Gdy patrzyłem jak o budżecie państwa rozprawia marszałek Putra (z zawodu tokarz) to pomyślałem sobie, że to chyba ma być ta nowa wizerunkowa jakość, o której się tyle ostatnio mówiło. Widać jak wiele z podpowiedzi tzw. dusz zatroskanych, skorzystał Pan prezes Kaczyński. A swoją drogą ciekawa sprawa, Adam Bielan mówi o kobietach ocieplających wizerunek, kongres PiS ma być wielką medialną fetą, a wyborcy PiSu wreszcie przyznali rację Gazecie Wyborczej, co do oceny premierostwa Marcinkiewicza. Można by więc powiedzieć, że Prawo i Sprawiedliwość tradycyjnie (te spoty z bezą), skupia się na public relations, ale przecież wiadomo, że na „pi –erze” to skupia się Tusk. A prezes Kaczyński dba po prostu o swój wizerunek. Chyba mu wolno?
Ale wracając do marszałka Putry. W programie Moniki Olejnik, mówił Pan marszałek, że rząd powinien zwiększać deficyt budżetowy i bynajmniej nie przez obniżkę podatków, ale przez wzrost wydatków. Ciekawe co na to zwolennicy wolnego rynku, których jak wiemy w szeregach partii marszałka Putry jest cała masa, a nawet więcej? Ale oprócz tego, że rząd ma wydawać, ma też zdaniem Pan Krzysztofa oszczędzać. Wydawanie przez oszczędzanie, tudzież oszczędzanie przez wydawanie, jest dosyć nowatorskie, ale w sumie, dlaczego by nie. W końcu politycy są do rozwiązywania problemów. Parę godzin później, tym razem w programie Tomasza Lisa, Pan marszałek mówił do Pani Hanny Gronkiewicz Waltz, to wyście uchwalili poprzedni budżet. I ma rację. Pierwsze czytanie ustawy budżetowej na rok 2008 obyło się bowiem dnia 24 listopada 2007. A Pan Jacek Rostowski z PO był ministrem finansów już od przeszło tygodnia (konkretnie od 8 dni). To ponad tydzień, jasne jest że Platforma mogła przez ten czas zmienić budżet, a nawet dokonać reformy (no reforemki) finansów publicznych. Mogła też głosowanie przełożyć, w końcu na uchwalenie budżetu ma aż 4 miesiące. Podobna sytuacja miała miejsce w pamiętnym roku 2005, gdy premier wybrany przez Panów Kaczyńskich przedstawiał budżet SLD. Żeby nie być gołosłowny przytoczę słowapremiera Marcinkiewicza (wówczas jeszcze fachowca i menadżera): Nie jest to jeszcze nasz budżet, jest to ustawa, która została zmieniona. Niemniej jednak nie była tworzona od samego początku w taki sposób, w jaki będzie tworzony budżet następny.
Rzecz jasna, mam tę świadomość, że to co powyższe to tylko próbka marszałka Putry. Lada moment, tuż po puszczeniu jakiś niepr-owych spotów, dowiem się że za czasów rządów Pana marszałka powstały miliony miejsc pracy. I słusznie, ale nie tylko miliony i nie tylko miejsc pracy. Papież był wtedy przecież w Auschwitz (po co?), Barcelona wygrała Ligę Mistrzów, a Michał Karnowski pisał reportaże z Poronina. Wiele się działo, ale tak to bywa za rządów dobrego gospodarza. Zastanawiam się tylko skąd się wzięły te miliony miejsc pracy, bo przecież ilu może być nowych członków Prawa i Sprawiedliwości? Czy chodzi o obniżenie podatków? Chyba nie, wszak obniżka dotyczyć miała roku 2009. A może o autostrady? Też chyba nie, minister Polaczek przez dwa lata podpisał 2 razy mniej umów niż min. Grad przez pół roku. A może unijne fundusze? Znów pudło, min. Gęsicka w roku 2007 nie podpisała żadnej umowy ramach narodowego planu rozwoju. Rad bym się dowiedzieć, bo premier Tusk jak kania dżdżu potrzebuje dobrych pomysłów. Posłanka Radziszewska i Kluzik- Rostowska proponują mu by z kryzysem walczyć przez rodzenie dzieci. Dobry to pomysł, w razie problemów ciężarne matki pójdą na lekarskie zwolnienia i ZUS będzie płacił. ZUS zawsze musi płacić. W ramach koalicji za marszałka Putrę robi za to poseł Kłopotek, który aż tak się o gospodarkę (nomen omen) kłopotał, że za Waldemarem Pawlakiem proponował, aby pieniądze z budżetu rozdać konsumentom. To dobre, a nawet bardzo dobre rozwiązanie, tyle że skoro te pieniądze rozdane konsumentom, najpierw są tym konsumentom zabierane, to może po prostu zrezygnować z owego zabierania. A konsumenci będą mieli gotówkę w kieszeni. Świetne to wszystko rady, nawet bardzo świetne, ale jeszcze nie wybitne. Wybitna to jest tuskowa ustawa, w której Pan premier zamierza przyznać pracownikom pomocy socjalnej prawo do tymczasowego odebrania dzieci, choć przecież w stanie wyższej konieczności, każdy z nas może je odebrać samemu.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)