może więc powiedzieć - Idź i nie zabijaj. A potem może to zrobić po raz drugi, i trzeci. Kto Mu zabroni? A jak wskrzesi to wskrzeszony może, rzecz jasna, zabijać ponownie. To się nazywa wolna wola. Dlatego dziwić się można tym, co wierzą w Boga i mają 100 % pewność, że śmierć powstrzyma mordercę. Przecież śmierć jest odwracalna.
Jeżeli jednak, parafrazując Cycerona, ściągniemy gadułę (gadulątko?) z niebios na ziemię, to musimy się mimo wszystko zmierzyć z prawdopodobieństwem i statystyką. Niektórzy nie mogą uwierzyć, ale historia o Hannibalu Lecterze, to tylko film. Gra tam taki aktor Anthony Hopkins, filuje go kamerzysta, a potem oglądamy to na ekranie. Hopkins Lectera udaje, nie może więc być brany pod uwagę. Niestety. Pod uwagę można brać natomiast tych 185 niewinnych Amerykanów niesłusznie skazanych na śmierć. Czy zna ktoś może 185 przypadków gdy izolowany morderca kogoś pozbawił życia? Jeżeli tak to prosiłbym o przykłady.
Oczywiście jest DNA i o pomyłkę trudniej. Tyle tylko, że przedstawiciel państwa (policjant) pobiera próbki, przedstawiciel państwa (prokurator) oskarża i przedstawiciel państwa (sędzia) sądzi. Czy naprawdę w kwestii niemożliwości podrobienia próbki jesteście w stanie uwierzyć w dobre intencje państwa? Tak, tego państwa od VAT-u, PIT-u i obowiązku szkolnego dla sześciolatków.


Komentarze
Pokaż komentarze (35)