Mówisz Arsene Wenger, myślisz Arsenal Londyn. Od momentu kiedy Francuz przejął stery londyńskich Kanonierów, czyli 28 września 1996 roku, jego nazwisko stało się niemal synonimem klubu. Po blisko 15 latach spędzonych w stolicy Anglii Wenger musi jednak coraz częściej odpierać ataki swoich oponentów.
Obecny sezon będzie dla prowadzonego przez "francuskiego magika" - jak zwykło się mówić o Wengerze - Arsenalu już szóstym z rzędu bez choćby jednego pucharu. Po raz kolejny nie udało się wygrać ligi, nie udało się także w Lidze Mistrzów i Pucharze Anglii. Nawet będący na wyciągnięcie ręki Carling Cup okazał się dla Kanonierów zbyt dużym wyzwaniem. I tak od maja 2005 roku, kiedy to klubową gablotę zasiliło ostatnie trofeum, czyli Puchar Anglii zdobywany jeszcze przez pokolenie Piresa, Vieiry, Bergkampa, Ljungberga czy Henry'ego. Odległe to czasy jak na panujące obecnie w futbolu standardy.
Nic więc dziwnego, że po kolejnej nieudanej kampanii na głowę Wengera spada coraz to więcej gromów. Wydaje za mało. Za bardzo ufa swoim młodym zawodnikom. Jak już kupuje to mało znanych piłkarzy. Nie potrafi poradzić sobie z presją jaka ciąży na zespole i tak dalej i tak dalej. Argumentów przeciwko menedżerowi Arsenalu z roku na rok przybywa i nie inaczej będzie po tym sezonie. Sam zainteresowany odpiera ataki, jednak rysa na jego pomnikowym wręcz wizerunku wydaje się być coraz większa.
Uprzedzam jednak fakty. Pomysł o zwolnieniu Wengera lansowany przez jego największych krytyków kompletnie do mnie nie trafia. Dlaczego? Z bardzo prostych przyczyn. Po pierwsze nie widzę na moment obecny innego szkoleniowca o takiej wiedzy, renomie i umiejętnościach, który mógłby poprowadzić Arsenal. Kogoś kto tak jak Wenger zna specyfikę tego klubu. Po drugie Francuz to znakomity szkoleniowiec spod którego ręki wyszło już wielu świetnych zawodników. W tym momencie musi się jednak pojawić to "ale", na które wszyscy czekali.
Te same błędy
Po zachowaniu Wengera w ostatnich latach wynika dość jasny (przynajmniej dla mnie) wniosek, że przestał on się uczyć. Każdy, nawet najlepszy szkoleniowiec musi stale iść do przodu i się rozwijać. Wenger chyba o tym zapomniał bo niemal co roku kopiuje te same błędy i tłumaczy je tymi samymi, powtarzanymi z uporem maniaka wymówkami. Jest to zdecydowanie najpoważniejszy zarzut jaki można postawić francuskiemu menedżerowi, jednak nie jedyny.
Drugi to oczywiście polityka transferowa. Kiedy w 2006 roku Arsenal przeprowadzał się na Emirates Stadium Wenger wykoncypował sobie plan, który miał polegać na stawianiu na młodych i uzdolnionych. Plan, w którym było jasno zapisane - kupujemy tanio, sprzedajemy drogo i zyskiem. Jak postanowił tak zrobił i przez lata sytuacja klubu pod względem czysto finansowym bardzo się poprawiła. Co więcej, sam Arsenal nie stracił także tak charakterystycznego dla siebie efektownego stylu gry. Wydawać by się mogło, że koncept Wengera był więc niemal mistrzowski. Niestety.
Kolejnej szansy nie będzie?
Kolejne sezony bez pucharów pokazały, że plan miał swoje luki i tylko od Wengera będzie zależało czy podczas nadchodzącego lata wysili się na odpowiednie refleksję. Wszystkie środki potrzebne do przywrócenia Kanonierom blasku należnemu temu klubowi Francuz będzie miał w swoich rękach. Pieniądze na transfery, pełną niezależność i spokój pracy pod rządami nowego właściciela, Stana Kroenke. Co z tym zrobi? Czas pokaże. Kibice Arsenalu mogą zaś raz jeszcze powtórzyć z wiarą "In Arsene We Trust" i patrzeć z niepewnością w kolejny sezon.




Komentarze
Pokaż komentarze