8 lutego 2010
Twardy materiał jest dla śledczych niedostępny

Z posłem Zbigniewem Wassermannem (PiS), członkiem sejmowej komisji śledczej do spraw zbadania afery hazardowej, rozmawia Paweł Tunia
Jakie rozbieżności między zeznaniami polityków Platformy Obywatelskiej a tymi składanymi przez byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego wyłaniają się z dotychczasowych przesłuchań?
- Zasadnicze rozbieżności występują między wersją pana premiera Donalda Tuska i pana Kamińskiego. Te wersje - uzupełniane o zeznania Jacka Cichockiego, sekretarza Kolegium ds. Służb Specjalnych - różnią się też od pozostałych. Należy je doprecyzować. Uważam, że trzeba ponownie przesłuchać i pana Kamińskiego, i pana Cichockiego na zamkniętych posiedzeniach, aby wyłowić te sprzeczności, co wymaga spokojnej analizy.
Komisja przeprowadzi konfrontacje?
- Co do konfrontacji premier Donald Tusk - Mariusz Kamiński to z wyjątkiem pana przewodniczącego Mirosława Sekuły chyba nikt nie ma wątpliwości, że powinna ona zostać przeprowadzona. Co do innych konfrontacji, wszystko zależy od wagi wydarzeń.
Według zeznań prokuratorskich Ryszarda Sobiesiaka, biznesmena z branży hazardowej, do których miała dotrzeć "Rzeczpospolita", to Marcin Rosół, były szef gabinetu ministra sportu Mirosława Drzewieckiego, mógł być źródłem przecieku o akcji CBA.
- Wpisuje się to dokładnie w wersję Mariusza Kamińskiego, dość precyzyjnie przez niego uwiarygodnioną. W tym kierunku ja prowadziłem przesłuchania wicepremiera Grzegorza Schetyny i premiera Tuska oraz ministra Mirosława Drzewieckiego. Chodzi o spotkanie 19 sierpnia ub.r., na które Drzewiecki został zaproszony przez premiera, wiedząc, w jakiej sprawie, a zatem wiedząc, że chodzi o kwestię dopłat. Czyli z góry dostał sygnał, że coś niepokojącego dzieje się w sprawie, w której on się dogadywał z Ryszardem Sobiesiakiem i Janem Koskiem. Sytuacja, kiedy to później premier zaprasza na rozmowę i Schetynę, i Drzewieckiego, a Drzewiecki u siebie w biurze w ministerstwie robi alarm i każe przygotować dokumenty w związku z rozmową u pana premiera, a w tych przygotowaniach bierze udział Rosół - świadczy o dużym prawdopodobieństwie zaistnienia właśnie wówczas przecieku. Potwierdzałoby to tezę, że ta wersja [z Rosołem - przyp. red.] jest bardzo prawdopodobna, a kto wie, czy na dzisiaj nie najbardziej prawdopodobna.
Sprzeczności w zeznaniach między politykami PO a Sobiesiakiem dotyczą nawet trwania ich znajomości. Sobiesiak miał powiedzieć, że zna Drzewieckiego i Schetynę od 20 lat, a Schetyna mówił przed komisją, że zna Sobiesiaka od 2003 roku. Drzewiecki zeznał natomiast, że poznał Sobiesiaka dziesięć lat temu.
- Myślę, że gdybyśmy dzisiaj porównali zeznania tych panów, to znaleźlibyśmy sporo tego typu sprzeczności, ale szaleńczo prowadzone prace komisji nam to uniemożliwiają. Po każdym dniu przesłuchania powinniśmy mieć możliwość otrzymać co najmniej jeden dzień na przeanalizowanie nowych materiałów czy zapoznanie się ze starymi. Wtedy mógłbym spokojnie porównać treść zeznań tych świadków. Wówczas niepotrzebny mi jest artykuł w gazecie w celu wykazania, że ich zeznania różnią się w wielu miejscach.
Różnice w zeznaniach są istotne, bo taka sytuacja to powód do myślenia, że mamy do czynienia z zeznaniami nieprawdziwymi i ktoś kłamie, jeśli o tym samym fakcie mówi inaczej. Tyle tylko, że przewodniczący Sekuła tak prowadzi komisję, iż nie ma szans na to, aby zapoznać się z aktami prokuratorskimi, bo albo mamy czas w sobotę i niedzielę, a wtedy jesteśmy w domu, a nie w Warszawie, albo też w ciągu tygodnia pracujemy w Sejmie od 9.00 do 21.00, a nie możemy tych materiałów ani wynieść z komisji, ani skopiować, bo nie wolno tego zrobić. Jesteśmy sparaliżowani i w wielu wypadkach nasze przesłuchania to są przesłuchania-farsy polegające na zadawaniu pytań: "Co pan wie w tej sprawie...?" albo "Co pan powiedział dziennikarzowi...?", a twardy materiał jest dla nas w ogóle niedostępny. To jest dramat prac tej komisji.
W czwartek przed komisją ma się stawić Ryszard Sobiesiak, bardzo ważny świadek. O co będzie pytany?
- Istnieje ogromna liczba wydarzeń, co do których powinny paść pytania. Widać, że te dotychczasowe relacje są niespójne i w pewnej części nieprawdziwe - musimy właśnie wyjaśnić, w jakiej. Myślę, że po przesłuchaniu Sobiesiaka będziemy mogli porównać jego zeznania z tymi, które złożył wcześniej Drzewiecki.
Komisja będzie miała czas na takie analizy?
- Premier Tusk publicznie się do tego zobowiązał, w momencie kiedy zaczął się chwalić, że w pełni robi wszystko, aby wyjaśnić aferę. Powiedziałem mu, co robi przewodniczący komisji, co robią inni, żeby storpedować tę możliwość. Widziałem - a chyba nie udawał - że okazał ogromne zaskoczenie tą sytuacją i na moje nalegania publicznie się zobowiązał, że to, co może, to zrobi, aby komisja przestała szaleńczo i wariacko pracować.
Zeznania świadków są pełne?
- Stosunkowo wyczerpująco był przesłuchany premier Tusk, wyczerpująco Mariusz Kamiński i minister Jacek Cichocki, natomiast przesłuchania Mirosława Drzewieckiego, Zbigniewa Chlebowskiego, Adama Szejnfelda i Grzegorza Schetyny to była farsa. Dlatego że nie mieliśmy dostępu do dokumentów, które w dużej części były pod ręką, ale nie mogliśmy z nich korzystać, ponieważ za późno zostały nam udostępnione i na krótki czas. Zeznania układają się w logiczne związki. Wiedza tych ludzi wpływa na możliwość dokonania ustaleń u następnych ważniejszych świadków. Myśmy tej szansy nie mieli. Praca musi wyglądać tak, że dostajemy podpisany przez świadka protokół, który staje się dokumentem i dowodem, i taki dowód możemy porównać z innymi dowodami, stwierdzić ewentualne różnice. Wtedy można dobrać odpowiednie sposoby działania i podjąć decyzję, czy będziemy konfrontować, czy będziemy zawiadamiać prokuraturę o możliwości złożenia fałszywych zeznań.
Dziękuję za rozmowę.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100208&typ=po&id=po16.txt
Jakże sensownie brzmią te słowa. Tak mi się przypomniało o olrzyknietym "pierwszym kłamcom" Kamińskim przy okazji. Podobno na razie kłamstwa mu jeszcze nie udowodniono. A co z konfrontacją?
Nadal czekamy? Nie już chyba raport ogłoszony. Nawet więcej niż jeden ale pozostałe utajnione, żebyśmy przypadkiem prawdy nie poznali. Innej niż tę o którą walczyć polecono.
"myśmy tej szansy nie mieli".





Komentarze
Pokaż komentarze (2)