Niecierpliwość z jaką cała masa blogerów oczekuje święta wprowadzenia stanu wojennego, jest dość zagadkowa. Nie ma chyba, poza Gwiazdką, (no może jeszcze świętem powstania warszawskiego) drugiego takiego święta, co do świętowania którego, tak by nie przebierano nóżkami, nie chuchano w rączki i kręcono nosków-eskimosków. Pewnie już jutro, jak co roku, pod domem generalskiego dzieciątka, znów zbierze się wesoły tłumek, by sobie pośpiewać. Janek Pospieszalski przyniesie gitarę, Igor Janke da (?) baner salonu 24, delegacja Rzepy napisze kolejny list protestacyjny, a rozentuzjazmowana młodzież zaśpiewa Barkę. Kto wie może i zjawi się nawet Pani „coś tam, coś tam”. Byle jej tylko piwa nie brakło, no i kiełbasek. Na kremówki chyba jednak za chłodno. Słowem będzie wesoło jak na pielgrzymce, tyle że jednodniowej.
Z drugiej strony stawią się zwolennicy margrabiego Wielopolskiego XX wieku. Będą się ładnie wyrażać: Pan generał uratował, Pan generał żałuje, Pan generał rozpaczał, Pan generał nie miał wyboru. Kto wie, może nawet rzucą paroma ch…, znaczy popalikotują, bo stać w obronie prawdy to nie lada jest sztuka. Trzeba znieść impertynencje czarnej sotni i jakieś transparenty z tymi co to upadali na świeczkę. Albo poszli po pijaku do lasu, a tam pomiędzy drzewami wpadli pod wojskową Nyskę. Trzeba było na tych grzybach uważać.
Cała impreza szykuje się więc przednio. Będzie telewizja, radio, prasa, internet. Dużo huku, parę petard, no i jakiś koksownik. Mam tylko nadzieję, że Pan generał nie mieszka blisko jakiegoś centrum handlowego, bo całą zabawę może zepsuć tłum kochanych rodaków, pędzących po świąteczne zakupy.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)