Przy okazji naganiania sobie czytelników Rafał Ziemkiewicz wkleił swój wywiad dla Lampy, w którym talmudycznie stwierdził: „Przez pierwsze dwa-trzy miesiące sprzedaży Noblisty Wolskiego sprzedało się, hm, żeby nie zdradzać cudzych tajemnic, powiedzmy X egz., a jak potem „Wyborcza” walnęła na całą stronę artykuł Andermana jeżdżący po Wolskim jak po łysej kobyle, że prawicowy grafoman, to w ciągu trzech tygodni sprzedało się następne X plus jeszcze parę tysięcy. Z Doliną nicości było podobnie po miażdżącej recenzji Blumsztajna.”
Nie wiem co na to Artur Bazak, który swego czasu o „Dolinie” popełnił 10 (słownie dziesięć) postów z rzędu, ale łatwość, z jaką Seweryn Blumsztajn wpływa na rynek czytelniczy w Polsce, wprawia mnie w osłupienie. Sandauer twierdził kiedyś, że Pasternak dostał Nobla, za parę linijek, dziś Dolina się sprzedaję, bo chcą robić Blumsztajnowi na złość. Pewnie dlatego tak się Ziemkiewicz wściekał, gdy z pobłażaniem potraktowali na Czerskiej „Michnikowszczyznę”.
Zresztą nie tylko Blumsztajn i nie tylko rynek literacki, ale w ogóle wpływy Wyborczej to zawsze jest dużo śmiechu. Perspektywa, że jakieś stado ludzi, z zaciętym wzrokiem czytuje Michnika, by potem lecieć i robić mu na złość, głosując, kupując książki czy wylewać ścieki do rzeki, zaiste, wydaje się frapująca. Rad bym kiedyś zobaczyć takiego jednego co zrywa się nagle Empiku i biegnie, żeby kupić nieekologiczne torebki jednoRAZowe. Ale zanim na takiego z powyciąganym swetrem natrafię przy stoisku z SF literaturą, muszę się zadowolić samą Gazetą. I tak dziś, przykładowo, osłupiałem, gdy na pierwszej stronie Wyborczej zobaczyłem zdjęcia katów Katynia, t.j. oficerów NKWD, którzy własnoręcznie mordowali ludzi. Setki razy słyszałem o mitycznej ósmej stronie Gazety Wyborczej, o relatywizowaniu zbrodni, a tu taki news i to na Jedynce. To Wyborcza nie odpowiada za Katyń – pomyślałem sobie, po cichu lustrując bakę Michnika od strony ojca stryjecznego szwagra z drugiego jej małżeństwa. A z drugiej strony co powie teraz Pani Ewa Wanat, tak bardzo oburzona ujawnianiem zdjęć polskich Sbeków przed poznańskim Uniwerkiem. W końcu, było, nie było, ale to szefowa Radio Tok FM, które się mieści w samym sercu gmachu na Czerskiej.
Może Michnik Armią Czerwoną straszy, kalkuluję w duchu. Wszak straszyć nie ma za bardzo czym, bo nie było planów inwazji. A jak w 81 roku nie ma planów, to kamień w wodę, nie może być planu i w 84tym, gdy już Solidarność przegoni KOR-wców, a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści. Bo przecież prawdziwa Solidarność, by się z komunistami nie dogadywała, tylko hop i pętla na szyję. Bez Michnika, nasza grdyka. Tak jak z Afganistanu nie można było przerzucić wojska. I gdy tak czytam, i czytam komentarze po poprzednim postem (zwłaszcza niejakiego pecha) to się zastanawiam i dziwię, czemu ludzie owczym pędem wierzą temu Kuklińskiemu, czemu uważają, że Armia Czerwona rzeczywiście chciała światu zgotować nuklearną zagładę, skoro, zdaniem rozsądnych, spolegliwi czerwonoarmiści, całe lata 80te mieli bać się ruszyć nawet na Warszawę.
Zaś gdy mi mało i nadal wsłuchuje się w głosy o zakłamanych mainstreamowych mediach, o Gazecie Wyborczej, co nic nie ujawnia, to przypominam sobie najpierw burze i naciski opinii publicznej, w sprawie uwolnienia Europejskich jeńców porwanych w Afganistanie. A zaraz potem sprawę porwanego polskiego inżyniera, którego opisywała, m.in. Wyborcza, a którym w salonie24.pl pies z kulawą nogą się nie zainteresował. Bo lepiej pisać o sprawie Olewników, w której na tyle, nic się nie dzieje, że tydzień temu głównemu sprawcy podtrzymano zaledwie wyrok dożywocia.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)