Na pewno nie zostanie z tym problemem sam – orzekł Joachim Brudziński, mając na myśli gigantyczne koszty (odszkodowanie plus koszty publikacji przeprosin), jakie będzie musiał ponieść Zbigniew Ziobro, w związku wyrokiem w sprawie słynnej (poetyckiej?) frazy: „Już nikt przez tego Pana życia pozbawiony nie będzie”. Posłowie PiSu mają ponoć zrobić zrzutkę. Ile da, skąpiący na alimenty, Gosiewski nie wiadomo. Czy Pati Koti „dla Zbyszka ratowania” rzuci się na odcinek zwolniony przez Lisów, też diabli wiedzą, ale na miejscu blogera Rybitzkiego trzymał bym się za portfel. A nuż i jemu też każą płacić.
Wydaje się, że zwolennicy ostrego i skutecznego wymiaru sprawiedliwości powinni czuć się usatysfakcjonowani. Ba, gdyby mieli do czynienia, z tak przez nich lubianym, systemem prawa amerykańskiego, wyrok opiewałby pewnie na dziesiątki milionów dolarów. Nie wystarczałby więc zrzutka, trzeba by kilkanaście domów zastawić. Zresztą dla polityków PiS, taka polityczna hipoteka to nie pierwszyzna. Ludwik Dorn mówił, że tak właśnie zakładano Prawo i Sprawiedliwość, choć jakieś wewnętrzne przeczucie mi mówi, że niebagatelną rolę odegrały tu pieniądze podatników. A konkretnie uwłaszczenie, jakiego bracia Kaczyńscy dokonali na majątku Skarbu Państwa w szalonych latach 90tych. Dziś ten majątek wart kilkadziesiąt milionów dolarów, sprzedano z wdziękiem, więc na biednych nie trafiło. Będzie z czego płacić za „zbyszkowe gadanie”.
Tym, którzy jednak co do wyroków polskich sądów bywają sceptyczni, przypomnę, że polskiemu sądownictwu ufają nawet Panowie Cenckiewicz i Gontarczyk (osławiona śmierć Graczyka), a więc, było nie było autorytety najwyższe. Co prawda polski sąd, to jednak nie funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, żeby bezgranicznie wierzyć w jego zapiski i biurokratyczną sumienność, ale skoro nawet naukowi giganci, takową posiadają, to chyba nie jest tak źle. No i chyba wszyscy pamiętamy, jak środowisko dziennikarskie, przekonywało, że jeżeli idzie o słowa, to lepsza od procedury karnej, jest procedura cywilna. No więc mamy teraz tę procedurę cywilną. Z drugiej jednak strony trudno nie zauważyć, że ostatnim tak głośnym i gigantycznym odszkodowaniem była sprawa pewnego Poznaniaka, któremu dziarska polska policja pomyłkowo wpakowała kilka kul w kręgosłup. Widać dla polskich sądów kręgosłup znaczy tyle co dobre imię dr. G, któremu, rzecz jasna, jakoś tak, przez przypadek się zaszyło chustę chirurgiczną w ciele pacjenta.
Na szczęście cała sprawa rzeczonej, „zbyt ostrej” kary może się rozejść po kościach, wszak jak bije w tarabany red. Kłopotowski, banki-matki drenują fundusze banków-córek, co oznacza, że wreszcie, po latach, będzie można założyć banki polskojęzyczne. Owszem, do dziś wciąż było za ciasno, ale skoro obcy kapitał zwija manatki, to zaradni polscy inwestorzy, z pocałowaniem w rękę, pomaszerują do polskiego banku, z polskimi złotówkami. Skądś przecież pieniądze pozyskać muszą. Teraz wystarczy więc tylko jakieś kilkaset milionów dolarów, parę szeptów do KNF-u, i będzie jak znalazł: dla Zbyszka na odszkodowanie, dla Karola na nieposłuszne melexy i dla Andrzeja na parafrazy.


Komentarze
Pokaż komentarze (37)