Jako zwolennik jakości życia (jak fatalnie to brzmi) nie do końca rozumiałem czemu ojciec Eulany chciał ją zabić. Pochwalam zarówno eutanazję czynną, jak i bierną, ale pod warunkiem, że jakość życia ulegnie takiemu pogorszeniu, że niemogący przerwać swego życia pacjent, sam poprosi o śmierć. Protesty przeciwników kompletnie mnie nie ruszają. Nigdy mnie nie ruszały, tak jak nie ruszały mnie religijne zakazy. Zmieni się kapłan, coś mu się nagle odwidzi i zacznie głosić coś zupełnie innego. Patrzę na przeciwników eutanazji jak na zwolenników niewolnictwa - to moje życie i moja umowa z tymi, którzy odważą się mi je odebrać (rodzina, lekarze, przyjaciele, dobrzy ludzie). Odejdźcie w pokoju, nic od was nie chce. Na szczęście jest Szwajcaria, zawsze będzie można odejść w spokoju, bez jazgotów nad głową.
Pochwalam eutanazję pod warunkiem, że pacjent sam zapragnie śmierci. Czy Eulana pragnęła? Ojciec mówi, że tak i dlatego chce wykonać jej wolę. Warzecha pisze dziś u siebie, że taka wola jest bez sensu, bo dziś Eulana mogła by zmienić zdanie. To fakt, ale na takich samych zasadach, każda jedna decyzja, co do twojej przyszłości może być podważona. Bo przecież dziś mówisz, że nie chcesz podatków, a jutro możesz zmienić zdanie. Ludzie decydować mogą tylko o przyszłości (teraźniejszość to stawanie się, a przeszłość już się stała). Dlatego podważenie woli Eulany, tylko dlatego, że mogła dziś zmienić zdanie, jest podważeniem idei wolnej woli w ogóle.
Nie rozumiałem czemu ludzie decydują się na testamenty życia i odłączenie od uporczywej terapii w przypadku gdy nie będą mieć świadomości. Przecież gdy nie mają świadomości niczego nie czują, więc to czy ich odłączą czy nie, nie ma znaczenia. Jak ktoś chce niech się nimi opiekuje. Są przecież tylko rośliną, sztucznie podtrzymywaną przy życiu, jak komórki skóry, paznokcie rosnące jeszcze po śmierci – skóra w laboratorium odpowiednio stymulowana, nadal pewnie by rosła. Jeżeli troszczą się o trudy rodziców, niech zostawią im podjęcie decyzji.
Nie rozumiałem decyzji tych co decydują się na testament życia na wypadek braku świadomości. Ale co gdy świadomość będą jednak mieli. Perspektywa życia w zamkniętej skorupie, bez czucia, ale ze sprawnym umysłem, w sztucznie podtrzymywanym ludzkim odwłoku, jest nie do zniesienia. Tak jak nie do zniesienia może być myśl o okresie po wybudzeniu. Nie rozumiałem do końca ojca Eulany, który ją zabił, bo ona sama sobie tego życzyła. Szacunek do wolnej woli, osoby która jest nieświadoma, tego co się z nią dzieje, aż tak do mnie nie przemawia. W tym przypadku wolnej woli Eulany nie należy podważać, ale można jej po prostu nie spełnić. Nie rozumiałem jej ojca, ale zrozumiałbym, że ją zabił, bo się bał, że ona jest wszystkiego świadoma. I że cierpi, a bojąc się tego cierpienia z cała powagą oznajmiła ojcu, że lepiej aby ją zabił, niż miała się tak męczyć. Tak, w takim przypadku go rozumiem i uważam, że okazał się bohaterem.
Powinienem również podpisać kwit, żeby mnie odłączyli. Gdybym był nieświadomy to wszystko jedno, gdybym nie był, to zaczęłaby się prawdziwa tragedia. Sęk w tym, że podejmując taką decyzję musiałbym zaufać lekarzowi, który rzeczywiście orzeknie, iż nie ma innego wyjścia. A akurat polskim lekarzom, zaufać w aż tak poważnej sprawie jest bardzo trudno. Choć przecież ufać im trzeba gdy leczą nas i naszych najbliższych.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)