Od kompromitującej porażki naszych piłkarzy w Mariborze minął już tydzień. Dokładnie w środowy wieczór, kilka minut po godzinie 23.00 Grzegorz Lato, prezes PZPN na oczach całej Polski zwolnił Leo Beenhakkera pokazując przy tym, że swoim poziomem doskonale wpasował się do instytucji, na której stoi czele. Minęło siedem dni od tego momentu, a my nadal nie wiemy kto i kiedy przejmie stery naszej reprezentacji.
Każdy dzień o wspomnianej już "czarnej środy" przynosił kolejne rewelację. To pojawiły się informację o trenerze tymczasowym, który miał zostać przyboczny Laty, Stefan Majewski. To znowu okazało się, że numerem 1 w PZPN jest Paweł Janas. Obecnie na giełdzie nazwisk pojawiają się także te zagraniczne, jak Grant czy Matthaus. Wszystko to jednak odbywa się w sferze spekulacji lub medialnych przypuszczeń. Konkretów jednak brakuje.
Grzegorz Lato zamierza czekać do zgromadzenie PZPN, Antoni Piechniczek pojechał odpocząć do domu, odwiedzić rodzinę. Jerzy Engel zaś na każdym kroku opowiada jak to dobrze jest w polskim futbolu i ile to talentów czeka na to by tylko je wyłowić z bajorka przeciętności.
Do październikowych, notabene ważnych meczów w Pradze i Chorzowie zostało kilkanaście dni. PZPN zmarnowało tydzień, podczas którego śmiało można było przeprowadzić przesłuchania kilku kandydatów. Zobaczyć co Franciszek Smuda, Ryszard Tarasiewicz czy też Paweł Janas mają do zaoferowania reprezentacji. Jeśli faktycznie pojawiła się oferta zagranicznego trenera Lato już dzień później powinien się z nim spotkać i dowiedzieć się jak wygląda jego wizja. W każdej normalnej funkcjonującej firmie pracowano by dzień i noc by wyjść z problemów. Polski Związek Piłki Nożnej wymyka się jednak wszelkim schematom.
Skończy się zapewne na tymczasowym selekcjonerze, którym zapewne (o zgrozo) zostanie Majewski. Pomysł o tyle idiotyczny, co jednak doskonale mieszczący się w tym co wyczynia od dawna piłkarska centrala. Stracimy dwie okazję na ogranie się z mocnymi rywalami tylko przez opieszałe działania PZPN.




Komentarze
Pokaż komentarze