Zdaje się, że, znany z prawdomówności, minister Kownacki ma ostatnio nielicha konkurencję, bo Panią Grażynę Gęsicką we własnej osobie. Posłanka, zapewne w nawale wywiadów dla Naszego Dziennika zapomniała dodać, że w roku 2007, (tj. gdy była Panią minister, nie podpisano ani jednej umowy na wykorzystanie środków unijnych przewidzianych w strategi 2007-2012. Ponoć - jak dziś dodała – z powodu kampanii. Widać podczas kampanii (całorocznej?) ministrowie i ich resorty nie pracują. Szczęściem Pani posłanki jest fakt, iż nie jest ona prawniczką. Gdyby nią była, Pan prezes Kaczyński musiałby, swoim zwyczaju, nazwać ją sprostytuowaną. A tak może jej czci bronić, a kto wie być może ją nawet pośle do CIECHu. By sobie dorobiła. Jak wiemy, nie tylko Bronisław Wildstein załatwia sute odprawy. Na miejscu Pana premiera w CIECHU zatrudnił bym jednak Pana Roberta Gwiazdowskiego – z zawodu, bodajże libertarianina. Co prawda Pan Robert, oszczerczo szydzi z kota Pana prezesa (i oskarża PIS o zabójczą chęć zwiększania deficytu budżetowego), ale za to ma szereg innych zalet. Na przykład, jak twierdzi Rzepa, potrafi jednocześnie doradzać obu stronom kontraktu. I to bynajmniej nie jako mediator. Przy prywatyzacji CIECHu – zdolność bezcenna.
Jeżeli już jesteśmy przy kłopotach i Panu premierze, to znany lubelski darczyńca, niejaki Janusz Palikot, publicznie pyta, czy Pan prezes jest homoseksualistą? Konkretnie czy Jarosław jest Jarosławą – zapytuje Pan Janusz. I choć z początku byłem oburzony to jednak przypomniał mi się przełomowy tekst księdza Artura Stopki. Interesuje mnie na przykład – pisał ksiądz - którą z kolei żonę ma ten czy ów reprezentant narodu (a jeśli deklaruje się głośno jako katolik, to czy ma ślub kościelny), czy dba o dzieci, czy ma kochankę, czy płaci podatki (nawet abonament radiowo-telewizyjny). Interesuje mnie jak odnosi się do swoich najbliższych, ale również to, jak w zwykłych, prywatnych kontaktach traktuje ludzi. Interesuje mnie, jakim jest człowiekiem, czy często kłamie, czy pali papierosy, pije wódkę i używa narkotyków. Chcę wiedzieć, jak mu idzie wychowywanie dzieci, czy bije żonę, czy punktualnie spłaca raty kredytu i ewentualne mandaty, a nawet – jeśli powinien – czy i w jakiej proporcji do swych dochodów płaci alimenty. Uważam, że nie tylko mam prawo to wiedzieć, ale że jak najlepsza znajomość polityka, któremu powierzone zostały losy mojego kraju, mojej ojczyzny, moich najbliższych i mnie samego jest moim obywatelskim obowiązkiem. Wydaje się więc, że tym bardziej księdza (a za czym idzie i wiernych) powinno interesować także to, czy Jarosław Kaczyński jest Jarosławą. Czy współżyje z mężczyzną, czy w myślach, w uczynkach i zaniedbaniu(?). Grzech sodomii, jak wiemy, nie przypadkiem jest ujęty w Piśmie, a podkopywanie roli rodziny sodomickim wirusem, sprowadza na nią rozkład i gnicie. Niejedna heteroseksualna para rozwiodła się, bo gej za ścianą zmienił partnera albo wziął ślub w Las Vegas.
Ale nie tylko względy obyczajowo-moralno-obywatelskie skłaniają do postawienia takiego pytania. Jak trafnie zauważa poseł Palikot – w grę może też wchodzić szantaż obcych służb specjalnych. Nie raz, nie dwa, publicyści prawicowi przekonywali, że donosiciel SB może być dziś (bo przecież, na Boga, nie za komuny) szantażowany. Więc trzeba teczki ujawnić. Pora więc chyba ujawnić i preferencje. To jest bowiem dopiero materiał do szantażu. Pewien rosyjski prokurator się nawet o tym naocznie przekonał. A przecież Rosja ma nas zaatakować (agenturą atakuje od czasów Iwana IV). I piszę te słowa z absolutną troską, bo po tym jak Maciej Rybiński, porównał dziś anonimowych blogerów do Tajnych Współpracowników (ukryci za kryptonimami, jak nie przymierzając TW), to ja – anonimowy bloger, przecież też mogą być szantażowany.


Komentarze
Pokaż komentarze (50)