Kancelaria Sarkozego chce pozwać firmę K&K za laleczki voodoo z wizerunkiem prezydenta Francji. U nas, na szczęście, takich problemów nigdy nie było, bo Kwaśniewski, owszem wódu, wódu, ale raczej pod ogóreczka, względnie barszcz ukraiński. Choć z drugiej strony bywało i tak, że Cejrowskiego skazano za grubą dupę Kwaśniewskiego. I pomyśleć, że nie ma takiego miejsca, gdzie polska prawica nie potrafiłaby zaglądać, a nawet włazić (patrz Gazeta Polska).
Na szczęście czasy wódu, wódu minęły, teraz mamy czasy autorytetów, może nie tyle, a fuj, moralnych, co urzędowych. I dlatego nie powinno nas dziwić, że policja zamknęła jakiegoś pijanego co w Lublinie zakrzyknął: spieprzaj dziadu. Wszak co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie, nawet gdy smród to polskojęzyczny, z polskojęzycznej gorzelni posła Palikota. A swoją drogą podejrzana to sprawa, że policja od razu wiedziała, kto ma być tym dziadem, któremu to kazano spieprzać. Przecież zawsze w pobliżu mógł stać dziennikarz Wyborczej albo chociażby Jurek Owsiak ze swoim charytatywnym terrorem. Jest więc trochę tak, jak w tym dowcipie, że do dupy ma być, Panie władzo, rząd amerykański, ale dobrze, już dobrze, obywatelu, my to już najlepiej wiemy, który to rząd jest do dupy. Być może więc schetyniaki zastawiły na prezydenta pułapkę, wysyłając podstawionego pijaczka (Tobiasza?), który celową prowokacją pozwoli na sądowe porównania dziada, o którym mówił Kaczyński, z dziadem, o którym mówił obywatel. I teraz przy kamerach odbędą się godowe tańce wokół dziadojęzyka i dziadodefinicji. Ba, być może rozwinie się nawet jakaś nowa dziedzina dziadologii, bo tego, że polska polityka jest najzwyklejszym dziadostwem (Dorn na aucie), raczej nikomu nie trzeba tłumaczyć. A przecież można by parafrazując blogera Futrzaka, sprawę raz, dwa, po lustracyjnemu rozwiązać, prosząc prezydenta by złożył oświadczenie, że dziadem po prostu nie jest. Choć z drugiej strony, jak mawia klasyk: prosić zawsze można…


Komentarze
Pokaż komentarze (6)