Jeżeli Casillas nie jest formie, to strach pomyśleć, co by było w tej formie naprawdę był dzisiejszego wieczoru. Musiałby chyba strzelić parę bramek, a może nawet klasycznego hattricka. Nic nie ujmując klasie Jerzego Dudka, ale mam wrażenie, że gdyby na Gran Derbi Jurek stanął między słupkami, mogło to by dla Realu się skończyć tragicznie. Zresztą i tak pierwsze 20 minut przypominały bardziej grę w hokeja, gdzie Barcelona zamykała Real w tzw. zamku. Taktyka była prosta, huraganowe ataki od pierwszych minut, a po stracie bramki Real musi zaatakować. Nie będzie miał bowiem nic do stracenia. Królewscy pierwsze minuty przetrzymali, jako żywo przypominało mi to ten słynny mecz gdzie Andrzej Woźniak został księciem Paryża. Tyle, że Polska miała wówczas Juskowiaka, a Real miał niejakiego Drenthe. Pan Royston Drenthe tak głupio zagrywał, jakby, nie przymierzając, był z PiSu.
Czasami tak jest że nic nie wychodzi. Pamiętam jak graliśmy kiedyś turniej międzyszkolny i jako globusy z ogólniaka trafiliśmy na wycharconych uczniów ekonomika. Grało tam kilku ziomków z młodzieżówki Pelikana, więc dysproporcja umiejętności była znaczna. I powiedziałem, że jak przetrzymamy pierwsze 20 minut, to mamy szansę dotrwać do karnych. Dotrwaliśmy i mecz wygraliśmy. Z drugiej strony czasami nic się nie udaje. Strzelasz, masz kilka setek, patelni, ale nic nie wchodzi. Bramkarz dostaje skrzydeł, tak jak dziś skrzydeł dostał Casillias. Dlatego, mimo iż zawsze powtarzam: Barca najlepsza jest w ostatnich 20 minutach (rywal już jest zmęczony) nie wierzyłem w 3 punkty. Ale dobrą drużynę poznaję się po wygrywaniu takich meczów jak te. Gdy wydaje się, że los się nie daje przełamać.
Na deser był gol Messiego. W całym meczu, zwłaszcza na początku był poniewierany. Nawet nie specjalnie, po prostu rywale nie nadążali. Tak jak nie nadążali za Maradoną. Będzie się musiał nauczyć jakoś z tym radzić. Trzeba troszkę piłkę pokopać, choćby hobbystycznie, by zrozumieć jakiej sztuki dokonał Messi strzelając drugiego gola. I żeby dostrzec swobodę z jaką wrzucił piłkę do siatki. Oni cały czas grali w siekącym deszczu.
Barca po dwóch latach ociągania, fochów i dąsów znów ma szansę być najlepsza w Europie, a Puyol jako jedyny dwa razy wnieść Puchar Mistrzów. Należy mu się jak nikomu innemu. Dziś uratował wygraną, strącając piłkę akurat tam gdzie ją strącić powinien.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)