Opublikowane w „GO” nr 42 zestawienie polskich i niemieckich sił zbrojnych nie było ścisłe. Zapewne zostało powtórzone za publikacjami brytyjskimi, tradycyjnie zaniżającymi stan polskiej armii roku 1939. Być może intencją naszych wiarołomnych sojuszników jest sugerowanie takiego stanu bezbronności naszego państwa, że żadna pomoc na nic by i tak zdać się nie mogła.
Trzy razy więcej okrętów,niż głoszą to Anglicy
Z zachodnich, bezkrytycznie tłumaczonych i wydawanych w Polsce książek wyczytać można, że polska flota w 1939 roku składała się tylko z dziewięciu okrętów. Liczba nie zgadza się, nawet jeśli uwzględniałaby wyłącznie jednostki duże.
Trzonem polskiej floty było bowiem pięć dużych jednostek nawodnych i pięć podwodnych. Były to niszczyciele: „Wicher”, „Burza”, „Błyskawica” i Grom”, duże okręty podwodne „Orzeł”, „Sęp”, „Wilk”, „Żbik” i „Ryś” oraz największy okręt polskiej floty – stawiacz min o rozmiarach niemal krążownika – „Gryf”.
Jeśli nawet pominąć okręty szkolne, trałowce, transportowce, kutry i łodzie patrolowe – na pewno uwzględnić trzeba jednostki bojowe średniej wielkości, czyli sześć minowców („Czapla”, „Rybitwa”, „Mewa”, „Czajka”, „Jaskółka” i „Żuraw”), duży torpedowiec „Mazur” i dwie kanonierki („Generał Haller” i „Marszałek Piłsudski”).
Wymieniamy tu jedynie jednostki pełnomorskie, a pamiętać trzeba, że Polska posiadała też pokaźną flotyllę rzeczną, złożoną głównie z okrętów artyleryjskich pływających po rzekach Polesia.
Plany rozbudowy floty
Duże okręty polskiej marynarki wojennej były bardzo nowoczesne. Większość powstała w stoczniach Holandii i Francji. Konstruowano je i budowano z udziałem polskich inżynierów. „Orzeł” w 1939 nie tylko w Polsce uchodził za najnowocześniejszy okręt podwodny pływający po Bałtyku.
Imponujące były plany rozbudowy polskiej marynarki. W ciągu kilku lat podwojona miała być liczba niszczycieli i okrętów podwodnych. Flotę wzmocnić też miały krążowniki.
Zbliżająca się wojna niejako „podpowiedziała drogę na skróty” – w wyniku rozmów Brytyjczycy obiecali dostarczenie Polsce ciężkiego pancernika. Okręt ten był już wycofany z Royal Navy, ale nadawał się do osadzenia u brzegów Półwyspu Helskiego, gdzie nie mógłby zostać zatopiony, a ogniem swych dział byłby w stanie pokryć całą Zatokę Gdańską. Okręt, który mógł sparaliżować działania Kriegsmarine przeciwko Polsce, nigdy do naszego kraju jednak nie dotarł i całą II wojnę światową przeczekał bezczynnie w angielskim porcie.
Według prof. Wieczorkiewicza – w myśl angielskich planów wojennych Polska była w 1939 roku przeznaczona na rzeź i nie warto było wyposażać jej w cokolwiek.
Plan Pekin
W przededniu wojny flota polska była jednak zbyt mała, żeby móc stawić czoła niemieckiej Kriegsmarine. Zapadła więc decyzja o wycofaniu części polskiej marynarki wojennej do Anglii. W ostatnich dniach sierpnia niszczyciele „Błyskawica”, „Burza” i „Grom” znalazły się w portach brytyjskich.
Okręty, które pozostały w polskich portach, miały natomiast wykonać plan „Worek”, polegający na zaminowaniu Zatoki Gdańskiej. Wobec przewagi wroga plan ten okazał się trudny do realizacji, mimo że nasi marynarze wykazywali się najwyższym wojennym kunsztem i krańcowym heroizmem.
Wielkie dni małej floty
1 września polskie okręty zostały zaatakowane przede wszystkim nie z wody, lecz z powietrza. Nigdy wcześniej w historii wojen żadna flota nie była celem tak zmasowanych ataków lotniczych. Niestety – nasze okręty do pojedynków takich przystosowane były słabo.
Kriegsmarine rozpoczęła też polowanie na nasze okręty podwodne. Niemcy wiedzieli, że są one bardzo wysokiej jakości i liczyli na to, że uda im się je przejąć. Pomimo usilnych zabiegów i druzgocącej przewagi wroga – żaden z polskich okrętów podwodnych nie zatonął ani nie dostał się w niemieckie ręce. Po stoczonej walce – „Wilk” i „Orzeł” dotarły do Wielkiej Brytanii, a trzy pozostałe okręty zostały internowane w Szwecji, skąd powróciły do Polski w roku 1945.
Mało się dziś pamięta o bohaterstwie polskich marynarzy roku 1939. A dokonywali oni czynów naprawdę niezwykłych. Na zwycięstwo nie było żadnych szans, lecz wszystkie armaty polskich jednostek prażyły w kierunku wroga nawet wtedy, kiedy szły już na dno.
Z niektórych tonących jednostek marynarze zdołali znieść działa, by kontynuować walkę na lądzie. Dziobowa armata minowca „Mazur” strzelała do Niemców jeszcze wtedy, gdy woda zalała pokład. We wrześniu zatopione zostały wszystkie nawodne jednostki broniące polskiego Wybrzeża. Większość poległa w walce, część – zatopiły załogi, by okręty nie dostały się w ręce wroga.
O tym, jak bardzo Niemcy liczyli na przejęcie i wykorzystanie polskiej floty, świadczy to, że część zatopionych okrętów została przez nich podniesiona z dna i wyremontowana.
Obrona Helu
Największe wrażenie na Niemcach zrobiła jednak obrona Helu, zakończona dopiero 2 października. Skromnie wyposażona, lecz mistrzowska załoga potrafiła zadać Niemcom poważne straty.
Po zakończeniu działań wojennych sami skorzystali z polskich doświadczeń. Dostrzegając, że artyleria nabrzeżna potrafi całkowicie kontrolować ogromne akweny – sami zainstalowali na Helu jedną z kilku największych armat, jakie kiedykolwiek wyprodukowano.
Do ostatnich dni wojny
II wojna światowa na morzu zaczęła się w Polsce i nasi marynarze walczyli w niej bez przerwy, do ostatnich jej dni. W latach 1939-45 w naszych Siłach Zbrojnych na Zachodzie służyły dwa krążowniki,(„Dragon” i „Conrad”), dziewięć niszczycieli (oprócz trzech przybyłych z Polski – „Piorun”, „Garland”, „Orkan”, „Ślązak”, „Krakowiak” i „Kujawiak”), pięć okrętów podwodnych (obok „Orła” i „Wilka” –„Jastrząb”, „Sokół” i „Dzik”), kilka dużych transportowców i kutrów torpedowo-artyleryjskich.
Ich zasługi w walce z Niemcami trudno przecenić. Mamy za co być wdzięczni naszym ludziom morza i są oni dla nas powodem do dumy.
Prawie nie ma jednak poświęconych im filmów, niewiele napisano o nich książek. W przeciwieństwie do gromadzących pamiątki Niemców czy Anglików – poza jedną „Błyskawicą” nasze wszystkie zasłużone okręty przeznaczono na złom. Wiedza o polskich dokonaniach na morzu jest więc dziś mizerna. Za dobrą monetę przyjmujemy nierzetelne czy wręcz fałszerskie publikacje obcokrajowców.





Komentarze
Pokaż komentarze (3)