W dzisiejszym Toku Jan Marek Nowakowski przypomniał jak reformowano polskie służby i że na efekty tych reform narzekali sami polscy żołnierze, w tym również ci z Nghar Khel. Zanim jednak czytelnicy zakrzykną, że Nowakowski to zły szpieg, w odróżnieniu od dobrego współpracowania Pawła Kowala, warto podnieść kwestię reformy wojskowych służb specjalnych. Bo to właśnie te służby odpowiedzialne są za odzyskiwanie porwanych Polaków, z czego zdają sobie sprawę wszyscy ci, którzy powołują się na autorytet Romana Polko. Co rzecz jasna, nie przeszkadza im wieszać psów na … ministrze sprawa zagranicznych (z logiką u nich nie trafisz). Tak więc gdy wytykano, że Macierewicz wprowadza do służb harcerzy i to zaledwie po kilkutygodniowym szkoleniu, zbywano to śmiechem, że lepszy taki harcerz niż skorumpowany funkcjonariusz kręcący swoje lody na boku. Z punktu widzenia wierności państwu polskiemu, może to i dobrze. Sęk w tym, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane, a nawet największy patriota od swego patriotyzmu profesjonalnej wiedzy (i znajomości) nie zaczerpnie. Tym samym służby specjalne, które miały za zadanie odzyskać Polaka, to nie były już te komunistyczne służby ze świetnymi kontaktami na Bliskim Wschodzie (Gromosław Czempiński), ale służby nowe, już po „antkowych” reformach.
Nie piszę tego, żeby wektor podejrzeń skierować akurat na Kaczyńskich (już widzę tę ślinę oburzenia), ale żeby wyznawcom teorii, że zawiniło Państwo, uzmysłowić nieco szerszą perspektywę. Rzecz jasna reforma WSI była potrzebna, kompromis z 89 r. zakładał, że nie można wyrzucić wszystkich, bo opozycja nie ma pojęcia o niektórych dziedzinach obronności, i tymczasowo trzeba polegać na starych, zweryfikowanych kadrach. Tyle że dla kolejnych rządzących, zwłaszcza dla postkomunistów ów stan tymczasowy miał być permanentny, wiadomo, najtrwalsza jest prowizorka. Próba zmiany w wykonaniu PiS była tyle gwałtowna, co niebezpieczna, i w efekcie naszych chronić i odbijać mają młode wilczki. Wilczki zupełnie bez doświadczenia. Co ciekawe gdyby na serio brać dogmat, że rząd Tuska jest tylko skupiony na PR-erze, dość oczywiste by było, że musiał robić wszystko, by Polaka do Polski sprowadzić. Zdjęcia uśmiechniętego Tuska z uwolnionym geologiem, obiegły by wszystkie media, a ten złapał by wiele punktów w sondażu. Stąd podtrzymując ów dogmat, logicznie rzec biorąc braku chęci Tuskowi zarzucać nie można. Co najwyżej nieudolność. W dłuższej perspektywie czasowej odpowiedzialność Państwa, nie tyle w sprawie tego porwania, co w ogóle działalności antyterrorystycznej, niejako chronologicznie sprowadza się do: braku reform służb specjalnych, uwikłaniu się w wojskową awanturę na Wschodzie, paranoicznej reformy, i last but not least nieudolnej próbie odzyskania Polaka.
Tyle o odpowiedzialności Państwa. Sęk w tym, że Biesłan, obcięte głowy dziennikarzy z USA i innych paru krajów, atak na WTC, czy porwania w Czeczenii, wskazują że walka z terroryzmem w skali mikro skazana jest na porażkę. Skoro Amerykanie nie potrafią złapać Bin Ladena, to niekoniecznie naszym uda się złapać parunastu terrorystów. Patrząc na wielki come back idei Państwa, gdzie nawet wolnorynkowy domagają się od Państwa interwencji, wydaje się że to właśnie owi wolnorynkowcy stawiają temu Państwu największe wymagania. O ile współczesna lewica, (czytaj socjaldemokracja), już dawno zrezygnowała z robienia wszystkim dobrze, i skupia się na państwowej pomocy najbardziej poszkodowanym (stąd odpuszcza sobie np. przedsiębiorców) o tyle wolnorynkowy rozpatrują Państwo nadal w kategoriach komunistycznych. Czyli zakładają, że Państwo ma wedle lewicy robić wszystko, a gdy czegokolwiek nie zrobi wytykają to palcami, głośno się śmiejąc. Co, rzecz jasna, nie przeszkadza im prosić Państwa o interwencjonizm. Z tego kwiku wychyla się tylko sekta libertatian, ci w ogóle nie chcą Państwa, a pytani co w zamian, mówią że oni projektowaniem świata się nie zajmują. Zupełnie jak ten baca, co piłował gałąź na której siedział.
W myśl tych około komunistycznych resentymentów już nie tylko odzyskiwanie porwanych Polaków za granicami kraju, ale wręcz likwidacja (podkreślam likwidacja, nie minimalizacja) terroryzmu, ma być kolejnym workiem wrzuconym na barki Państwa. Państwa którym się wszyscy brzydzimy, ale do którego zawsze się zwracamy w największej potrzebie.
PS Sakiewicz oburzył się na Gadomskiego, że ten napisał „Piotr Semka, którego oblicze kojarzy się z wieloma rzeczami, ale na pewno nie z kryzysem”. Czy może mi ktoś wytłumaczyć o co chodzi, bo po tym jak elektorat chrzcił Ćwiąkalskiego mianem ospiarza, myślałem, że chyba już można.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)