Przyznam się szczerze, że jestem lekko zdziwiony tym, o czym ostatnio nie mogę przeczytać w salonie, a już tym, o czym nie mogłem przeczytać dzisiaj, zdziwiony jestem podwójnie. Oto byłem przekonany, że gdzie jak gdzie, ale w zdominowanym przez prawicę salonie, będę mógł się czegoś dowiedzieć, choćby o ostatnim zwycięzcy literackiej nagrody Nobla. W końcu przeciętnego prawicowego blogera trudno uznać za przysłowiowego leminga i to w dodatku leminga nieoczytanego. Biorąc zaś pod uwagę, jakie paralele fruwały w salonie, gdy pewien prezes telewizji „wieszał” tu swoją powieść, jakiejś „krytyczki ad hoc” się można było spodziewać. Tymczasem amatorscy krytycy jak do tej pory milczą. Ale nic to, zaczekam jak Masłowska napiszę kolejną książkę, to się w salonie solidnego literaturoznawstwa naczytam.
Bardziej jednak zdziwiłem się dziś, gdy z okazji Dnia papieskiego nie dojrzałem w salonie lawiny demaskatorskich wpisów. Nie było nic o tzw. terrorze charytatywnym - czyli na żółto ubranej młodzieży, empatią wymuszającej datki, nie było nic o marnowaniu, tudzież żerowaniu na czasie antenowym, ani o ideowej propagandzie pod płaszczykiem zbiórek pieniężnych. Ale nic to zaczekam na Orkiestrę Owsiaka, to się o charytatywnej perfidii (i nie tylko) naczytam.
I gdy tak szukając skrótów meczów piłkarskich (w wigilię Dnia Papieskiego grali jednak w piłkę) trafiłem na TVN gdzie Szymon Hołownia obsługiwał program „Mam talent”. Bynajmniej nie chodziło jednak o ten talent od przypowieści, tylko o coś na kształt idola, gdzie stawali na głowie, śpiewali przed Foremniakową, Wojewódzkim i Agnieszką Chylińską. Pomyślałem sobie, że w Dzień Papieski Szymon Hołowania daje przykład prawie tak wdzięczny, jak w swych papieskich felietonach, gdzie dobro wynagradza, a zło karze.
Ale zupełne zdziwienie naszło mnie gdy obejrzałem fragment TV Puls, która przecież było, nie było, ale ze wspólnych (a więc i moich, he, he, datków) była zakładana. Budujemy przyjazną telewizję, która stworzy silną więź emocjonalną z widzem. Nasza oferta programowa została skonstruowana w ten sposób, by każdy nasz program mogły bez obaw oglądać całe rodziny – piszą o sobie twórcy TV PULS. Zresztą patrząc na współwłaścicieli (Rupert Murdoch i Franciszkanie) trudno uważać by było inaczej. I gdy tak czekałem, czekałem na wzmiankę o meczach, na ekranie pojawił się jakiś emeryt w dresach, który na uchu (dobrze, że lewym) przywiązał sobie kilkudziesięciokilogramową skrzynię pełną cegieł. Skrzynię na raz uniósł, ale w podrzucie wytrwał tylko kilka sekund, kawałek ucha mu się oderwał, zaczął krwawić, ale już za kilka chwil biegał w bandażu zadowolony, że ustanowił nowy rekord Guinessa. I tak sobie pomyślałem, że jest jeszcze szansa, aby komercyjna, katolicka telewizja o charakterze rozrywkowym i informacyjnym, której wyróżnikiem jest odejście od epatowania przemocą i nieobecność pornografii, wywalczyła sobie miejsce na rynku. Wszak czyż nie jest oryginalnym pomysłem, by katolicka telewizja Dzień Papieski uczciła kawałkiem oderwanego ucha.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)