Przedwczoraj nieoceniona Maryla nazwała mnie Elą z Grójca, klonem co ma spadać na drzewo (triaurus?) i tchórzem chowającym się za Nickami. Na blogu Orlińskiego gospodarz, chyba całkiem serio, stwierdził, że jestem w tłumie Korwin-Mikków, którzy lubią dowodzić, że prawicą jestem tylko ja, a reszta to różnej maści socjaliści. Wreszcie wyrus fakt, że sparafrazowałem jego tekst nie podając jego linka, nazwał złodziejstwem. Cóż, tak to bywa gdy się stosuje prościutkie chwyty stylistyczne licząc na inteligencję czytelników. Ale czego ja biedny i poobijany, karzeł słomiany, się mogłem spodziewać. Od paru dobrych dni próbuje wydusić od libertarian odpowiedź na pytanie czy urzędnik powinien móc ingerować we władzę rodzicielską poprzez zakazywanie gwałcenia dzieci (casus Fritza) i wciąż nie mogę doczekać się odpowiedzi. Owszem, przyłażą, próbują zabójczo przywalić (Andrzej – Łódź przywala nawet przy śniadaniu), ale odpowiedzi nie dają. Jeden się tylko z konkretną odpowiedzią pojawił, ale, zdaje się, że nie libertarianin, tylko wolnościowiec, i to wolnościoweic, co popiera monarchię w imię wolności osobistej. Jak bowiem powszechnie wiadomo istotą monarchii jest zapewnianie wolności osobistej i niestosowanie przymusu, np. podatkowego (tzw. matkoteresizm)
Nie ma co jednak narzekać, mogę być Ewą, Korwinem (niepełnosprawni, raus), a nawet dla niektórych parafrazowym złodziejem, przynajmniej coś się dzieje, lepsze to niż czytanie jak się na salonie liżą po mosznie (mlask, mlask). Na salonie zaś emocje lubię w szczególności, zwłaszcza że, jak powiedział kolega Rybitzki, jestem na portalu skupiającym elitę blogerów. I choć nie wiem czy ta elita jest w stanie wywrócić świat do góry nogami, jak chce Eryk Misiewicz, to wiem, że ma ona nie małą siłę rażenia. Wszyscy pamiętamy jak Jacek Jarecki założył radio, a Artur Nicpoń wydał książkę, z najlepszymi wpisami z salonu, żeby załatwić Sierakowskiego. Gdzie jest dziś Sierakowski, trudno powiedzieć, ale chyba po tym jak go Nicpoń zarzucił setkami książek, przez ruski rok, spod tej stery papieru, się nie wygrzebie.
Cóż więc, oprócz wydawanych książek, można jeszcze przeczytać u elitarnych blogerów? Można na przykład poczytać jak blogerka 1 muad nawołuje do skierowania do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwie działania na szkodę spółki TVP. Przestępstwa polegającego na tym, że Farfał jako prezes TVP rozwiązuję kontrakty z dziennikarzami, co przecież może skutkować sądowymi odszkodowaniami. Ta dość oryginalna, by nie rzec, elitarna interpretacja, prowadzi do prostej konstatacji, że żaden prezes żadnej spółki nie może wypowiedzieć umowy pracownikowi, bo przecież każdy z tych pracowników może w sądzie dochodzić odszkodowania… A gdy już dość naczytamy się o awanturze w mediach i zawiadomieniach blogerki muad, zawsze można sięgnąć po inne intelektualne frykasy. Na przykład u Lubelskiego Jakuba.
Wstrzemieźliwość i wierność (seksualna – dopisek mój) to bardziej jedzenie sztućcami, bez pośpiechu, przy stole ze świecami i pięknym obrusem – rzekł dziś Jakub Lubelski, tylko w jaki sposób chce on jeść sztućcami, niechby i na obrusie, skoro ma być wstrzemieźliwy? Chyba raczej chodzi o to, że z postawionym (na sztorc?) widelcem, czeka się aż podadzą do stołu. Może być nawet i kuper, udko, ozorek, byle jednak w końcu podali. W przeciwnym razie wstrzemięźliwość oznaczałaby, że po prostu można z kobietą to robić, byle elegancko, przy obrusie, umyć się przed tym umyć i poczytać Leśmiana (Lesmana, głąby!)
Kolega Futrzak z kolei stwierdził, że niepatriotyczne jest nakłanianie do czegoś suwerena, co zilustrował przykładem zagranicznego finansowania opozycji za komuny, wpływających na suwerena… tj. partię. Zdaniem Futrzaka było to nie w porządku, z czym jednak nie do końca się mogę zgodzić. W mej ocenie była to po prostu zbrodnia, tyle się mówiło o nowej Norymberdze, więc może pora rozliczyć w końcu te dolary Solidarności. A jak już rozliczanie Solidarności, to na myśl przychodzi inny, elitarny bloger (bo przecie nie polityk) – Pan Adam Wielmoski. Choćby i dziś nam dorzuca do pieca w naszym portalu skupiającym ową elitę blogerów. Pisze bowiem o domaganiu się przez dwóch gejów przeprosin przez prezydenta:
W odróżnieniu od większości komentatorów nie uważam podkładu graficznego pod tamto słynne przemówienie Prezydenta RP za żenujące czy za niewłaściwe. Nie mam bowiem żadnych wątpliwości, że integracja europejska integralnie wiąże się ze sprawami „gejowskiej rewolucji”, gdyż Unia Europejska – za pomocą swojego ustawodawstwa – narzuca nam pewne obce nam cywilizacyjnie i religijnie standardy dotyczące obyczajowości.
Niestety rzeczywistość okazała się, to nie Unia, tylko polskie prawo zakazuje wykorzystywać wizerunku danej osoby bez jej zgody (zupełnie odwrotnie niż przy parafrazie). Oczywiście można by wstawić facjatę znajomych, rodziny Wielomskiego do reklamy gejowskich portali, tylko mam dziwne wrażenie, że wówczas Pan Adam o roszczeniach w sprawie ochrony wizerunku bardzo szybko by sobie przypomniał.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)