Chcącemu nie dzieje się krzywda – takie credo mogłoby chyba, bez większych protestów, być uznane za pewien fundament myślenia prawicowego i wyróżnika, który owe myślenie odróżnia od myślenia lewicowego. A więc myślenia, gdzie lewacki śmondak uzurpuje sobie wiedzieć lepiej od tego, kogo rzekoma krzywda ma przecież dotyczyć.
Chcącemu nie dzieje się krzywda - mamy więc dwa elementy: wolę i krzywdę. Jeżeli chodzi o wolę sprawa jest dosyć jasna, aczkolwiek tu należy się mały wtręcik. A mianowicie należy wyłączyć tych, którzy powziąć woli nie potrafią w sposób dostateczny. Czyli 16letnie dzieci pod władzą rodziców i młodych wyborców Platformy Obywatelskiej, powiedzmy tak do 40-tego roku życia. Koniec wtręciku.
Tedy zostaje nam krzywda. I właśnie o krzywdzie pomyślałem, gdy przeczytałem kazanie naszego drogiego Gringo, tj. Wojciecha Cejrowskiego:
U zdrowego mężczyzny pederasta wzbudza obrzydzenie. Ale także obrzydzenie w oczach Boga. A my mamy obowiązek wytykać ich palcami, jeżeli to im uratuje duszę wieczną przed potępieniem
Nie mam do naszego Gringo pretensji. Tak jest Jego wiara i taka jest wiara Jego Kościoła. Zresztą patrząc z punktu wiedzenia osoby wierzącej (a niby z jakiego jeszcze należałoby patrzeć?) trudno nie orzec, że potępienie jest karą najgorszą. Że potępienie jest krzywdą. A że potępieni będą ateiści i z każdej ateistycznej godzinki Pan będzie rozliczał, toteż łatwo dojść do wniosku, że ateiści się krzywdzą. Że wyrządzają sobie niesamowitą (i absolutną) krzywdę, krok po kroku schodząc w ogień piekielny.
Gdy do tego dodamy obowiązek nawracania ateistów i pogan, nie trudno zauważyć, że niby wedle prawicy chcącemu nie dzieje się krzywda, ale nie całkiem. No chyba, że uznamy, iż mówienie ateistom, że wie się od nich lepiej, co jest dla nich krzywdą, uznamy za lewactwo, którym prawdziwy prawicowiec nie powinien sobie głowy zawracać.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)