Jak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez Greenberg Quinlan Rosner Research Inc. 61 procent Amerykanów uznaje, że Stany Zjednoczone są szczególnie błogosławione przez Boga, a 59 procent jest przekonanych, że ich państwo powinno być wzorem chrześcijańskiego narodu dla całego świata – nie bez satysfakcji pisze dziś na blogu brat Tomasz. I rzeczywiście jest się z czego cieszyć. Dzień w dzień, w ramach tzw. misji stabilizacyjnej doświadczają tego mieszkańcy Iraku. Wszak skoro Pan Bóg powierza misję to się o strategię chyba nie trzeba kłopotać. Zaufajcie Panu, Pan Wam przecież numeru nie wywinie, jak, nie przymierzając, Polakom – umieszczając ich miedzy Ruskim a Niemcem. Ale jest jeszcze lepiej. Wedle rozmaitych badań pokaźny odsetek Amerykanów wierzy, iż chociaż raz w życiu spotkało Jezusa. A przecież Bronisław Wildstein jest tylko jeden, wszędzie być na raz nie mógł. Zresztą, niektórzy wciąż uważają, że Jezus był czarny (Sefardyjczyk?), nie rozumiejąc, że Jezus miał poniekąd polskie, przynajmniej słowiańskie korzenie (zdaje się, że po kądzieli).
Stefan Kisielewski mówił, że Polska na opiece Matki Bożej wychodzi nieszczególnie, ale to może dlatego, że Polska, czy raczej Polacy mają wolną wolę. A jak mają wolną wolę, to na co im ta opieka, no chyba Matka Boska nie robi Panu psikusa i Polaków nie wywyższa, to byłoby nieetyczne. Są na świecie dobrzy Niemcy (Benedykt) i Żydzi (Finkelstein) i nie może być tak, że oni tam prą do zbawienia, pod górę się w pocie czoła wspinają, a nam Matka Boska myk i kamienie z drogi usuwa. Nie powie nikt chyba, że my tu nad Wisłą (i Odrą!) mieliśmy łatwiej, niż dajmy na to Hamburczycy albo Eskimosi.
Sama idea brata Tomasza, jakoby każdy naród mógł sam siebie ogłosić narodem wybranym, sam zaznaczyć swą wyjątkowość, sam, że tak powiem, na klamrach pasów Gott, znaczy Bóg z nami, sobie wydziergać, też jest na swój sposób pociągająca. Pociągająca, aczkolwiek, przyznajmy szczerze, nie pierwszej jest ona świeżości. Nie jeden taki naród wybrany istniał na świecie, ba bywało, że kiedyś na raz aż z dwoma takimi narodami graniczyliśmy. Oba wybrane i obu celem, było zbudowanie odmiennego od zachodniego systemu demokracji. Też mieli swoich „papieży” i też głosili dobrą nowinę. No i co najważniejsze, też nie znaku umiaru, bo skoro same bóstwo (byt doskonały) powierzyć ma nam jakąś misję, to co nas może zatrzymać, by misji nie zrealizować? Przecież nie sprzeciw krzywdzonych ludzi, gdzie wola ludzka do woli Boga…
PS Jutro na 22 idziemy z Leskim i paroma osobami na karaoke do Pubu Nora na Krakowskim Przedmieściu – chętnych zapraszamy.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)