Gasipies Gasipies
1674
BLOG

"o detonacji, jaka nastąpiła na pokładzie." - przedruk z RM i N

Gasipies Gasipies Polityka Obserwuj notkę 30
Prokuratura zajmuje się produkcją tomów, nie śledztwem
Nasz Dziennik, 2011-01-07

Z Magdaleną Mertą, żoną wiceministra kultury Tomasza Merty, który zginął na pokładzie rządowego tupolewa na Siewiernym, członkiem Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010, rozmawia Paulina Jarosińska

Strona rosyjska zwróciła się z wnioskiem prawnym o przesłuchanie rodzin na okoliczność posiadania przedmiotów znalezionych na terenie lotniska Siewiernyj. Czy one już się rozpoczęły?

- Przesłuchania już trwają. Ja jeszcze nie zeznawałam, ale otrzymałam w tej sprawie telefoniczne zaproszenie.

Jak Pani ocenia wartość tego wniosku w kontekście całego śledztwa?

- Moim zdaniem, jest to dalszy ciąg pozorowania działań zarówno przez stronę rosyjską, jak i polską. Należy pamiętać, że z niepilnowanej jakkolwiek sterty szczątków samolotu każdy, kto tylko chciał, mógł zabrać dowolną liczbę fragmentów maszyny. Rosjanom absolutnie nie zależało na tym, aby te szczątki były zabezpieczone czy pilnowane. Procedura jest taka: każdy, kto zabrał jakąś cząstkę samolotu z miejsca katastrofy, zostanie wezwany do wydania dowodu rzeczowego. Polska prokuratura przekaże następnie te przedmioty rosyjskiej, która z powrotem "rzuci" je na tę samą stertę, z której zostały one zabrane. Nie służy to śledztwu, a jest to po prostu wdrażanie takiej procedury, która ma stwarzać pozory, że coś się w sprawie Smoleńska dzieje. Druga sprawa: służy to wyłącznie produkcji kolejnych bezużytecznych tomów akt. Najpierw polska prokuratura przesłucha kolejne osoby, które od kwietnia peregrynowały do Smoleńska, potem będzie szczycić się tym, ile osób wystąpiło w charakterze świadków, choć pewnie większość z nich powie to samo. Setki stron z tych przesłuchań trafią w ręce Rosji i polska prokuratura przedstawi to jako swój sukces. Nie będzie miało to ostatecznie żadnego znaczenia dla śledztwa, to działania bezsensowne. Gdyby Rosjanie chcieli odpytać wszystkich, którzy byli na miejscu katastrofy, to musieliby przesłuchać wszystkich mieszkańców Smoleńska. Na jednej ze stron internetowych jest takie zdjęcie, jak odpędza się mnie z miejsca katastrofy i jednocześnie pozwala się szwendać po tym terenie jakiejś Rosjance. Cała ta sprawa z przesłuchaniami na okoliczność posiadania przez nas rzeczy znalezionych na Siewiernym zasługuje na wyśmianie. To są pozory śledztwa.

Co z osobistymi rzeczami ofiar?

- Zostały przekazane żandarmerii w Mińsku.

Jakie, według Pani, działania powinna podjąć w trybie natychmiastowym polska prokuratura, a co byłoby kluczowe dla całego śledztwa?

- Niewiele spośród stron akt śledztwa ma wartość dla całego postępowania. Ogromna część z nich to multiplikowane wątki, jak np. lista pasażerów, która przewija się kilka razy. Tym, co powinno być od razu zrobione, w trybie natychmiastowym, a nie po prawie roku od katastrofy, jest przede wszystkim dokładne przebadanie wraku samolotu - wszystkich szczątków, od najmniejszego, tak jak miało to miejsce po katastrofie w Lockerbie. Poza tym dokładne przebadanie terenu - taką mapę miejsca udało się narysować polskim archeologom i to również po wielu miesiącach trudów z tym związanych. Przecież wiele przedmiotów, szczątków tam zostało! Zbadanie miejsca zdarzenia, niezwykle precyzyjne, powinno nastąpić przed przesłuchiwaniem harcerzy, którzy tam składali kwiaty.

Była już Pani przesłuchiwana na okoliczność przecieków upowszechnianych przez dziennikarzy "Wprost"?

- Nie zostałam na nie jeszcze zaproszona. Nie wierzę, że ten przeciek wyszedł od rodzin. Podejrzewam, że prokuratura "umówiła się" z dziennikarzem, iż zostanie to zrzucone na rodziny, choć tak naprawdę jest to przeciek z prokuratury, która z kolei paradoksalnie wcale nie wyklucza, że tak jest.

Prezydent Komorowski powiedział niedawno, że przyczyną katastrofy była próba lądowania w nieodpowiednich warunkach, sugerując, iż za tragedię odpowiedzialni są piloci.

- Nie mamy żadnych dowodów na to, że samolot by się nie rozbił, gdyby nie było próby lądowania. Nie możemy tego dziś rozstrzygnąć. Są eksperckie głosy, które mówią o detonacji, jaka nastąpiła na pokładzie. Nie mamy informacji, które świadczyłyby o tym, że lot nie zakończyłby się tragicznie, gdyby nie było próby lądowania. Za decyzję o podejściu do lądowania odpowiada nie załoga, ale ci, którzy fałszowali dane i stworzyli wrażenie, że samolot jest "na kursie i na ścieżce". Piloci zostali oszukani i naprowadzono ich na lądowanie w ogóle nie w osi pasa. To oczywiste, że próba lądowania w lesie może zostać uznana za przyczynę katastrofy, ale należy pamiętać, że załoga wierzyła, iż jest gdzie indziej, że wyląduje. Tak im mówiła wieża, oszukała ich radiolatarnia, mało tego - nie ostrzegł ich pokładowy GPS. W Brukseli jeden z ekspertów tłumaczył nam, że są trzy źródła, jakimi posługują się piloci - wśród nich urządzenia pokładowe. Kontrolerzy kłamali, radiolatarnia wysłała sygnał dłuższy niż powinna, nie wiemy natomiast, dlaczego nie zadziałał pokładowy GPS. Bezwzględnie i na każdym kroku trzeba bronić dobrego imienia załogi samolotu. Sugerowanie jakiejkolwiek jej winy jest obrzydliwym kłamstwem, które można zweryfikować, patrząc na miejsce katastrofy.

Dziękuję za rozmowę. www.radiomaryja.pl/artykuly.php

www.naszdziennik.pl/index.php


infokolej.pl/printview.php

Gasipies
O mnie Gasipies

&l

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (30)

Inne tematy w dziale Polityka