Zdjęli System 09. I teraz czekam na wypowiedź Azraela, Galopka, ISZBINA którzy mi to logicznie wytłumaczą– zaskowytał kolega Wołodźko, który na lewicy jest odpowiednikiem Wołka u Żakowskiego. Czyli, parafrazując Wildsteina, mówi to samo co prawica, tyle że
z pozycji lewicowych.
Zdjęli System 09 i teraz czeka Wołodźko na wypowiedź Galopka (czyli chyba mnie), który mu to logicznie wytłumaczy. No więc spróbuję, choć nie wiem czy będzie logicznie.
A więc wolność słowa oznacza wolność słowa, a nie nakaz puszczania słowa w telewizji. Puszczanie słowa jest też wolne, i można je sobie puszczać lub nie. Taka to jest właśnie ta cholerna wolność. Słowo można puszczać w telewizji publicznej lub prywatnej. W telewizji prywatnej wolny właściciel może słowo puszczać wedle swojego widzi mi się, może słowa nie puszczać, może nawet wywalić kogoś ze studia (i to bez płaszcza). Najwyżej zapłaci odszkodowanie lub zbankrutuje. Chyba, że jest współwłaścicielem, wtedy musi się liczyć z drugim współwłaścicielem i się z nim dogadywać. Ale współwłaściciele mogą przyjąć zasady, wedle których podejmują decyzję. I potem decydować czy słowo puszczać czy nie. Tak jest w telewizji prywatnej.
W telewizji publicznej jest inaczej. Telewizja publiczna to własność publiczna, a więc własność wszystkich. Ci wszyscy mogą iść do wyborów i wybrać spośród siebie takiego, który będzie puszczał, to co chcą ci co go wybrali. Albo ustanowi, że puszczać ma się to co jest misją publiczną. Tych wszystkich reprezentuje potem cała drabina reprezentantów i oni maja odczytywać jakie słowo, chcą ci wszyscy albo co to jest owa misja. Ale nikt nie wie co to jest misja. Czy wywalenie Romka Kurkiewicz przez Wildsteina Bronka, to misja czy odczytywanie tego co chcą wszyscy, albo ci, co na tych co Bronka wybrali, głosowali? Zresztą wszyscy ciągle się kłócą, jedni chcą słowo Boże, inni słowo o Kaczyńskich (w sumie to samo), a jeszcze inni słowo o Systemie 09. Ja np. chce słowo o Głowackim, a Kłopotowski słowo o matce Głowackiego. No więc jest spór, bo nie wszyscy chcą tego samego. I teraz ci, co decydują, dają słowo o Głowackim, ale już nie o Głowackiego matce, bo tych co, chcą programy o Głowackiego matce, babce, psie i różnych innych rzeczach jest więcej niż doba ma godzin. I to jest wolność w telewizji publicznej, że ktoś odczyta, co to jest misja, albo że to, co chce premier Schetyna, jest ważniejsze niż to, co chce doktorant Wołodźko.
Mam więc dobrą radę dla kolegi Wołodźko. Jeśli chce wolności słowa, to niech ustanowi taki porządek prawny, że nakaże się puszczać filmy, które się będą podobać Wołodźko. I wtedy będzie wolność. Wolność nieoglądania telewizji.
PS Powyższy post pisałem z pozycji prawicowych czyli poglądów, w myśl których ojciec Tadeusz może nie dawać gejowskich filmów, bo to nie media publiczne, a Ojciec Bronek bo to nie jest publiczna misja. Lewica natomiast zakłada, że własność może być ograniczona, stąd właściciel baru, nie może wyrzucać ze swojego baru gejów za to, że są gejami. Tyle tylko, że tak myśli lewica, więc o co chodzi koledze Wołodźko i jego przyjaciołom z prawicy, doprawdy nie ma pojęcia? Ale wyjaśniania nigdy za wiele.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)