Świat zszedł na psy, a właściwie na muzułmałpę, czarni głosują na czarnych i jeszcze (bezczelnie!) się do tego przyznają, murzyn na jawie jeździ po trawie, było proroctwo że świat skończy się gdy papieżem zostanie czarny, ale czy prezydenta USA nie możemy nazwać papieżem polityki? Nie sprawdziły się za to proroctwa rabiego Eli Barbura, że Amerykanie z pickupów, mimo deszczu i słoty dotrą w dzikie ostępy, by strzelić z głosa do amerykańskiej urny. Tak jak nie sprawdziły się wyliczenia (Mark D), przewidywania i analizy, kilka lat po obaleniu Husseina, nowy Hussein zasiadł na tronie. Nie ma już ratunku dla naszych kobiet, albo czador albo wszystkim teraz wyrosną wąsy i będą gejami.
Nie chcieli posłuchać Sary Amerykanie, że plan Plan Paulsona pomaga tym, którzy są zaniepokojeni reformą systemu opieki zdrowotnej, która jest potrzebna, by pomóc naszej ekonomii. Hm... chodzi też o tworzenie nowych miejsc pracy.Nie słuchali matki tylu dzieci, kobiety – rybaka, chcieli słuchać lewackich komików, tchórzy oślizgłych śmiejących się wedle własnego widzi mi się, a nie z tego czego sobie życzy rząd Busha. Oj, nie znają widać parytetów republikańskiego humoru kabaretu Jana Pietrzaka. Nie chcieli słuchać Amerykanie Polaków, pięćdziesiąt pierwszego, a właściwie to pierwszego stanu Ameryki (Kościuszko), pokolenia Jana Pawła II, gdy nasi przodkowie demokratycznie sejm odwoływali, osadnicy z Ameryki ganiali za dzikusami. Teraz dzikus będzie ich ganiał na parady miłości albo do Mekki. Trzeba się było ubezpieczyć - jak mawia ostatnia blada twarz Cimoszewicz.
Nie rozumieją Amerykanie, na czym polega demokracja, że w mediach było jeszcze gorzej niż podczas umierania papieża, że żaden z urzędników Georga Busha nie podesłał jakiejś kongresmence kochanka, żaden szef CIA, FBI, tuż przed wyborami nie pokazywał materiałów operacyjnych, bo wyborcy muszą wiedzieć, pikietujących zwolenników nie zwoływano do komendy na przesłuchania, i żaden, do dziś niezłamany, unagejbomber nie zaatakował metra atrapą. Słowem nie dorośli Amerykanie do demokracji, mogli by się uczyć od nas, od ludzi McCaina, że dopóki nie uda nam się kogoś poniżyć, albo uzyskać kolejnych punktów, to nasze życie traci sens, mogliby się uczyć jak zwłaszcza jak przegrywać, wygrywać (meldować zadanie) i jak myśleć nad zmianą ordynacji. By za cztery lata młodzi idioci nie wybrali gościa, o którego biografii nic nie wiadomo, bo się konsewrośledczym nie chciało ruszyć do Keni albo na Hawaje.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)