Chyba już wiemy, czemu apolityczne, i niezależne, polskie Radio Program I, jeździłona wywiady do Pana prezesa Kaczyńskiego. I dlaczego pozostałej reszcie politycznej, że tak powiem, hołoty, kazało przyjeżdżać do siebie. Mimowolnie tajemnicę tego szlachetnego gestu wyjaśniła niezastąpiona Nelly Rokita mówiąc, iż Jarosław Kaczyński ma uroczą mamę, która go wspiera. Być może więc urocza mama wspierała Pana prezesa również w wywiadach, aby niczego nie chlapnął, a już broń Boże nie śpiewał hymnu. Czy matki innych polityków są na tyle urocze, i na tyle udzielają wsparcia, by do ich synów z mikrofonem jeździć – do końca nie wiadomo. W końcu skoro Herod nigdy nie był młody, to i Napieralski może być genetycznym sierotą. Tak czy inaczej pora już chyba ten uroczy patent wykorzystać i puścić w Alpy polskich radiowców, by poszukali Pana premiera. Strasznie się Pan premier musi nam bowiem martwić o kryzys gazowy, i a nuż mu się przez to urlop nie uda. A jak się nie uda to nasza władza wykonawcza wróci do Polski w złym humorze, a co znaczy zły humor tejże wykonawczej władzy, przekonują się właśnie właściciele sklepów z tzw. dopalaczami.
Ale za to na pewno w złym humorze będzie władza sądownicza, a konkretnie Trybunał Konstytucyjny. Oto Rzeczpospolita, po mozolnym, rzekłbym nawet, rywinowym, śledztwie, wykryła, że od pewnego momentu Trybunał Konstytucyjny w swych orzeczeniach nie jest jednomyślny. Dawniej był, a dziś już nie jest. Zwłaszcza w sprawach związanych ze stosunkiem do PRL. Nasi rozmówcy– pisze Rzeczpospolita - zwłaszcza sędziowie TK, wskazują, że prym w Trybunale wiedzie grupa prof. Ewy Łętowskiej i prof. Mirosława Wyrzykowskiego. Za nimi stoi aparat urzędniczy TK oraz przygotowywane ekspertyzy. A reszta starych sędziów, czy to słabsza intelektualnie, czy ze zwykłego konformizmu, ulega ich wpływowi – mówi rozmówca „Rz”. – W mniejszości jest grupa sędziów, którzy rozpoczęli kadencję w 2006 r. Idą własną drogą, zderzając się z zastanym porządkiem. To zrodziło konflikt.
Skoro istnieją dwie grupy, a w jednej (bo przecież nie w obu) z nich prym wiedzie prof. Łętowska, to kto wiedzie prym w grupie drugiej? Nie wiadomo. Być może dowiedzielibyśmy się czegoś więcej o tej drugiej grupie (czy są słabi intelektualnie, czy są konformistami), ale rozmówcy Rzepy już o tej grupie jakoś tak nie opowiadają. Może się obrazili, że nikt z Rzepy po domach nie odwiedzał ich z mikrofonem? Dalej natomiast opowiadają o Łętkommando:
Wyrzykowski patrzy na Łętowską, co ona powie i tak dalej. Sięgają po frazeologię o prawach człowieka, a tak naprawdę ucinają dyskusję – opowiada kolejny z sędziów. – Oni są ci Europejczycy, my – niedouczeni. Jesteśmy w takich sprawach prawie zawsze w mniejszości, bo chociaż do pięcioosobowych składów prezes wybiera sędziów według listy, to tak się zwykle składa, że oni zawsze mają przewagę (4:1 czy 3:2). Taki skład ma rozpatrzyć wniosek rzecznika praw obywatelskich o uznanie za niekonstytucyjny dekretu o stanie wojennym.
Czy rzeczywiście grupa idąca własną drogą jest niedouczona? Redaktor naczelny Rzepy -Paweł Lisicki, prawnik z wykształcenia, śmie w to wątpić: Choć członkowie Trybunału Konstytucyjnego mają podobne kompetencje formalne, zakres wiedzy, doświadczenia i znajomość reguł prawa, to potrafią prezentować całkiem odmienne opinie. Fakt, trudno uznać, żeby prof. Łętowska miała niepodobny, (tj, np. większy) zakres wiedzy, doświadczenie i znajomość prawa, od magistra Kotlinowskiego, tak jak pewnie trudno uznać, żeby magister Kotlinowski miał większy zakres wiedzy niż doktorant galopujący major. Wszak wszyscy oni skończyli studia prawnicze. Gdyby ktoś jednak wątpił, zawsze może trochę poklikać w internecie. Ot, choćby w wyszukiwarce nauki polskiej (tu o Łętowskiej, a tu o Panu Kotlinowskim ).
Ale nie tylko takie sądy, ten swoisty raport Pelikana, wywołał u redaktora Lisickiego. Pisze Pan Paweł, że członkowie Trybunału nie mają zwyczaju tłumaczyć swoich decyzji, a każdą próbę krytyki traktują jako zamach na swoją niezawisłość. Zaś przykładem takiego traktowania ma być, fakt, że na zarzut Rzecznika Kochanowskiego (klęska Trybunału) Trybunał nic nie odpowiedział (Żadnej reakcji, żadnej próby odpowiedzi). Cóż, trzeba przyznać, że milczenie jako dowód na traktowanie czegoś jako zamach, jest dość nowatorską koncepcją. Zakon kamedułów by jej pewnie jednak nie podzielił.Pękniecie w Trybunale, ta nieszczęsna niezgodność opinii, skłania Pana Pawła do stwierdzenia, że niektóre decyzje Trybunału - choćby dotyczące lustracji, dostępności do wiedzy zawartej w teczkach IPN, pozbycia się dziedzictwa komunizmu - miały charakter polityczny. Wynikały nie z bezstronnego namysłu nad duchem i literą prawa, ale z uwikłania części sędziów - tak faktycznego, jak i mentalnego - w dawny ustrój.
I choć nie wiem, czy oznacza to, że poprzedni, tj. zgodny i niepęknięty, Trybunał, nie był mentalnie uwikłany w dawny ustrój, to wypominanie Pani Teresie Liszcz, że się nie wyłączyła w sprawie, od której zależał lustracyjny los jej męża, jest nieodpowiedzialne. No i rzecz z jasna służące do ataków na Pana prezesa, bo to właśnie Pan prezes ze swoja partią mianował ową, byłą posłankę PC do Trybunału…


Komentarze
Pokaż komentarze (12)