Zdaje się, że jedyny zarzut wobec Mieczysława Rakowskiego, jaki się w powszechnej świadomości zachował, to fakt, że ten z rozchełstaną koszulą kiedyś tam w stoczni nakrzyczał na robotników, a być może nawet na towarzyszącą im inteligencję. Trzeba przyznać, że jak na czasy totalitarne w których przyszło żyć, zarzut dość ciężki, by nie powiedzieć zabójczy. Wszak grzeczność powinna obowiązywać na co dzień. Z drugiej jednak strony patrząc, no może nie na rok obecny, ale na poprzedni, krzyczenie na robotników nie jest chyba czymś zdrożnym, skoro niektórzy dwa lata temu, całkiem serio usprawiedliwiali oblewanie lekarek olejem silnikowym. Słowem, swym krzykiem się zapewne Rakowski u wolnorynkowców dobrze zapisał. Czy coś jeszcze innego można zarzucić Panu Mieczysławowi? Być może ale najpierw trzeba by choć spróbować przeczytać tomy jego Dzienników, zwłaszcza że IPN w sprawie M.F.R- a ni dudu, tylko gania za zabiedzonymi (ile emeryturki?) staruszkami od stanu wojennego.
Można by więc, ale trzeba by coś przeczytać, tymczasem przeciwnicy Rakowskiego zazwyczaj czytają jedynie Wyborczą. Naturalnie po to, rzecz jasna, by wiedzieć jak nie powinni myśleć, no i o czym pisać felietony. Ale w czasach szalejącego postmodernizmu i na Wyborczą do końca nie można liczyć. Ot, gdy taki jeden lub drugi sięgnie do Działu Kultura (jakże by oczytani mieli nie sięgać?) może się natknąć na promowanie dzieł podejrzanych. Na przykład na „Gottland” Mariusza Szczygła – rozliczenie czeskiego komunizmu, na Stasiuka „Dojczland” – a więc cierpkie wyrzuty wobec niemieckiej amnezji, albo na „Niesamowitą Słowiańszczyznę” Marii Janion – tytuł mówi sam za siebie. Niewyrobiony czytelnik może się czuć skołowany, jak to miało być ahistorycznie, proniemiecko i eurosojuzowo, a tu proszę, takie biało-czerwone kwiatki i żadnej flagi wsadzonej w kupę. Może więc trzeba Wyborczą czytać jeszcze czujniej, z historycyzmu filtrem, jak nie przymierzając Mickiewicza pod kołdrą przed listopadowym powstaniem?
Niestety, mimo wszystko ja po Gazetę Wyborczą sięgać już nie zamierzam. I to z dość prozaicznego powodu, otóż nie uwierzycie, ale oni po prostu promują tam … homoseksualizm. Uświadomili mnie przede wszystkim moi koledzy z salonu, za co im dziękuję, a może nawet i więcej. Szczególnie podziękować chciałbym koledze xiazeluka który celnie napisał, iż definicja prawna nie określa znaczenia słowa małżeństwo, ponieważ związek mężczyzny z kobietą (lub kobietami) jest pierwotny względem świeckich przepisów, co jest oczywiste z przyczyn naturalnych, biologicznych, emocjonalnych i logicznych. Dlaczego z przyczyn biologicznych (geje mają antymałżeński genotyp?) naturalnych (gejów nie było w starożytności?) emocjonalnych (geje nie chcą być w związkach?) tudzież logicznych (gej + gej ≠ związek 2 gejów?) to do końca nie wiem. Ważne, że jest to oczywiste, co, przyznacie sami, dyskusję powinno zamknąć. Zgadzam się również z tezą, iż związek kobiety z mężczyzną jest starszy niż przepisy (dlaczego tylko świeckie?). Co prawda zdaniem niektórych, pierwsza norma prawna powstała wraz z pojawieniem się ludzkiej świadomości (każdy zakaz to norma postępowania czyli norma prawna) ale nie komplikujmy sprawy, bo damy się po prostu zwariować. Niestety kolega xialzeluka nie był zbyt dociekliwy, bo zapomniał dodać, że taki zwyczajny związek kobiety i mężczyzny to to nie był. Otóż każdy taki związek to był związek kobiety podporządkowanej mężowi. Doprawdy, trudno dociec czy to z przyczyn naturalnych, biologicznych, emocjonalnych czy nawet logicznych, ale przez te tysiące lat to był małżeństwo definiowane jako związek Pana Ojca z usłużną żoną, więc zupełnie nie rozumiem czemu ta pierwotna definicja małżeństwa, została zmieniona. Przecież żona służyła mężowi (oglądaliście „Walkę o ogień?”) na długo przed pojawieniem się prawnych przepisów sensu stricte, więc czemu do licha ktoś majstrował przy definicji i sobie zmienia stan rzeczy zastany przez przodków Macieja Giertycha? Podobnie z życiem, była definicja? Była? Jak się urodzi to ok, mamy życie, jak nie to trudno życia nie ma, poszło ze ściekiem Tybru, więc komu to przeszkadzało? Na co babrać się w przepisach? Teraz mamy taki mętlik, że nawet biedny xiazeluka może tego nie chcieć rozwiązać. A przecież taki łebski to facet.
Łebski też jest inny bloger Palestrina 2005, który zastosował argument równi pochyłej, czym mnie przekonał, bo każdy, kto stosuje ten argument (dasz palec a wezmą całą rękę) zasługuje na słowa uznania, i oczywiście przyznanie racji. Jak geje wezmą ślub, to ślubu się też będzie chciało 5 chłopa z 7 babami, a może nawet odkurzacz jak chce blogerka Alga (ach te baby). Osobiście nie ma nic przeciwko dobrowolnemu wielożeństwu dorosłych, a nawet (uwaga skandal!) dobrowolnemu k a z i r o d z t w u dorosłych, ale skoro bloger Palestrina nazywa to paranoją, to chyba oczywiste jest, iż to paranoją być musi. No bo jakże by inaczej. I tylko jedyne o co mogę mięć żal do Palestriny, to fakt, że nie chce być konsekwentny i równi pochyłej nie stosuje do dewiacji instytucji małżeństwa, która zjechała w dół od czasów gdy pater familias ćwiczył żonę rózgą albo czymś czerwonym i naprężonym (nie, nie jest to tramwaj). I tak dali kobietom prawo nie być gwałconym i proszę, odkurzacze się będą żenić, a kto wie, może nawet zaadoptują kija od szczotek.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)