0 obserwujących
18 notek
42k odsłony
  1308   0

Mapa, ulotki i służby Jaruzelskiego

W stanie wojennym funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa ze szczególną zaciekłością tropili i niszczyli gazety i wszelkie druki wytworzone w latach 1980 - 81przez środowiska niepodległościowe. W końcu kwietnia 1983 roku mogłem w ten sposób stracić dość bogaty zbiór tych publikacji, jakie udało mi się zgromadzić, będąc członkiem solidarnościowej Krajowej Komisji Koordynacyjnej Radia i Telewizji. Zasób ten powstał w dość prosty sposób. Zaapelowałem do pozostałych członków komisji, by przywozili na kolejne spotkania komplet prasy i druków, jakie powstawały w ich Regionach NSZZ „Solidarność”. Wkrótce zapełniły one 12 sporych teczek - segregatorów.

Po „weryfikacji” i utracie pracy w olsztyńskiej rozgłośni radiowej przeniosłem się na wieś - do Bartąga, gdzie w 1979 roku wydzierżawiłem od gminy opuszczone i zdewastowane gospodarstwo rolne. Były to zabudowania uroczo położone na obrzeżu lasu, na kolonii, z bardzo trudnym dojazdem i wymagające dużo pracy, by przywrócić je do w miarę normalnego stanu. Zająłem się tzw. „małym rolnictwem”, przez co znacznie polepszyła się nasza sytuacja żywnościowa. Wśród zabranych z miasta rzeczy były też te właśnie paczki z gazetami.
Pewnego kwietniowego przedpołudnia, kiedy żona i córki wyjechały do pracy i szkół, nagle ujrzałem przedzierającego się przez zarośla mego kolegę i zastępcę w Komisji Zakładowej NSZZ „S”, Ryszarda Langowskiego.

Nie mogąc dojechać samochodem, zostawił go na szosie i ostatnie dwa kilometry przemierzył pieszo na przełaj przez pola, by powiadomić mnie, że rano funkcjonariusze SB dokonali u niego rewizji. Przed 1 maja szukali bez wątpienia ulotek. Rewizja trwała do momentu, gdy w szufladzie biurka SB-cy znaleźli plan dojazdu do mojego gospodarstwa. Odjechali podekscytowani.

Rzeczywiście mapka była tajemnicza. Sporządziłem ją zgodnie z zasadami topografii, tak jak kiedyś uczono mnie w skautingu rysować mapy wojskowe. W dodatku mój dom zaznaczała strzałka z moim nazwiskiem i dopiskiem „to tu”. Sporządziłem ją dla Ryśka, gdy jego żonę Grażynę aresztowano i córeczką Langowskich miały ewentualnie zaopiekować się moje dziewczyny.

Ryszard uprzedził mnie, bym schował, jeśli mam coś trefnego. Nie wiedząc, czy za kolegą nie ciągnął się „ogon” i czy mnie czasem nie obserwują, nie wpadłem w panikę. Pozorując normalny obrządek zwierząt gospodarczych wynosiłem w wiadrze kolejne zwoje gazet do drwalki, gdzie uprzednio wykopałem dół. Gazety umieszczone w foliowych workach po nawozach sztucznych związałem szczelnie i zakopałem, maskując miejsce drewnem opałowym.

Zjawili się pieszo po godzinie trzeciej, po powrocie żony i córek z Olsztyna. Trzech cywilnych funkcjonariuszy od progu oświadczyło mi, że dokonają „przeszukania”. Nakazu nie mieli. Rozpoczęli przetrząsanie wszystkich kątów, wertowali książki, przekładali sprzęty gospodarcze, zaglądali do tornistrów dzieci. Na podwórzu i wokoło ogrodzenia sprawdzali, czy rosnące tam niewielkie sosenki nie są kamuflażem wejść do ziemnego bunkra. Zacząłem rozumieć, że spodziewali się tu co najmniej drukarni, bowiem żona, kierując uczelnianym wydawnictwem dysponowała urządzeniami poligraficznymi i papierem. Po kilku godzinach wyjechali, niszcząc uprzednio jedyną „zdobycz” -  stronę „Rezonansu” - gazetki  NSZZ „S” umieszczoną w książce jako zakładka. Zbioru gazet  n i e   z n a l e ź l i !

Moją satysfakcję dopełniły dalsze przygody funkcjonariuszy SB, których samochód utknął w gliniastej drodze tak skutecznie, że musiano go wyciągać ciągnikiem z pobliskiego PGR-u w Gągławkach. Po kilku dniach ekipa tegoż PGR-u gruntownie wyremontowała tę drogę wiodącą i do mego gospodarstwa. Robotnicy mówili, że nakaz był z „góry”. Ta niezapowiedziana wizyta ludzi z tajnych służb PRL miała tę jedną zaletę.
W 1986 roku, kiedy odebrano mi to gospodarstwo i kiedy musiałem się ewakuować z Bartąga, wykopałem tamte gazety. W suchym podłożu drwalki, pod dachem, przechowały się doskonale.

Minęły kolejne lata, zmieniła się sytuacja w kraju. Zachowane gazety i druki ulotne z tamtego niezwykłego czasu przekazałem bibliotece Uniwersytetu Warmińsko - Mazurskiego w Olsztynie. Trafiły do Zbiorów Specjalnych.

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura